Państwowe pieniądze, prywatne decyzje. Co się dzieje w krakowski © money.pl | -

Księstwo udzielne. Czynsz pod sufitem, milionowe pożyczki dla właściciela

Karolina Wysota

Państwo dało tani kredyt, przyszli najemcy dołożyli własne pieniądze, a potem przez lata spłacali dług w czynszu. Dziś kredytu już nie ma, czynsz jest niemal maksymalny, na remonty spółka wydaje niewiele, a właścicielowi pożycza dziesiątki milionów. Mieszkańcy krakowskiego osiedla poszli do sądu i na wojnę z TBS-em "Południe".

  • Czynsz miał spaść po spłacie państwowego kredytu. Zamiast tego wzrósł do niemal ustawowego maksimum.
  • TBS zadłużył się na dziesiątki milionów, a swojemu jedynemu właścicielowi pożyczył ponad 33 mln zł.
  • Na remonty wydał 76 tys. zł. Dwuosobowy zarząd kosztował blisko 1,29 mln zł.
  • Majątek spółki obciążono hipotekami, a udziały w TBS przez 20 miesięcy stanowiły zabezpieczenie prywatnego długu właściciela.
  • Publiczny kredyt spłacony, społeczny majątek został. Dziś prywatna spółka obciąża go nowym długiem i prowadzi transakcje z właścicielem.
  • Po spłacie kredytu BGK nadzór się rozmył. Mieszkańcy zaczęli więc sami zaglądać do ksiąg, bilansów i sądowych akt.
  • Dziś walczą z TBS-em o czynsze, parkingi i odpowiedź na pytanie, gdzie kończy się społeczny najem, a zaczyna prywatny biznes.

Szlaban 

15 lipca, godzina 13:12. Na ekranie telefonu pojawia się wiadomość od nadawcy TBS "Południe".

"Szanowni Państwo, informujemy, że z dniem 1 sierpnia 2026 r. osoby nieposiadające zawartej umowy najmu miejsca postojowego utracą możliwość otwierania szlabanu".

Odbiorcą jest Jacek (imię zmienione). Mieszka na krakowskim osiedlu przy ul. Wodnej. Przez 23 lata wjeżdżał na jego teren bez dodatkowych opłat. Teraz miejsce parkingowe kosztuje 90 zł miesięcznie. Za postój bez umowy regulamin przewiduje karę: 100 zł za każdy dzień. 

Parking okazuje się jednak najmniejszym problemem. 


WIDEO
"Ogryzek zamiast rozwiązań". Rząd vs najem krótkoterminowy


Jak to miało działać 

TBS "Południe" jest częścią Podstawski Capital Group. Spółka ma w Krakowie cztery osiedla: przy ul. Borowinowej, Łowienickiej, Obozowej i Wodnej. Jej jedynym wspólnikiem i właścicielem jest Thomas Podstawski.

Towarzystwa budownictwa społecznego powstały w latach 90. Założenie było proste.

Nie chodziło o zwykły biznes mieszkaniowy. TBS-y miały tworzyć mieszkania na wynajem dla osób, których nie stać na zakup własnego lokum, a które niekoniecznie kwalifikują się do mieszkania komunalnego. Państwo dawało preferencyjne finansowanie, aby budować taniej i utrzymywać czynsze na poziomie bardziej dostępnym niż w zwykłym najmie komercyjnym.

Część kosztów budowy pokrywali przyszli lokatorzy lub ich bliscy w formie tzw. partycypacji. W zamian mogli wskazać najemcę lub sami zamieszkać pod współfinansowanym adresem.

W przypadku mieszkania Jacka partycypacja wyniosła 28 proc. kosztów - 31 398,64 zł przy lokalu wycenionym w 2002 r. na 112 138 zł. Do tego dochodziła kaucja w wysokości 10 593,77 zł.

Ponad 40 tys. zł prywatnych pieniędzy na jedno mieszkanie. Resztę sfinansował przede wszystkim preferencyjny kredyt, którego spłatę rozłożono na wiele lat.

Ustawa nie pozwala TBS-owi ustalać czynszu całkowicie dowolnie. Suma czynszów ma pozwalać m.in. na pokrycie kosztów eksploatacji, remontów, administracji oraz zobowiązań związanych z budową mieszkań. Przepisy wyznaczają też maksymalny poziom czynszu w relacji do wartości odtworzeniowej lokalu, czyli tego, ile kosztowałoby dziś wybudowanie podobnego mieszkania.

Kluczowe jest też jedno zdanie z umowy najmu, którą Jacek podpisał w grudniu 2003 r. 

Paragraf 5 ust. 4 wylicza, co obejmuje czynsz: podatki, zarządzanie, administrację, remonty, utrzymanie zieleni i infrastruktury osiedla, a także "koszty spłaty kredytu wraz z odsetkami zaciągniętego przez Towarzystwo z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego".

Kredyt zaciągnęła więc spółka, ale jego koszt przez lata ponosili lokatorzy.

Miał spaść. Wzrósł 

Materiały reklamowe TBS-u "Południe" sprzed ponad dwudziestu lat przedstawiały system jeszcze prościej.

Czynsz miał wynosić "ok. 3,01 proc. wartości odtworzeniowej, tj. 7,40 zł/mkw". W ulotce podano przykład dwupokojowego mieszkania o powierzchni 47,8 mkw. - bardzo zbliżonego do tego, na które zdecydował się Jacek. Miesięczna opłata wynosiła 353,72 zł. Z tego aż 251,91 zł przypadało na spłatę kredytu, a 101,81 zł na pozostałą część czynszu.

Ulotka zapewniała także: "TBS sam nie może podnieść wysokości czynszu".

Wtedy rzeczywiście nie mógł. Stawkę czynszu regulowanego ustalała rada gminy. Później przepisy się zmieniły.

W materiałach była też obietnica dotycząca tego, co stanie się po spłacie preferencyjnego kredytu.

"Po spłaceniu preferencyjnego kredytu (…) najemca nadal płaci czynsz regulowany, ale zostaje on całkowicie pozbawiony składnika kredytowego" - czytamy.

Według ulotki czynsz miał wtedy gwałtownie spaść.

Nie spadł. 

W grudniu 2003 r. Jacek płacił 373,10 zł za mieszkanie o powierzchni 45,4 mkw., czyli 8,20 zł za metr. 

Od 1 lipca 2026 r. sam czynsz wynosi 1418,75 zł, czyli 31,25 zł za metr. To o 281 proc. więcej niż w grudniu 2003 r. Po doliczeniu mediów miesięczne opłaty Jacka sięgają blisko 2,2 tys. zł.

Tymczasem przez te dwie dekady wydarzyło się coś, co według pierwotnego założenia powinno działać w przeciwnym kierunku: preferencyjny kredyt, którego rata stanowiła znaczną część czynszu, został spłacony. 

- To jest moment, w którym mieszkańcom powinien spaść czynsz. To była jedna z najważniejszych deklaracji systemu TBS, gdy ludzie do niego wchodzili - mówi money.pl Małgorzata Osipczuk z Fundacji "Obywatel TBS". 

Stało się odwrotnie. Po spłacie kredytu czynsz nie tylko nie spadł, ale doszedł niemal do ustawowego maksimum.

Czynsz prawie pod sam sufit

Obecne przepisy wyznaczają maksymalną stawkę czynszu jako część wartości odtworzeniowej mieszkania.

Wartość odtworzeniową oblicza się na podstawie wskaźnika ogłaszanego co pół roku przez wojewodę. Gdy rosną koszty budowy i ceny mieszkań, rośnie wskaźnik. Wraz z nim przesuwa się ustawowy sufit czynszu.

Ustawa określa też, kto ustala stawkę. Zgodnie z art. 28 ust. 1 robi to zgromadzenie wspólników. W TBS "Południe" jest tylko jeden wspólnik - Thomas Podstawski. 

Tak rósł czynsz w TBS "Południe"
Tak rósł czynsz w TBS "Południe" © money.pl | ZipZapic.com

Spójrzmy na dwie ostatnie podwyżki.

Przy wskaźniku obowiązującym od października 2024 r. maksymalna stawka wynosiła około 28,53 zł za metr. W marcu 2025 r. TBS ustalił czynsz na 28 zł.

