Bitcoiny "wysypały się" z akt Epsteina. Zaskakujące ustalenia
Świeżo upublicznione akta i e-maile wskazują, że Jeffrey Epstein w 2014 roku zainwestował znaczne pieniądze w giełdę Coinbase oraz inne projekty blockchainowe. Informacje wyłapane przez amerykańskie media rzucają nowe światło na finansowe powiązania skazanego przestępcy seksualnego z elitą Doliny Krzemowej.
Z najnowszej transzy dokumentów upublicznionych przez amerykański Departament Sprawiedliwości wynika, że Jeffrey Epstein, mimo ciążącego na nim wyroku za przestępstwa seksualne z 2008 roku (został wówczas skazany za namawianie do prostytucji – w ocenianym dziś jako skandaliczny – procesie, w którym prokuratora zawarła z zespołem prawników Epsteina tajną ugodę), utrzymywał aktywne relacje biznesowe z sektorem nowych technologii.
Jak podają amerykańskie media, zainwestował miliony dolarów w Coinbase, która obecnie jest największą amerykańską giełdą kryptowalut, w czasie gdy branża ta była jeszcze w fazie wczesnego rozwoju, a także w firmę Blockstream, zajmującą się rozwojem infrastruktury bitcoina.
Dokumenty sugerują, że Epstein miał dostęp do zamkniętych rund finansowania, w których uczestniczyły czołowe fundusze venture capital. Sprawę opisał szczegółowo "The Washington Post".
Epstein i kryptowaluty
Według ustaleń dziennika, w 2014 roku Epstein zainwestował 3 miliony dolarów w startup Coinbase. Transakcja ta była częścią szerszej rundy finansowania o wartości 75 milionów dolarów (tyle firma chciała pozyskać wtedy od inwestorów na dalszy rozwój). Inwestycja nie została dokonana bezpośrednio na nazwisko finansisty, lecz poprzez zarejestrowaną na Wyspach Dziewiczych spółkę IGO LLC, którą Epstein kontrolował. Dzięki temu ruchowi uzyskał on udziały stanowiące mniej niż 1 proc. wartości firmy, nie miał przy tym żadnej funkcji zarządczej w strukturach spółki.
Kluczową rolę w procesie inwestycyjnym miał odegrać Brock Pierce, wczesny inwestor bitcoinowy i współzałożyciel funduszu Blockchain Capital. Z ujawnionej korespondencji mailowej wynika, że Pierce aktywnie zachęcał Epsteina do wejścia w ten biznes.
"Jeśli jesteś zainteresowany i możesz działać szybko, udało mi się uzyskać dla nas alokację (podział portfela między różne klasy aktywów – red.)" – napisał Pierce do Epsteina w wiadomości z grudnia 2014 roku. "Czy jesteś dostępny, by porozmawiać ze współzałożycielem (Coinbase – red.)?" – pytał.
Jak opisuje "WaPo", upublicznione dokumenty wskazują również, że kierownictwo Coinbase miało być świadome zaangażowania Epsteina. Fred Ehrsam, współzałożyciel startupu, w jednym z maili odniósł się do propozycji spotkania.
"Byłoby miło go spotkać, jeśli to możliwe" – pisał Ehrsam w korespondencji ujawnionej przez Departament Sprawiedliwości. Nie jest jasne, czy do bezpośredniego spotkania kiedykolwiek doszło, przedstawiciele giełdy odmówili "The Washington Post" komentarza w tej sprawie.
Zyskowne wyjście z inwestycji
Inwestycja w Coinbase okazała się dla Epsteina wyjątkowo rentowna. Z raportów wyceny aktywów wynika, że w lutym 2018 roku, na rok przed aresztowaniem pod zarzutami handlu ludźmi, Epstein sprzedał połowę swoich udziałów w giełdzie.
Transakcja opiewała na kwotę około 15 milionów dolarów, co oznaczało wielokrotny zwrot z pierwotnie zainwestowanego kapitału. Blockchain Capital potwierdziło te doniesienia, zaznaczając jednocześnie w oświadczeniu dla mediów, że drogi funduszu i Brocka Pierce'a rozeszły się w 2017 roku.
