Ceny paliw w USA ostro w górę. Amerykanie łapią się za portfele
Amerykańscy kierowcy znów odczuwają skutki globalnych konfliktów. Jak informuje agencja Reuters, z powodu trwającej wojny na Bliskim Wschodzie ceny na stacjach paliw w USA drastycznie rosną, uderzając w portfele obywateli i stając się poważnym wyzwaniem dla administracji w Waszyngtonie.
Zaledwie w ciągu jednego miesiąca koszty tankowania w Stanach Zjednoczonych podskoczyły o ponad 30 proc. Jak wynika z danych przytaczanych przez agencję Reuters, powołującą się na Amerykańskie Stowarzyszenie Samochodowe (AAA), średnia cena detaliczna osiągnęła poziom 3,88 dolara za galon. To bezpośredni efekt zawirowań geopolitycznych, które rozpoczęły się pod koniec lutego wraz z eskalacją konfliktu zbrojnego z udziałem USA, Izraela i Iranu.
Sytuacja dramatycznie zmieniła się w porównaniu z końcem lutego, kiedy eksperci ostrzegali przed możliwym wzrostem cen po ataku na Iran. Wówczas handel ropą był wstrzymany na czas weekendu, a rynki dopiero zaczynały oceniać skalę zagrożenia dla globalnych dostaw surowca.
Eksperci rynkowi nie mają dobrych wiadomości dla konsumentów. Patrick De Haan, analityk serwisu GasBuddy, w swoim wpisie na platformie X ocenił, że w przyszłym tygodniu ceny prawdopodobnie przebiją psychologiczną barierę 4 dolarów za galon i mogą rosnąć dalej. Taka sytuacja oznacza powrót do trudnych dla kierowców realiów, ponieważ po raz ostatni tak wysokie stawki na amerykańskich stacjach paliw notowano w sierpniu 2022 roku.
Czego Trump chce od sojuszników? "Może podzielić odpowiedzialność"
Bliskowschodni konflikt dławi podaż
Głównym motorem napędowym obecnych podwyżek jest sytuacja na rynkach surowcowych. Działania zbrojne i ataki na statki w rejonie cieśniny Ormuz drastycznie ograniczyły eksport z jednego z najważniejszych regionów wydobywczych na świecie. Agencja Reuters przytacza wypowiedź eksperta, który obrazowo podsumował sytuację, stwierdzając, że świat stracił nagle około jednej czwartej ropy, którą otrzymywał każdego dnia przed wybuchem wojny.
W ślad za problemami z podażą poszybowały notowania samej ropy naftowej. Kontrakty terminowe na amerykańską ropę West Texas Intermediate (WTI) podrożały w omawianym okresie o ponad 40 proc. Zwiększone koszty surowca błyskawicznie przekładają się na to, co kierowcy widzą na dystrybutorach, potęgując presję inflacyjną w całej gospodarce.
Polityczny ból głowy i próby ratunku
Gwałtownie rosnące koszty energii stają się istotnym problemem politycznym dla prezydenta Donalda Trumpa oraz Partii Republikańskiej. Jak zauważa Reuters, sytuacja jest tym trudniejsza, że zbliżają się listopadowe wybory do Kongresu, a obecna administracja obiecywała wcześniej obniżenie cen energii oraz zwiększenie krajowego wydobycia. Tymczasem rynki pozostają niestabilne, co wymusza szukanie doraźnych rozwiązań ratunkowych.
Jednym z kroków podjętych przez władze w Waszyngtonie jest ogłoszenie 60-dniowego zawieszenia przepisów tak zwanej ustawy Jonesa. Decyzja ta pozwala statkom pod obcymi banderami na transportowanie paliw i innych towarów między amerykańskimi portami. Przedstawiciele branży, z którymi rozmawiali dziennikarze, podchodzą jednak do tego pomysłu z dużą rezerwą. Anonimowe źródło z sektora handlu paliwami podkreśliło, że ceny ropy są ustalane niezależnie od kosztów transportu, więc pojawienie się dodatkowych statków nie obniży drastycznie stawek. Zgadza się z tym Patrick De Haan, prognozując, że kierowcy liczący na nagłe spadki cen z tego tytułu będą po prostu rozczarowani.
Bardziej wymierne efekty może przynieść inne rozważane rozwiązanie. Administracja ma w planach tymczasowe zniesienie letnich regulacji środowiskowych dotyczących smogu. Według szacunków analityków GasBuddy, taki ruch mógłby obniżyć ceny detaliczne o kilkanaście centów na galonie, dając największą ulgę mieszkańcom dużych aglomeracji, takich jak Nowy Jork, Chicago czy Waszyngton, gdzie wymogi dotyczące specjalnego składu paliw są najbardziej rygorystyczne.
Napięcia narastały od początku roku
Obecna sytuacja jest kulminacją napięć narastających od początku roku. Już w połowie stycznia ceny ropy rosły do najwyższych poziomów od listopada 2025 roku po zapowiedziach Donalda Trumpa o wprowadzeniu ceł. Później, pod koniec lutego pojawiły się chwilowe nadzieje na spadki związane z rozmowami USA-Iran, które jednak szybko zostały przekreślone przez eskalację konfliktu.
Eksperci ostrzegali wówczas, że Iran jako potęga naftowa może wstrząsnąć całym globalnym rynkiem energii. Te przewidywania niestety się sprawdziły, a amerykańscy kierowcy płacą teraz najwyższą cenę za geopolityczne napięcia na Bliskim Wschodzie.