Iran to potęga naftowa. Atak Izraela może wstrząsnąć cenami ropy i paliw
Prewencyjny atak Izraela na Iran stawia rynki w stan najwyższej gotowości. Teheran, będący jednym z najważniejszych producentów ropy naftowej na świecie, kontroluje kluczowe szlaki handlowe. Choć giełdy towarowe w weekend nie pracują, inwestorzy z niepokojem wyczekują otwarcia notowań, obawiając się o stabilność dostaw surowca z Zatoki Perskiej.
W sobotę Izrael przeprowadził serię ataków powietrznych na Iran. Jak poinformował minister obrony Izraela Israel Kac, było to uderzenie prewencyjne mające na celu "usunięcie zagrożeń dla państwa Izrael". Władze w Tel Awiwie spodziewają się natychmiastowej odpowiedzi w postaci ataku rakietowego i dronowego, dlatego w całym kraju wprowadzono stan wyjątkowy, zamykając szkoły i ograniczając zgromadzenia. Nad Teheranem, w pobliżu biura prezydenta, widoczne były kłęby dymu, a najwyższy przywódca duchowy ajatollah Ali Chamenei został – według doniesień agencji Reuters – ewakuowany w bezpieczne miejsce.
Napięcie na linii USA-Iran narasta od tygodni. Już w połowie lutego notowania ropy naftowej osiągały poziomy niewidziane od jesieni ubiegłego roku, gdy inwestorzy z niepokojem obserwowali eskalację retoryki między Waszyngtonem a Teheranem. Sobotni atak to jednak pierwsza tak bezpośrednia konfrontacja militarna, która może realnie zagrozić stabilności dostaw surowca z regionu.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Iran to naftowy gigant
Geopolityczne napięcie ma bezpośrednie przełożenie na ekonomię, ponieważ Iran pozostaje jednym z kluczowych graczy na globalnym rynku energii. Mimo lat zachodnich sankcji, kraj ten utrzymuje pozycję znaczącego producenta ropy naftowej. Według danych branżowych, Iran wydobywa dziennie od 3,3 do 3,5 miliona baryłek ropy, co stanowi około 3 proc. światowej podaży.
Eksperci z Barron's zwracają uwagę, że irańska sieć eksportowa opiera się na terminalu na wyspie Charg, przez który przechodzi większość ładunków. Jakiekolwiek zakłócenia w tym punkcie byłyby natychmiast widoczne w globalnych bilansach surowcowych. Co istotne, głównym odbiorcą irańskiej ropy są Chiny, które importują ponad 80 proc. wysyłanego przez Teheran surowca. Ewentualne zablokowanie eksportu uderzyłoby więc nie tylko w reżim, ale i w chińską gospodarkę.
Jeszcze większym zagrożeniem niż samo wstrzymanie irańskiego wydobycia jest położenie geograficzne tego kraju. Iran kontroluje północne wybrzeże cieśniny Ormuz. To wąskie gardło światowej energetyki, przez które przepływa jedna piąta globalnego zapotrzebowania na ropę naftową. Analitycy od lat ostrzegają, że w scenariuszu skrajnym Teheran mógłby próbować zakłócić żeglugę w tym rejonie, co doprowadziłoby do gwałtownego skoku cen surowca.
Rynki wstrzymują oddech
Ponieważ atak nastąpił w sobotę, tradycyjne giełdy papierów wartościowych i surowców pozostają zamknięte. Handel ropą naftową i złotem na kluczowych parkietach w Chicago i Londynie zamiera w piątek wieczorem i wznawiany jest dopiero w niedzielę późnym wieczorem czasu polskiego. W efekcie, inwestorzy nie mają możliwości natychmiastowej reakcji na wydarzenia militarne.
Jedynym aktywem, które handlowane jest bez przerwy, są kryptowaluty. To one w weekendy stają się swoistym barometrem nastrojów i apetytu na ryzyko. W pierwszych godzinach po doniesieniach o ataku Bitcoin notował spadki, co sugeruje ucieczkę kapitału od ryzykownych aktywów.
Sytuację na gorąco komentuje Dawid Czopek, ekspert rynku paliw i zarządzający Polaris FIZ. Zwraca on uwagę na specyfikę momentu, w którym doszło do uderzenia.
– Jedyne aktywo, które jest notowane w weekend, to kryptowaluty. Bitcoin spada o 3 proc., nie jest to bardzo dużo. Rynek zdawał sobie sprawę z ryzyka ataku, wyceniając go na około 30 proc. Atak w sobotę rano, gdy do otwarcia giełd jest stosunkowo najdłużej, nie jest przypadkowy. Jak otworzą się rynki, w tym przede wszystkim ropa w poniedziałek rano, w dużej mierze zależeć będzie od dalszego rozwoju sytuacji – ocenia Dawid Czopek.
Ekspert podkreśla również rolę czynnika politycznego w Stanach Zjednoczonych. – Pewnie Donald Trump chciałby szybko sprawę wyjaśnić. Pytanie, czy się uda – tego my teraz nie wiemy, pewnie nie wie nikt. Potencjalnie sytuacja może być niebezpieczna, ale do niedzieli wieczorem wszystko się może zmienić o 180 stopni. Wait and see, w niedzielę wieczorem będziemy wiedzieć więcej – dodaje Czopek.
Scenariusze rynkowe
Analitycy są zgodni, że kluczowa dla cen surowców będzie skala odpowiedzi Iranu oraz to, czy konflikt rozleje się na infrastrukturę wydobywczą w regionie. Piotr Kuczyński, analityk Xelion, w swojej ocenie sytuacji wskazuje na możliwe długofalowe konsekwencje polityczne i rynkowe.
– Izrael i USA zaatakowały w sobotę, mimo święta w Izraelu, cele w Iranie. Iran zapowiada "miażdżącą" odpowiedź, ale nie wiemy co zrobi. Zakładam, że jest to na razie tylko wstęp do większej operacji wojennej. Oczywiście będzie dłuższa wtedy, jeśli postawa Iranu w rozmowach z USA nie doprowadzi do porozumienia, ale jest to dalece niepewne. Dlatego też komentarze mediów są na razie bardzo wstrzemięźliwe – komentuje Piotr Kuczyński.
Analityk Xelion również zwraca uwagę na zachowanie kryptowalut jako wskaźnika wyprzedzającego. – Rynki finansowe generalnie nie działają, ale handlowany jest na przykład bitcoin, który jest dla mnie miernikiem apetytu na ryzyko. Tanieje on, tracąc trzy procent. W poniedziałek, kiedy rynki już ruszą, sytuacja najpewniej będzie nieco bardziej klarowna, ale daleko będzie jeszcze do zakończenia tej wojny. Reakcją powinien być wzrost ceny metali szlachetnych i ropy i spadek indeksów giełdowych. Jeśli jednak odpowiedź Iranu będzie słaba lub będzie uznana za słabą, to ta reakcja będzie niewielka – przewiduje Kuczyński.
W jego opinii, najczarniejszym scenariuszem pozostaje wciągnięcie w konflikt szlaków handlowych. – Oczywiście można sobie wyobrazić coś, czemu przeciwstawiają się Chiny, czyli zablokowanie przez Iran Cieśniny Ormuz, co doprowadziłoby do potężnego wzrostu ceny ropy. To zaś z kolei podniosłoby ceny paliw w USA i stawiało kropkę nad i zapowiadanej klęsce Republikanów w listopadowych wyborach do Kongresu. Dlatego też Donald Trump musi swoje cele osiągnąć szybko albo z nich szybko zrezygnować po to, żeby Amerykanie do wyborów zapomnieli o tym wzroście ceny ropy i inflacji – podsumowuje Piotr Kuczyński.
Cena ropy a inflacja
Obawy o ceny paliw nie są bezpodstawne. Wcześniejsze analizy rynkowe wskazywały, że trwałe wyłączenie z rynku choćby miliona baryłek irańskiej ropy dziennie mogłoby podbić ceny surowca o kilka dolarów na baryłce. Jednak w przypadku blokady cieśniny Ormuz, prognozy stają się znacznie bardziej pesymistyczne. Przez ten akwen transportowana jest nie tylko ropa, ale i skroplony gaz ziemny (LNG) z Kataru, co ma kluczowe znaczenie dla Europy.
Jak zauważał wcześniej w swoich opiniach Dawid Czopek, jakikolwiek konflikt w tym rejonie świata może mieć gigantyczne skutki dla światowej gospodarki, ponieważ Bliski Wschód – mimo rewolucji łupkowej w USA – pozostaje najważniejszym miejscem wydobycia "czarnego złota". Ewentualny skok cen ropy przełożyłby się bezpośrednio na inflację, co jest szczególnie niewygodne dla administracji w Waszyngtonie przed zbliżającymi się wyborami. Amerykańscy kierowcy są niezwykle wrażliwi na ceny paliw, a ich wzrost mógłby przekreślić szanse na obniżki stóp procentowych.
Temat wpływu napięć geopolitycznych na ceny paliw przewija się przez ostatnie miesiące niemal nieprzerwanie. Już w lutym eksperci ostrzegali, że eskalacja konfliktu USA-Iran uruchomi domino konsekwencji, które odczują kierowcy na całym świecie. Analitycy przewidywali wtedy, że ceny paliw mogą sięgnąć poziomów z lata 2022 roku, gdy tankowanie było droższe nawet o 2 złote na litrze. Teraz, gdy do militarnej konfrontacji faktycznie doszło, te czarne scenariusze mogą stać się rzeczywistością. Warto też przypomnieć, że już pod koniec ubiegłego roku ropa reagowała na napięcia geopolityczne, gdy fala niepokoju toczyła się od Wenezueli, przez Rosję, po Iran, sygnalizując, że region Bliskiego Wschodu pozostaje kluczowym punktem zapalnym dla globalnych rynków energii.
Pierwsze miarodajne reakcje inwestorów poznamy w niedzielę około godziny 23:00 czasu polskiego, gdy ruszą notowania kontraktów terminowych na ropę oraz handel na rynkach azjatyckich. Do tego czasu świat z niepokojem obserwuje komunikaty płynące z Teheranu i Tel Awiwu.