Przestępcy w sieci automatyzują oszustwa za pomocą sztucznej inteligencji, a firmy i banki nie nadążają z obroną – uważa Mateusz Chrobok, ekspert od cyberbezpieczeństwa i systemów antyfraudowych, w programie Biznes Klasa. Jakie są nowe metody oszustów? Zobacz fragment rozmowy.
Mateusz Chrobok od lat pracuje przy rozwiązaniach, które mają zatrzymywać przestępców. Sygnały nowej epoki dostrzegł w darknecie już półtora roku temu. – Pojawiły się takie w darknecie komentarze, że to jest złota era dla fraudsterów (oszustów – red.), bo oni mogą automatyzować swoje działania – mówi ekspert.
Według Chroboka przestępcy sięgają po modele AI, które nie mają żadnych ograniczeń. Za ich pomocą przeczesują bazy z wycieków i masowo sprawdzają skradzione dane.
– Znajdują jakieś listy wycieków, próbują się włamać na czyjeś konto za pomocą tego wycieku, bo co chwilę coś wycieka. Mają dane z kart kredytowych, debetowych, testują je automatycznie – wylicza.
Łatwiej ukraść milion niż zarobić 100 tys. zł
Przestępcy wykorzystują też to, co sami publikujemy. Ekspert opisuje automaty podłączone do LinkedIna: gdy ktoś ogłasza nową pracę, dostaje na WhatsAppie wiadomość rzekomo od szefa z prośbą o kupno kart podarunkowych. Ten schemat działa głównie w USA. W Polsce popularne są oszustwa "na dziecko na koloniach", które pisze z nowego numeru i prosi o BLIK.
Rada Chroboka jest prosta. – Oddzwoń na normalny numer. Sprawdź, czy to się naprawdę stało – radzi.
Oszuści dzwonią do ofiary drugi raz
Według Chroboka polskie banki są technologicznie nowoczesne, więc większość kradzieży z kont to inżynieria społeczna. Ktoś dzwoni jako funkcjonariusz CBA albo policji i każe przelać pieniądze na "konto techniczne", nie rozłączając się. Oszuści pracują według gotowych skryptów.
– Oni mają po prostu schemat jak na infolinię, bo de facto to jest infolinia – mówi ekspert.
Podobnie działają oszustwa na miłość. Samotne osoby poznają w sieci idealnego partnera, który w końcu prosi o pieniądze na bilet albo wizę. Chrobok zna przypadek klientki, której bank wstrzymał przelew, bo odbiorca był znanym przestępcą. Kobieta usłyszała to w oddziale, ale odpowiedziała, że go kocha. Bank nie może odmówić wykonania takiego przelewu.
Po pierwszej stracie przychodzi druga runda. Ofiara widzi reklamę kancelarii, która rzekomo ujęła szajkę i odzyska pieniądze po wpłacie zabezpieczenia. Za nią stoją ci sami albo kolejni przestępcy, którzy kupili dane ofiary.
– Przestępcy bardzo lubią dzwonić jeszcze raz do osób, które raz dały się nabrać, bo wiedzą, jak ich podejść – podkreśla Chrobok.
Im więcej danych o nas wycieknie z mediów społecznościowych czy dokumentacji medycznej, tym lepiej oszuści dopasowują historię do ofiary. Dlatego ekspert zachęca, by nie oddawać kontroli nad własnymi danymi.
Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.