Atak na Iran wywinduje ceny benzyny? Oto możliwy scenariusz
W sobotę rano świat obiegła informacja o prewencyjnym uderzeniu Izraela na cele w Iranie. Minister obrony Israel Kac ogłosił stan wyjątkowy. Rynki finansowe wstrzymały oddech, czekając na otwarcie notowań. Konlfikt może bowiem przełożyć się na ceny. "Bliski Wschód to nadal najważniejsze miejsce wydobycia ropy naftowej" - pisał przed tygodniem dla money.pl Dawid Czopek, ekspert paliwowy.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa dramatycznemu zaostrzeniu. Jak donosi "Financial Times", powołując się na oświadczenie izraelskiego ministra obrony Israela Kaca, państwo to rozpoczęło "prewencyjny atak", którego celem jest usunięcie zagrożeń dla Izraela. Władze w Tel Awiwie spodziewają się natychmiastowej odpowiedzi w postaci ataku rakietowego i dronowego, dlatego w całym kraju wprowadzono stan wyjątkowy, zamykając przestrzeń powietrzną oraz odwołując zajęcia edukacyjne i zgromadzenia.
To dramatyczny zwrot w porównaniu z początkiem lutego, gdy Donald Trump ogłaszał przełom w rozmowach z Iranem, co wywołało wtedy spadki cen ropy naftowej. Teraz, zaledwie kilka tygodni później, region stoi na krawędzi otwartego konfliktu.
Agencja IRNA oraz świadkowie donoszą o eksplozjach w centrum, na północy i wschodzie Teheranu. Dym widoczny jest m.in. w rejonie biura prezydenta Iranu, choć według doniesień agencji Reuters, najwyższy przywódca duchowy, ajatollah Ali Chamenei, został ewakuowany w bezpieczne miejsce.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Cieśnina Ormuz: Wąskie gardło światowej gospodarki
Obecne wydarzenia nadają nowego znaczenia analizie, którą zaledwie tydzień temu przedstawił na łamach money.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ i ekspert ds. rynków finansowych. W swojej opinii zwracał on uwagę, że jakikolwiek konflikt w tym rejonie świata może mieć gigantyczne skutki dla globalnej gospodarki, wykraczające daleko poza same ceny ropy naftowej.
Kluczowym punktem na mapie, o którym wspominał ekspert, jest cieśnina Ormuz. To przez ten wąski przesmyk przepływa około jednej trzeciej światowej produkcji ropy naftowej. Jak zauważył Dawid Czopek, mimo rewolucji łupkowej i zmian na rynkach, Bliski Wschód pozostaje niezastąpionym regionem wydobycia, a infrastruktura rurociągowa pozwalająca ominąć cieśninę jest niewystarczająca.
Ekspert podkreślał w swojej analizie, że historyczne modele wskazują na ryzyko gwałtownego wzrostu cen w przypadku blokady tego szlaku. Według przytaczanych przez niego szacunków, cena baryłki mogłaby poszybować nawet do 150 dolarów. Przy założeniu stałości innych czynników, takich jak kursy walut i podatki, mogłoby to – zdaniem Czopka – doprowadzić ceny paliw na polskich stacjach do poziomu około 10 zł za litr.
Nie tylko ropa. Zapomniane zagrożenie gazowe
W swojej opinii Dawid Czopek zwrócił uwagę na aspekt często pomijany w publicznej debacie: rynek gazu. Ekspert przypomniał, że jednym z głównych eksporterów LNG jest Katar, a transport surowca z tego kraju również odbywa się przez cieśninę Ormuz. Dla Europy, która po odcięciu dostaw z Rosji w dużej mierze oparła swoje bezpieczeństwo energetyczne na LNG, jest to informacja kluczowa.
Zarządzający Polaris FIZ zauważył, że europejskie magazyny gazu po sezonie zimowym są w znacznym stopniu opróżnione. Ewentualne zablokowanie transportu katarskiego gazu mogłoby drastycznie wpłynąć na ceny energii elektrycznej na Starym Kontynencie, co – jak pisze Czopek – boleśnie odczuliśmy już po wybuchu wojny w Ukrainie.
Amerykański kontekst i rynkowa niepewność
Analizując tło geopolityczne, ekspert wskazywał na dylemat, przed którym stoi administracja USA. Wysokie ceny paliw są wysoce niepożądane dla amerykańskich konsumentów, zwłaszcza w kontekście walki z inflacją i zbliżających się wyborów do Kongresu. Dawid Czopek ocenił, że Donaldowi Trumpowi zależeć będzie na możliwie krótkim przebiegu działań zbrojnych, tak aby zminimalizować wstrząsy rynkowe.
Warto jednak pamiętać o mechanizmach stabilizujących. Ekspert przypomniał, że Polska, podobnie jak większość krajów UE, posiada strategiczne zapasy ropy i paliw na co najmniej 90 dni. Uwolnienie tych rezerw w przypadku kryzysu mogłoby złagodzić pierwszy szok cenowy.
Kiedy zareagują giełdy?
Choć atak nastąpił w sobotę, wykresy giełdowe na razie milczą. Wynika to ze specyfiki rynków finansowych, o czym warto pamiętać, śledząc doniesienia medialne. Handel ropą naftową i złotem na światowych giełdach (m.in. CME i ICE) jest wstrzymany na czas weekendu. Podobnie sytuacja wygląda na rynku walutowym Forex.
Prawdziwą reakcję inwestorów poznamy dopiero w niedzielę późnym wieczorem czasu polskiego (ok. godziny 23:00), gdy ruszą sesje w Azji i Australii. Wtedy też może dojść do tzw. luki cenowej, czyli otwarcia notowań na poziomach znacznie odbiegających od piątkowego zamknięcia. Do tego czasu wszelkie zmiany kursów w kantorach internetowych mogą wynikać jedynie z doliczania przez pośredników wyższych marż w ramach zabezpieczenia przed ryzykiem.
Eskalacja napięcia trwała od miesięcy
Napięcie wokół Iranu narastało już od kilku miesięcy. W połowie lutego irańskie władze ostrzegały przed gospodarczymi konsekwencjami ewentualnego konfliktu zbrojnego, nazywając to "gospodarczą opcją atomową". Analitycy zwracali wówczas uwagę, że rynek już wtedy zaczął wyceniać ryzyko blokady cieśniny Ormuz, co windowało notowania ropy powyżej kluczowych poziomów technicznych.
Jeszcze pod koniec grudnia ubiegłego roku prezydent USA Donald Trump zapowiadał poparcie dla izraelskiego ataku na irańskie instalacje nuklearne, co już wtedy budziło obawy o stabilność dostaw surowców z regionu. Teraz te scenariusze stają się rzeczywistością, a ich wpływ na światową gospodarkę może być odczuwalny przez wiele miesięcy.