30 września 2025 r. wojewoda małopolski ogłosił kolejny wskaźnik - 9 558 zł. Ustawowy limit wzrósł do 31,86 zł za metr. W marcu 2026 r. spółka poinformowała mieszkańców, że od lipca czynsz wzrośnie do 31,25 zł. 

Dwa razy z rzędu TBS "Południe" ustawił więc czynsz na poziomie około 98 proc. ustawowego maksimum.

Na tym wzrost limitu się nie zatrzymał. 31 marca 2026 r. wojewoda ogłosił następny wskaźnik, obowiązujący od kwietnia - 10 003 zł. Ustawowy sufit wzrósł do około 33,34 zł za metr. 

Spółka ma więc przestrzeń do kolejnej podwyżki. Pytanie, czy wystarczy, że zmieści się pod ustawowym sufitem, czy powinna również wykazać, że takiego czynszu rzeczywiście potrzebuje.

O to właśnie toczy się dziś spór przed sądami.

Sądy podzielone 

Czworo mieszkańców tego samego osiedla przy ul. Wodnej, na którym mieszka Jacek, poszło do sądu. Chcieli wykazać, że podwyżka czynszu nie miała podstaw.

Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza oddalił ich powództwa.

Uznał, że skoro podwyżka mieści się w ustawowym limicie, jest zgodna z prawem i zasadniczo nie może zostać uznana za niezasadną. 

Badanie kalkulacji czynszu sąd uznał nie tylko za zbędne, ale wręcz za niedopuszczalne.

Za nieistotny dla sprawy uznał także przychód osiągnięty przez TBS w poprzednim roku. 

W praktyce oznacza to, że sąd sprawdza przede wszystkim, czy spółka nie przekracza ustawowego sufitu. Nie bada, czy rzeczywiście potrzebowała podwyżki do pokrycia swoich kosztów. 

Ale nie wszystkie sądy podzielają taką wykładnię.

7 lipca 2026 r. Sąd Okręgowy w Krakowie, rozpoznając inną, lecz bardzo podobną sprawę, skierował pytanie prawne do Sądu Najwyższego. 

Chce wiedzieć, czy kontrola sądu rzeczywiście powinna ograniczać się do sprawdzenia ustawowego limitu czy należy także badać koszty TBS i możliwość generowania nadwyżek. 

Zdaniem mec. Grzegorza Prigana samo zmieszczenie się pod ustawowym sufitem nie wystarcza. 

Sam fakt, że czynsz mieści się poniżej ustawowego limitu, nie przesądza jeszcze o jego prawidłowości. Ustawa wskazuje, jakie koszty mogą być pokrywane z czynszu, a odrębny przepis wyznacza jego maksymalny poziom. Limit jest więc górną granicą, a nie automatycznym cennikiem. Jeśli TBS podnosi czynsz niemal do maksimum, powinno być możliwe zbadanie, jakie rzeczywiste koszty uzasadniają taką stawkę - mówi money.pl.

Sprawa tej czwórki mieszkańców ul. Wodnej również trafiła do drugiej instancji. Ich pełnomocnicy wystąpili o zawieszenie postępowania do czasu odpowiedzi Sądu Najwyższego. 

Spór wykracza jednak poza stawkę czynszu wywindowaną niemal pod sam sufit.

- Nie ma zgody na to, żeby za publiczne pieniądze deweloperzy budowali swój prywatny kapitał - mówi money.pl Adam Mildner, wiceprzewodniczący rady dzielnicy Podgórze Duchackie i wiceprezes Stowarzyszenia Partycypantów i Najemców "Nasz Blok".

Społeczne tylko z nazwy 

Dokumenty TBS "Południe" pokazują trzy operacje, które prowadzą do dwóch zasadniczych pytań. Co zostaje ze "społecznego" charakteru prywatnego TBS-u po spłacie preferencyjnego kredytu państwa, gdy jego miejsce zajmuje prywatne finansowanie? I czy spółka powołana do realizacji społecznego celu mieszkaniowego może z czasem stać się wehikułem finansowym swojego właściciela?

Żeby zrozumieć, skąd biorą się te pytania, trzeba wrócić do państwowego finansowania.

TBS "Południe" zaciągnął w latach 2001-2003 cztery kredyty w Banku Gospodarstwa Krajowego, finansowane ze środków Krajowego Funduszu Mieszkaniowego.

Kredyty miały być spłacane jeszcze przez kilka lat - w zależności od umowy do 2029-2035 r. Zostały spłacone wcześniej, najprawdopodobniej pod koniec 2025 r. Tak wynika z ksiąg wieczystych. BGK odmówił money.pl podania dokładnej daty, powołując się na tajemnicę bankową. Odpowiedział natomiast mieszkańcom, którzy zwrócili się do banku o interwencję. 

8 lipca 2026 r. BGK poinformował ich, że nie łączy go już z TBS żaden stosunek kredytowy. W konsekwencji bank nie ma podstaw do prowadzenia wobec spółki działań kontrolnych, nadzorczych ani interwencyjnych.

Po spłacie państwowego kredytu na nieruchomościach pojawiły się jednak nowe zabezpieczenia.

W księdze wieczystej jednego z budynków przy ul. Wodnej, w którym mieszka Jacek, widnieje hipoteka na 1,73 mln zł. Zajęła miejsce po wygasłej hipotece BGK i zachowała jej pierwszeństwo. 

Podobne zabezpieczenia pojawiły się także w pozostałych księgach wieczystych TBS-u "Południe". To jednak nie wszystko. Wszystkie nieruchomości spółki obciążono dodatkowo hipoteką na 26 mln euro.

Wierzycielem hipotecznym jest niemiecka HMCS Treuhand GmbH. Nie pożyczyła jednak TBS-owi pieniędzy. Jako powiernik trzyma hipoteki w imieniu wierzycieli, którzy sfinansowali emisję obligacji.

Hipoteka zabezpiecza wykup 25 tys. obligacji po 1 tys. euro każda, oprocentowanych na 6 proc. Termin wykupu przypada najpóźniej 15 kwietnia 2030 r.

HMCS nie ujawniła, w czyim imieniu trzyma zabezpieczenia ani kto objął obligacje, powołując się na poufność. Odesłała nas do TBS "Południe". Spółka nie odpowiedziała.

Nie znamy więc tożsamości inwestorów ani celu tak dużego finansowania. TBS nie sporządza rachunku przepływów pieniężnych, bo nie ma takiego obowiązku, dlatego na podstawie dostępnych dokumentów nie da się prześledzić drogi konkretnych środków.

Samo zaciągnięcie nowego długu przez TBS nie przesądza jeszcze o nieprawidłowości. Jak zaznacza mec. Grzegorz Prigan, kluczowe jest to, na co pieniądze zostały przeznaczone.

Ustawa nie pozwala przerzucać na najemców kosztów każdego zobowiązania spółki. Jeżeli nowe finansowanie dotyczy budowy lub eksploatacji zasobu mieszkaniowego, trzeba analizować jego związek z tym zasobem. Jeżeli jednak służy innej działalności gospodarczej albo transferowi środków do wspólnika, trudno byłoby uzasadnić obciążanie jego kosztami mieszkańców - dodaje. 

Są jednak liczby, które zwracają uwagę. 

W bilansie na 31 grudnia 2025 r. pojawiła się pozycja, której rok wcześniej nie było: "udzielone pożyczki w jednostkach powiązanych" - 33 136 538 zł.

Z dokumentów spółki wynika, że TBS pożyczyło swojemu właścicielowi Thomasowi Podstawskiemu łącznie ponad 33,1 mln zł. Chodzi o trzy pożyczki: 9 mln zł, 23 mln zł oraz 270 tys. euro, co po przeliczeniu daje 1 136 538 zł. Wszystkie są oprocentowane na 6 proc. rocznie i mają zostać spłacone w grudniu 2030 r.

Odsetki nie są płacone na bieżąco. Za cały okres mają zostać uregulowane dopiero przy zwrocie kapitału. Do tego czasu TBS nie będzie więc otrzymywało z tych pożyczek bieżących wpływów.

Zgodę na te transakcje wyraziło zgromadzenie wspólników. Czyli Thomas Podstawski - właściciel i zarazem pożyczkobiorca.

Ale na tym nie koniec. 

W pierwszym kwartale 2026 r. spółka pożyczyła mu kolejne 2,07 mln zł, choć - jak wynika z dokumentów TBS - wcześniejsze pożyczki nie zostały jeszcze spłacone.

To ten sam człowiek, który jako jedyny wspólnik decyduje o wysokości czynszu płaconego przez lokatorów.

- Trzeba powiedzieć to twardo: TBS nie jest zwyczajną spółką handlową. Został powołany po to, by zapewniać stabilny dach nad głową osobom, które mogą mieć problem z uzyskaniem kredytu hipotecznego. Jego działalność powinna mieć charakter non profit. Tyle teorii. Praktyka zupełnie od niej odjeżdża - mówi Małgorzata Osipczuk.

- Celem mieszkalnictwa społecznego nie jest to, by spółki i ich właściciele czerpali z niego zyski - dodaje.

Drobne remonty, Bizancjum w zarządzie

Rok 2025 był dla TBS "Południe" najlepszy z trzech ostatnich. Przychody sięgnęły 6,79 mln zł, a zysk netto 1,57 mln zł - niemal trzy razy więcej niż rok wcześniej.

Ile w tym samym czasie spółka wydała na remonty? 76 132 zł.

W sprawozdaniu zarządu wymieniono m.in. wymianę daszków nad balkonami, izolację tarasu, naprawę papy, zamalowanie graffiti, naprawę instalacji wodno-kanalizacyjnej i remont schodów.

Rok wcześniej na remonty poszło 740 350 zł, niemal dziesięć razy więcej.

W kolejnych sprawozdaniach zarząd tłumaczy, że rosnące koszty ograniczają możliwość odkładania pieniędzy na przyszłe remonty. Jednocześnie kondycję finansową spółki ocenia jako dobrą.

- Remonty to pojęcie praktycznie nieistniejące. Klatki schodowe przez te ponad 20 lat nigdy nie zostały pomalowane - mówi Jacek. 

Dwuosobowy zarząd kosztował tymczasem spółkę blisko 1,29 mln zł w ubiegłym roku – niemal 17 razy więcej niż wydała ona na remonty.

To około 71,7 proc. całego funduszu wynagrodzeń.

Średnio daje to około 644 tys. zł rocznie na członka zarządu, czyli 53,7 tys. zł miesięcznie.

Dla porównania, według danych ujawnionych przez stowarzyszenie Miasto Jest Nasze najlepiej opłacany prezes warszawskiego TBS zarobił w ciągu roku około 433 tys. zł. 

W sprawozdaniach TBS "Południe" od trzech lat powtarza się informacja, że właściciel nie pobiera dywidendy, a zysk przeznaczany jest na cele statutowe.

Tak też wymaga ustawa o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa - dochody TBS nie mogą być dzielone między wspólników lub członków. Mają w całości służyć działalności statutowej.

Ale - jak zwraca uwagę mec. Prigan - zakaz nie dotyczy wyłącznie dywidendy, lecz każdej formy podziału dochodów TBS między wspólników. Dlatego oprocentowana pożyczka dla wspólnika nie musi automatycznie oznaczać niedozwolonej dywidendy. Trzeba jednak badać ekonomiczną treść transakcji: czemu służy, na jakich warunkach została zawarta, jak jest zabezpieczona, jakie wiąże się z nią ryzyko i czy leży w interesie samego TBS.

- Jeżeli spółka zajmująca się społecznym budownictwem mieszkaniowym zadłuża się, a jednocześnie pożycza swojemu jedynemu wspólnikowi ponad 30 mln zł, pytanie o zgodność takiego działania z interesem spółki i jej ustawowym celem jest całkowicie zasadne - ocenia Prigan.

Zaliczki 

Dokumenty pokazują jednak inne transakcje między spółką a jej właścicielem.

W marcu 2023 r. TBS podpisał z Thomasem Podstawskim przedwstępną umowę zakupu lokalu usługowego w Krakowie za 6,396 mln zł. Spółka wpłaciła właścicielowi 1,51 mln zł zaliczki.

Do sprzedaży jednak nie doszło. Po rozwiązaniu umowy TBS odzyskał połowę zaliczki. Reszta miała zostać zwrócona później.

Mimo to w sierpniu 2024 r. spółka podpisała z Podstawskim kolejną umowę przedwstępną dotyczącą tego samego lokalu. I wpłaciła kolejną zaliczkę - 1,113 mln zł. 