Coinbase nie był jedynym podmiotem z branży cyfrowych aktywów, który przyciągnął uwagę Epsteina. Bloomberg podał, że zainwestował on również firmę Blockstream, zajmującą się rozwojem infrastruktury bitcoina. W 2014 roku jego zaangażowanie w ten projekt wzrosło z początkowych 50 tysięcy do 500 tysięcy dolarów. W tym przypadku reakcja branży jest jednak inna.
Adam Back, dyrektor generalny Blockstream, w oświadczeniu opublikowanym na platformie X, wyjaśnił, że udziały Epsteina zostały sprzedane kilka miesięcy później. "Ze względu na potencjalny konflikt interesów i inne obawy" – zaznaczył Back i dodał, że firma nie ma żadnych powiązań finansowych z masą spadkową po Epsteinie.
Rzekome kontakty z twórcami bitcoina
CCN.com, serwis informacyjny poświęcony kryptowalutom, biznesowi, finansom i technologii, analizując ujawnione "akta Epsteina", zwrócił uwagę na korespondencję sugerującą, że jego ambicje wykraczały poza pasywne inwestowanie. W e-mailach z 2016 roku, wymienianych z doradcą powiązanym z saudyjskim dworem królewskim, Epstein proponował stworzenie cyfrowej waluty zgodnej z prawem szariatu.
W tej samej korespondencji padły słowa sugerujące, że ma kontakty z pionierami branży. "Rozmawiałem z niektórymi twórcami bitcoina, którzy są bardzo podekscytowani" – pisał Epstein w mailu cytowanym przez CCN.
Należy zachować dużą ostrożność w interpretacji tych słów, gdyż w dokumentach nie padają żadne nazwiska "twórców".
Eksperci cytowani przez media branżowe podkreślają, że nie ma w tej chwili żadnych dowodów łączących Epsteina z Satoshi Nakamoto (pseudonim osoby lub grupy osób uważanych za twórców bitcoina), ani z procesem tworzenia protokołu tej kryptowaluty. Jest niewykluczone, że rola Epsteina ograniczała się do bycia jednym z inwestorów i utrzymywania towarzyskich relacji z osobami pracującymi nad rozwojem ekosystemu.
Jeszcze więcej związków Epsteina z bitcoinem
Istotnym wątkiem w opublikowanych dokumentach jest relacja Epsteina z Massachusetts Institute of Technology (MIT) oraz tamtejszym Media Labem. W latach 2013-2017 Epstein przekazywał darowizny na rzecz instytutu, który w tym czasie uruchomił inicjatywę Digital Currency Initiative (DCI). Projekt ten miał na celu finansowanie pracy deweloperów rozwijających kod źródłowy bitcoina po upadku Bitcoin Foundation.
CCN.com zauważa, że choć Epstein nie miał wpływu na kod, to jego pieniądze trafiały do instytucji, która stała się kluczowym płatnikiem dla programistów utrzymujących sieć.
Z korespondencji wynika również, że Epstein bywał włączany do dyskusji na temat strategicznych kierunków rozwoju branży, choć często jedynie jako bierny odbiorca wiadomości. Jego nazwisko pojawiało się w kopiach e-maili dotyczących rywalizacji między projektami ripple (kryptowaluta i platforma płatnicza) i stellar (otwarta platforma blockchain, oferująca bezpieczne szybkie płatności) czy debat na temat wielkości bloku w sieci bitcoin.
W jednej z wiadomości z 2016 roku Brian Armstrong, prezes Coinbase, dzielił się z inwestorami – w tym z Epsteinem – swoimi przemyśleniami na temat przyszłości bitcoina, pisał m.in. o pracy "za kulisami" nad skalowalnością sieci.
Analiza dokumentów przeprowadzona przez media finansowe prowadzi do wniosku, że Jeffrey Epstein interesował się kryptowalutami, które zapewniają wyższy poziom anonimowości i traktował ten rynek jako kolejny obszar dywersyfikacji swojego majątku oraz sposób na utrzymanie relacji z wpływowymi postaciami świata technologii.
Wygląda na to, że mimo ciążących na nim zarzutów, drzwi do ekskluzywnych rund inwestycyjnych pozostawały dla niego otwarte jeszcze przez wiele lat po pierwszym wyroku.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl