Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
gospodarka
31.01.2020 11:40

Afera mobbingowa w Połańcu. PIP składa doniesienie do prokuratury

Zakończyła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy w firmie ER-EA w Połańcu, gdzie w maju doszło do samobójstwa pracownika. Zdaniem PIP w firmie dochodziło do mobbingu, a nadgodziny nie były odpowiednio rozliczane.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Archiwum prywatne)
Przemek popełnił samobójstwo w miejscu pracy. Jak twierdzą inni pracownicy, był ofiarą mobbingu.

O aferze mobbingowej w firmie Elporem i Elpoautomatyka pisaliśmy w listopadzie. Wtedy jeszcze trwała kontrola PIP, a prokuratura prowadziła śledztwo.

34-letni pracownik zakładu popełnił samobójstwo w warsztacie. Jak twierdzą pracownicy spółki, był jedną z wielu ofiar mobbingu.

Ci, którzy zdecydowali się z nami rozmawiać, opowiadają o nękaniu telefonami, krzykach i agresji. W firmie miało też dochodzić do wielokrotnego łamania praw pracowników, m.in. przez brak odpowiedniego rozliczania nadgodzin.

Oglądaj też: Stres w pracy. "Toksyczny przełożony to sprawa dla sądu"

- Mnie dyrektor W. zwalniał 4 razy - opowiada były pracownik zakładu, który skontaktował się z nami po publikacji reportażu. - W końcu, gdy sam złożyłem wypowiedzenie, nie chciał go zaakceptować. Powiedział, że wypowiedzenie będzie na warunkach prezesa. Jakich? Nie wiadomo, bo nikt nie chciał mi pokazać dokumentów, dopóki ich nie podpiszę.

Jedną z ofiar, jak relacjonowali nam pracownicy firmy, był 34-letni Przemek.

"Czyny noszące znamiona mobbingu"

Firma ER-EA zajmuje się naprawą i konserwacją urządzeń w elektrowni Połaniec. Kontrola PIP trwała od października do stycznia. Początkowo miała się skończyć na początku grudnia, ale materiału było tak dużo, że termin kilkakrotnie przekładano

Inspektorzy PIP rozmawiali z pracownikami ER-EA, którzy pracowali z Przemkiem.

- Rozmowy są tajne, wiem, że niektórzy się boją i nie chcą nic mówić - opowiadał nam jeden z pracowników firmy. - Ale niektórzy są wściekli i twierdzą, że powiedzą wszystko.

A jest o czym opowiadać. Sprawcą mobbingu, według naszych informatorów, miał być dyrektor pionu cieplno-mechanicznego. Jak opowiadali nam pracownicy firmy, dyrektor miał nękać ich telefonami poza godzinami pracy, wprowadzać atmosferę nieustannej, drobiazgowej kontroli, a nawet krzyczeć czy ubliżać pracownikom.

W firmie miały się też zdarzać przypadki fotografowania pracowników, wychodzących z zakładu choćby minutę przed czasem.

W rozmowie z nami prezes ER-EA stwierdził, że w firmie żadnego mobbingu nie było, a dyrektor posądzany o nękanie pracowników to "doskonały manager".

Dotarliśmy do dokumentów sporządzonych po kontroli PIP. Wynika z nich, że w firmie nie istniały procedury antymobbingowe.

"W czasie przesłuchań pracowników w charakterze świadków część z nich wskazała na zachowania jednego z przełożonych noszące znamiona mobbingu" - czytamy we wnioskach z kontroli.

Zebrany materiał Inspekcja przekaże prokuraturze.

"Inspektorzy pracy na podstawie art. 304§2 Kodeksu postępowania karnego zawiadomili Prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 218 § 1a Kodeksu karnego. W tej sprawie Prokuratura zdecyduję o podjęciu ewentualnych dalszych działań. Dodatkowo w uzasadnieniu wskazano, że biorąc pod uwagę zeznania przesłuchanych przez inspektorów pracy pracowników można stwierdzić, że część z nich uznała, iż w miejscu pracy pojawiają się zachowania, które mogą prowadzić do powstania sytuacji noszących znamiona mobbingu" - pisze w odpowiedzi na nasze pytania Barbara Kaszycka z kieleckiego PIP.

Był w pracy, ale nie pracował

Kontrola objęła też ewidencję nadgodzin. Jak wynika z relacji naszych informatorów, system rozliczania godzin nadliczbowych funkcjonował w firmie "nieoficjalnie".

Godziny nie były ewidencjonowane, a pieniądze za dodatkowy czas spędzony w pracy pracownicy dostawali w formie comiesięcznej "nagrody dyrektora".

- To było uznaniowe, nie było nigdzie żadnego oficjalnego taryfikatora - opowiada nam jeden z pracowników ER-EA. - Ale wszyscy brali, bo jak się ktoś na nadgodziny nie zgadzał, to było źle widziane.

Sprawdziliśmy na ile dokumenty z oficjalną ewidencją pracy Przemka pokrywają się z danymi zapisanymi w elektronicznym systemie, który rejestruje każde wejście i wyjście pracownika na teren elektrowni.

Według danych zapisanych w systemie, w maju Przemek miał wolne zaledwie 3 dni. Powinien mieć ich 10. Tylko między 20 a 26 maja był na terenie elektrowni przez 63 godziny.

Tymczasem według oficjalnej ewidencji przepracował w całym miesiącu zaledwie 4 godziny nadliczbowe.

Te same dane przeanalizowała Państwowa Inspekcja Pracy.

"Na podstawie ewidencji czasu pracy za wskazany okres nie ustalono, aby pracodawca ewidencjonował czas pracy odpowiadający powyższym ustaleniom" - czytamy w protokole PIP. "W ewidencji czasu pracy pracownika za rok 2019 nie uwzględniono pracy w żadnym z powyżej wymienionych dni ani w żadną inną sobotę i niedzielę" - czytamy w dokumentach sporządzonych po kontroli.

W rozmowie z nami dyrektor zakładu, Zdzisław Wojtycha, jednoznacznie zaprzeczył, by pracownicy wyrabiali nieoficjalne nadgodziny. Pytany o to, skąd Przemek wziął się w pracy w godzinach, które teoretycznie miał wolne, odpowiedział, że nie wie. A to, że przebywał na terenie zakładu, nie oznacza, że był w pracy.

- U nas system RCP (wydruki z bramy) nie obowiązuje. Firma zrezygnowała z elektronicznego pomiaru czasu pracy ze względu na to, że zdarzały się liczne błędy - wyjaśniał dyrektor. - Każdy może wejść i wyjść na teren zakładu, kiedy chce, jeżeli tylko posiada przepustkę.

Taką samą argumentację dyrektor przekazał Państwowej Inspekcji Pracy.

Jak pisze PIP, prezes ER-EA wniósł w tej sprawie zastrzeżenia do protokołu. A to oznacza, że zgodnie z polskimi przepisami, sprawę powinien rozstrzygnąć sąd.

Renta

Liczba nadgodzin faktycznie przepracowanych przez Przemka jest o tyle istotna, że na ich podstawie wylicza się rentę, która po śmierci męża przysługuje jego żonie i dzieciom. Obecnie to 1476 złotych.

Żeby tę kwotę zwiększyć, trzeba udowodnić przed sądem pracy, że Przemek pracował w godzinach nadliczbowych, bo nagrody dyrektora nie wliczają się do pensji, od której obliczana jest wysokość renty.

Sprawa na razie nie trafiła jeszcze do sądu, ale pani Mariola, żona Przemka, skłania się ku temu, by wytoczyć firmie proces. Na razie skierowała do prokuratury zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie śmierci jej męża.

Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, od momentu publikacji reportażu "Serce do Firmy" w firmie ER-EA nie ma już oficjalnych nadgodzin. Wszystkie są ewidencjonowane i rozliczane zgodne z prawem.

O komentarz do wniosków zawartych w protokole PIP poprosiliśmy prezesa firmy. Na odpowiedź czekamy.

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz też napisać maila lub skorzystać z czatu, a listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz TUTAJ.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: gospodarka, wiadomości, praca, mobbing, prawo
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
30-01-2020

BibiNikt nie popełnia samobojstwa tylko z powodu pracy. Przemek był po prostu nieszczęsliwym czlowiekiem. Jak ktos jest kochany, szanowany i doceniany … Czytaj całość

30-01-2020

ViperFajnie że pip bierze się do roboty po śmierci młodego człowieka ja kożystałem 2× z usług tej instytucji i z moich doświadczeń wynika tylko tyle że to … Czytaj całość

30-01-2020

SmPip czy sanepid przychodzi do zakladu bierze koperte i muzyka gra a kowalski idzie na bruk

Rozwiń komentarze (315)