Na koniec 2024 r. w bilansie TBS nadal widniało 1,87 mln zł niezwróconych zaliczek. 

Sprawę wskazała biegła rewident w opinii z zastrzeżeniem. Podkreśliła, że należności nie zostały zwrócone w terminie, a ona sama nie mogła ocenić sytuacji majątkowej dłużnika ani stwierdzić, czy spółka słusznie nie dokonała odpisu.

Na koniec 2025 r. wartość tej pozycji spadła do 3,1 tys. zł.

Z dokumentów nie wynika jednak, czy pieniądze zostały zwrócone TBS-owi, czy rozliczone w inny sposób.

Na zaliczkach się jednak nie kończy.

Spółka jako zabezpieczenie 

W kolejnej transakcji pojawia się Verdano Commercial - krakowska spółka działająca w branży finansowej i nieruchomościowej, kierowana przez Bartosza Gibałę.

Przez 20 miesięcy, od lipca 2023 do marca 2025 r., Verdano Commercial posiadało 100 proc. udziałów TBS "Południe".

TBS wyjaśnia w sprawozdaniu, że chodziło o "umowę przewłaszczenia udziałów na zabezpieczenie". Mówiąc prościej: udziały w TBS zostały przekazane wierzycielowi jako zabezpieczenie długu. Tego samego dnia zawarto umowę pożyczki, z którą wiązała się hipoteka na 37,5 mln zł na rzecz Verdano Commercial. Obciążała ona nieruchomość należącą do TBS "Południe".

Ze sprawozdania wynika, że wierzytelność była związana z pożyczką zawartą między udziałowcem TBS a Verdano Commercial.

Udziały wróciły do Thomasa Podstawskiego w marcu 2025 r. Miesiąc później zapadła uchwała o wspomnianej wcześniej emisji obligacji o wartości 25 mln euro, zabezpieczonych hipotekami na budynkach mieszkalnych TBS-u.

Osobą, która faktycznie kontroluje Verdano Commercial, jest Bartosz Gibała, brat Łukasza Gibały, krakowskiego radnego i kandydata na prezydenta Krakowa.

Nie mamy dokumentów wskazujących, by Łukasz Gibała uczestniczył w opisanych transakcjach. 

Zapytany przez money.pl odpowiedział, że nie wiedział ani o przeniesieniu udziałów TBS na spółkę brata, ani o hipotekach ustanowionych na majątku TBS. Zaprzeczył też, by łączyły go z bratem lub kontrolowanymi przez niego podmiotami relacje biznesowe, kapitałowe, doradcze lub inwestycyjne.

Verdano Commercial nie odpowiedziało na pytania dotyczące przejęcia udziałów, finansowania i zabezpieczeń. Spółka powołała się na okres urlopowy i nieobecność osób uprawnionych do udzielenia odpowiedzi.

Mec. Prigan zwraca uwagę, że zabezpieczenie prywatnego długu właściciela majątkiem spółki oznacza dla TBS realne ryzyko. Nie jest to więc neutralna czynność techniczna.

- Podstawowe pytanie brzmi: jaki konkretny interes miała sama spółka w zabezpieczaniu zobowiązania swojego właściciela? Sam fakt, że wspólnik kontroluje spółkę, nie oznacza, że jego interes jest tożsamy z interesem spółki. To dwa odrębne podmioty prawa - podkreśla.

Brak strażnika  

Mieszkańcy próbowali ustalić, kto może skontrolować działalność prywatnego TBS-u. Szybko okazało się, że możliwości są ograniczone.

BGK po spłacie kredytu nie ma już stosunku kredytowego, który dawałby mu podstawę do kontroli lub interwencji. W odpowiedzi na pytania money.pl bank zaznacza, że nie jest też jego rolą analizowanie działalności TBS-u po spłacie preferencyjnego finansowania.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii również nie widzi podstaw do ingerencji. W korespondencji z nami twierdzi, że administracja rządowa nie może sprawować nadzoru nad całokształtem działalności prywatnej spółki prawa handlowego.

Resort nie zgadza się przy tym z tezą, że istnieje luka nadzorcza. Wskazuje na samorząd, który może mieć swojego przedstawiciela w radzie nadzorczej prywatnego TBS-u.

Adam Mildner przekonuje, że w praktyce ten mechanizm nie działa.

- Możliwość wprowadzenia przedstawiciela samorządu do rady nadzorczej to iluzoryczny bezpiecznik. Dwukrotnie próbowaliśmy wprowadzić taką osobę do rady nadzorczej innego krakowskiego TBS-u i za każdym razem bezskutecznie. A nawet gdyby się udało, wpływ takiego przedstawiciela na decyzje zarządu byłby praktycznie żaden - mówi money.pl.

Fundacja "Obywatel TBS" ocenia, że problem jest szerszy. 

- TBS-y to istne twierdze tajemnicy. Wszystko jest tak tajne, jakby to była operacja wojskowa, a nie mieszkalnictwo społeczne. A jeśli mieszkańcy jednak coś wykryją, nie mają dokąd się z tym zgłosić - mówi Małgorzata Osipczuk.

Zdaniem Osipczuk problem tkwi w samej konstrukcji systemu: TBS-y są spółkami handlowymi realizującymi społeczną misję, ale mieszkańcy nie mają realnych praw do nadzoru nad spółką, majątkiem współtworzonym poprzez partycypację ani pieniędzmi płaconymi w czynszach. Fundacja wskazuje też, że nie ma jednej instytucji sprawującej całościowy nadzór nad systemem TBS/SIM ani mechanizmu pozwalającego mieszkańcom kontrolować finanse spółek.

Problem wykracza poza jedną krakowską spółkę. Państwo nadal przeznacza miliardy złotych na mieszkalnictwo, w tym rozwój budownictwa społecznego. W budżecie państwa na 2026 r. na budownictwo mieszkaniowe zapisano 6,7 mld zł, a razem ze środkami z KPO - 8,7 mld zł. Tym ważniejsze staje się pytanie, kto pilnuje, by społeczny cel takich inwestycji rzeczywiście był realizowany. 

Wymowna cisza 

Pierwszy zestaw pytań do zarządu TBS "Południe", Thomasa Podstawskiego i Michaela Podstawskiego, prezesa spółki od maja 2026 r., wysłaliśmy 5 sierpnia.

Potem były kolejne wiadomości i ponaglenia - 9, 18 i 21 sierpnia. Pytania trafiły na cztery adresy spółki oraz do Podstawski Capital Group.

Łącznie wysłaliśmy 58 pytań.

Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na żadne z nich.

To o tyle znamienne, że jeszcze miesiąc wcześniej TBS udzielił "Gazecie Wyborczej" komentarza w sprawie opłat parkingowych. Odpowiadał też mieszkańcom.

Szlaban, ciąg dalszy 

Czworo mieszkańców ul. Wodnej przegrało w styczniu w pierwszej instancji sprawę dotyczącą podwyżki czynszu. Każde z nich musiało zapłacić 274,25 zł kosztów sądowych.

Sprawa jest w apelacji. Jej dalszy bieg może zależeć od tego, jak na pytanie krakowskiego sądu odpowie Sąd Najwyższy.

Równolegle mieszkańcy szykują kolejne pozwy przeciwko TBS-owi "Południe". Tym razem chodzi o parkingi.

Pierwsze pozwy w tej sprawie trafiły do sądu, a w jednym z nich sąd udzielił już zabezpieczenia. Dzięki temu do czasu prawomocnego zakończenia sporu TBS nie może obciążać opłatami za parkowanie za szlabanem ani zakazać korzystania z parkingu.

- Podejrzewamy, że opłaty za parkingi to pierwszy widoczny sygnał poszukiwania dodatkowych przychodów, być może związany z obsługą nowego zadłużenia. Nie mamy na to twardego dowodu. To na razie nasza hipoteza - mówi Jacek.

Tydzień po tym, jak TBS poinformował mieszkańców, że bez umowy nie będą mogli wjeżdżać za szlaban, spółka wycofała się z tego zakazu. 

"TBS Południe informuje, że w związku z licznymi prośbami zdalny dostęp do szlabanu zostanie zachowany dla wszystkich mieszkańców" - napisała spółka w wiadomości wysłanej 22 lipca.

Wybrane dla Ciebie