Fiskus prześwietla zagraniczne inwestycje
Według doniesień brytyjskiego dziennika, chińskie instytucje finansowe otrzymały polecenie weryfikacji zagranicznych aktywów zamożnych klientów. Urzędnicy sprawdzają, czy obywatele zapłacili zaległe podatki od zysków kapitałowych. Analiza obejmuje między innymi nieruchomości, akcje, metale szlachetne oraz kryptowaluty. "Financial Times" donosi, że w niektórych przypadkach banki we współpracy z fiskusem zamrażają konta depozytariuszy. Blokada trwa do momentu uregulowania zaległych zobowiązań.
Standardową praktyką jest to, że ci zamożni ludzie natychmiast płacą kary i daniny w gotówce, aby ponownie aktywować swoje konto – mówi cytowany przez gazetę bankier z południowych Chin.
Zaskoczenie budzi zakres czasowy prowadzonych kontroli skarbowych. Informatorzy "FT" potwierdzają, że w skrajnych przypadkach urzędy skarbowe badają transakcje inwestycyjne aż z 2000 r. W innej sytuacji klienci biura zarządzania majątkiem z miasta Shenzhen musieli zapłacić podatek od zysków z lat 2017-2022. Prawnik David Lesperance, który doradza zamożnym rodzinom z Azji, ocenia, że urzędnikom w weryfikacji pomaga sztuczna inteligencja. Nowe technologie pozwalają administracji państwowej na znacznie szybszą i tańszą analizę ogromnej dokumentacji finansowej niż w przeszłości.
Dziura w państwowej kasie i zapaść gospodarcza
Eksperci nie mają wątpliwości co do przyczyn nowej polityki państwa. Profesor Victor Shih z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego twierdzi na łamach "FT", że motywacja władz ma "wyraźnie charakter fiskalny". Dochody chińskiego budżetu uległy stagnacji po pandemii, a na 2025 r. prognozuje się ich spadek o 1,7 procent. Szczególnie bolesne dla państwowej kasy okazało się załamanie na rynku nieruchomości. Wpływy ze sprzedaży gruntów spadły z rekordowego poziomu w 2021 r. o ponad połowę, co zmusiło rząd do poszukiwania alternatywnych źródeł gotówki.
Kampania państwa obejmuje także nowe regulacje dotyczące zagranicznych funduszy powierniczych (tzw. offshore trusts). W ubiegłym miesiącu chińskie ministerstwo finansów oraz krajowy urząd skarbowy wprowadziły przepisy, które rygorystycznie uszczelniają system. Dochody generowane przez takie podmioty podlegają teraz 20-procentowemu opodatkowaniu na wielu etapach dystrybucji. Bankier z Singapuru relacjonuje w rozmowie z dziennikiem, że nowe zasady "zszokowały" chińskich milionerów, ponieważ zlikwidowały popularną lukę prawną wykorzystywaną masowo w czasach rynkowej hossy.
Ucieczka kapitału i rygorystyczne przepisy
Prawnik podatkowy Ye Yongqing z Szanghaju zauważa, że Chiny zbliżają swój system do rozwiązań znanych ze Stanów Zjednoczonych, gdzie obywatele płacą podatki od globalnych dochodów, niezależnie od miejsca ich uzyskania. Władze w Pekinie systematycznie ograniczają możliwości transferu aktywów za granicę. Szefowa jednej z firm imigracyjnych przewiduje, że w pierwszej kolejności urzędy wezmą pod lupę osoby, które handlują amerykańskimi akcjami przez giełdę w Hongkongu. Następnie głębokie kontrole dotkną bezpośrednio zagranicznych kont bankowych oraz posiadanych nieruchomości.
Dodatkowym problemem dla zamożnych obywateli są niejasności wokół rygorystycznej definicji rezydencji podatkowej. Jak wskazuje "Financial Times", osoby spędzające w Państwie Środka mniej niż 183 dni w roku nadal mogą być traktowane jako krajowi rezydenci podatkowi. Dzieje się tak niezależnie od posiadanego zagranicznego paszportu, o ile formalnie nie zrzekną się chińskiego obywatelstwa. Rosnąca presja ze strony państwowego aparatu fiskalnego skłoniła już część najbogatszych do radykalnych kroków.
David Lesperance przyznaje, że w samym tylko tym roku co najmniej sześciu jego zamożnych klientów uruchomiło skomplikowane procedury ostatecznego opuszczenia kraju wraz z całym kapitałem.