Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Malwina Gadawa
|
aktualizacja

Ceny maksymalne paliw? Na to nie liczmy. Oto co nas czeka

Podziel się:

Kierowcy nie mają co liczyć na powrót do cen benzyny sprzed wojny w Ukrainie. — To już dzisiaj jest nie do przywrócenia, biorąc pod uwagę skalę tych zmian, jakie się dokonały i skokowe podwyżki wszystkich cen — mówi w rozmowie z money.pl analityk rynku paliw dr Jakub Bogucki. Jego zdaniem wszystkie założenia sprzed wojny można wyrzucić do kosza.

Ceny maksymalne paliw? Na to nie liczmy. Oto co nas czeka
Na naszych oczach zmienia się cały rynek światowy - mówi nasz rozmówca. Na zdjęciu: ceny paliw w Gdańsku na początku marca 2022 r. (East News, JAKUB STEINBORN)

Malwina Gadawa, money.pl: Wizyty kierowców na stacjach benzynowych nie należą w ostatnim czasie do najmilszych. Litr oleju napędowego kosztuje ponad 7 zł, benzyna jest nieco tańsza. Czy rząd może cokolwiek zrobić, by obniżyć ceny paliw?

Jakub Bogucki: Rząd już zrobił dużo, obniżając akcyzę i VAT na paliwo. Zapewne te rozwiązania, które miały obowiązywać do maja, zostaną przedłużone. W tym momencie przez to działanie już mamy niższe opłaty podatkowe i ta różnica przed wybuchem wojny w Ukrainie była widoczna. Paliwa staniały o kilkadziesiąt groszy na litrze. Czy teraz rząd może zrobić coś więcej? Wydaje mi się, że byłoby to trudne i powiem szczerze, że na początku nie wierzyłem w tak mocną redukcję stawek podatkowych, to oczywiście był dobry ruch ze względu na konsumentów.

Choć obniżka VAT obniżyła ceny paliw, to nie dla wszystkich zmiana była korzystna, warto wspomnieć chociażby o jednoosobowych działalnościach gospodarczych. Obniżenie VAT spowodowało, że ci przedsiębiorcy mogą odliczyć od podatku mniejsze kwoty.

Tak, oczywiście to jest problem, ale patrząc z perspektywy szerszej, to dla wielu kierowców była to różnica na plus. W tym momencie nie widzę jednak mechanizmu, którym można byłoby jeszcze obniżyć ceny paliw. Na Węgrzech wprowadzono na przykład dosyć karkołomne rozwiązanie, ustalając ceny maksymalne paliw. Zmiany wprowadzono jeszcze przed rosyjską inwazją. Nie widzę jednak u nas takiego rozwiązania.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Zobacz także: Ceny paliw nadal rosną. Ekspert: Możliwe, że zobaczymy lekkie obniżki

Czego kierowcy mogą się spodziewać w dłuższej perspektywie? Jest szansa na stabilizację, czy będziemy musieli jeszcze głębiej sięgnąć do portfela?

Już teraz są pierwsze oznaki stabilizacji, te ceny nie rosną tak znacząco. Wydaje się, że w perspektywie kolejnych tygodni ta sytuacja nie ulegnie zmianie. Wszystko rozbija się o to, jak będzie wyglądać sytuacja w Ukrainie i jak będzie wyglądać reakcja świata zachodniego, czy np. będą kolejne sankcje dotyczące Rosji. Polska ma do końca roku zrezygnować np. z rosyjskiej ropy. To nie będzie łatwe.

W kontekście tych zmian, na pewno można się do końca roku spodziewać podwyżki cen paliw w naszym kraju, ale to też zależeć będzie od dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia. W najbliższym czasie ceny pozostaną na poziomie pomiędzy 6 a 7 zł za litr dla benzyny bezołowiowej oraz w granicach 7,50 zł dla diesla. To będzie nasza codzienność.

Czyli możemy powiedzieć, że tanio już było. Kierowcy nie mają co liczyć na powrót do cen na poziomie ponad 5 zł za litr benzyny?

To już dzisiaj jest nie do przywrócenia, biorąc pod uwagę skalę tych zmian, jakie się dokonały i skokowe podwyżki wszystkich cen, począwszy od samej ropy, później przez koszty transportowe, czy zmiany związane z logistyką. Braliśmy pod uwagę wyższe ceny po pandemii, ale wszystko zmieniło się po rosyjskiej inwazji. Wszystkie założenia sprzed wojny można wyrzucić do kosza. Na naszych oczach zmienia się cały rynek światowy. Pamiętajmy, że Rosja to główny eksporter surowców dla naszego regionu.

Wysokie ceny paliw przekonają polskich kierowców, aby przesiedli się do aut elektrycznych? Spodziewa się pan w najbliższym czasie boomu na elektryki?

Musimy mieć świadomość, że boom na auta elektryczne w wielu krajach, także bogatszych od nas nie wziął się tylko i wyłącznie z troski o środowisko. Zadziałały po prostu państwowe dopłaty do pojazdów elektrycznych i ludzie chcieli je wykorzystać. Teraz, z powodu wojny, mamy światowy kryzys i – co by nie mówić – w takich czasach trudniej się inwestuje i stawia na nowe technologie. Ale na pewno chęć odcięcia się od rosyjskiej ropy i szukanie alternatyw będzie czymś, co przyspieszy, czy na pewno zmieni myślenie o szeroko rozumianej transformacji energetycznej. I nie chodzi tylko o samochody, ale ogólnie o energetykę w Polsce i w Europie.

Już teraz musimy szukać alternatywnych rozwiązań, uniezależniając się od rosyjskich surowców. Tak, aby nasz transport, czy produkcja nie były zagrożone. Nie można się jednak oszukiwać, jeżeli chodzi o indywidualnych kierowców, to tutaj rewolucji w najbliższym czasie nie ma co się spodziewać. W Polsce auta elektryczne są po prostu jeszcze za drogie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl