Exclusive Dental Studio – dentysta, który nie boli

Strach przed dentystą potrafi paraliżować bardziej niż sam ból. O tym, jak odbudować u pacjenta poczucie bezpieczeństwa, dlaczego pierwsza wizyta czasem kończy się jeszcze przed wejściem do gabinetu i jak nowoczesna technologia zmienia doświadczenie leczenia stomatologicznego, opowiada Kamil Szewczyk – lekarz dentysta, współwłaściciel sieci gabinetów Exclusive Dental Studio.

Źródło zdjęć: © materiały partnera

Z jakimi to emocjami przychodzą do waszej kliniki pacjenci?

Jest różnie. Ja zajmuję się głównie implantologią. Pacjenci, którzy do mnie trafiają, są często przestraszeni. Ten strach można zmniejszyć na wiele sposobów. Relacja, którą nawiązujemy z pacjentem, musi być naprawdę równa. Nigdy nie traktujemy pacjenta z góry, zawsze podchodzimy do niego z pełnym zrozumieniem, tak żeby pacjent poczuł się jak najbardziej bezpiecznie.

Obejrzyj cały podcast - kliknij poniżej!

Jak się te lęki i strachy objawiają?

Też różnie. Czasami pacjent boi się w ogóle wejść do gabinetu. Zdarza się nawet płacz. To są silne emocje, z którymi trzeba się naprawdę zmierzyć. Strach można rozwiązać na wiele sposobów, ale najważniejsze jest to, żeby pacjent samodzielnie przeszedł przez próg. Nawet takie drobne kwestie, jak wejście w drzwi, przejście przez korytarz do gabinetu, zajęcie miejsca w fotelu – bywają wyzwaniem. Wszystko powinno dziać się bez pośpiechu, wszystkie czynności podejmujemy wyłącznie za zgodą pacjenta. Poczucie sprawowania kontroli i udziału własnej woli pozwala pacjentowi poczuć panowanie nad sytuacją, a to dodaje odwagi.

Czy zdarzają się tak silne lęki, że paraliżują pacjenta i nie jest w stanie przejść przez próg?

Są i takie. Jeszcze w mojej praktyce prywatnej miałem pacjentkę, która usiadła i płakała przed samym fotelem. Przyszła z polecenia, ale płakała przed samym wejściem. Powiedziałem: "Dobrze, spokojnie, proszę sobie dać czas. Proszę chwilkę posiedzieć, a jak pani będzie gotowa, możemy przejść dalej". Najpierw usiedliśmy w poczekalni, porozmawialiśmy, później przeszliśmy do gabinetu. Na pierwszej wizycie doszła do gabinetu i wróciła. Na następnej już usiadła, a na kolejnej można było coś zrobić. Jest to dosyć trudna praca, ponieważ mierzymy się z bardzo intymną, prywatną sferą pacjenta. Jesteśmy jako lekarze powiernikami wielu historii, którymi pacjenci dzielą się z nami w zaufaniu.

Czyli nie trzeba siadać w fotelu na pierwszej wizycie? Można sobie rozłożyć w czasie poszczególne etapy leczenia, jeszcze zanim się ono faktycznie zacznie?

Tak. I moim zdaniem jest to dobre rozwiązanie, żeby nie iść od razu na całość i nie przebijać muru głową na siłę. Pacjent musi poczuć swoją sprawczość, poczuć, że jest sam za siebie odpowiedzialny. Pokonanie tych barier to jak zrzucenie ogromnego ciężaru, który czasami nosi się całe życie. Wczoraj miałem pacjentkę z zaniedbaną jamą ustną, która była u mnie 8 lat temu, a później pojawiała się w innych gabinetach tylko na interwencje. Przyszła z bólem, bo przez strach nic nie mogła z tym zrobić przez tych 8 lat. Zanim zabrałem się do pracy, zapytałem: "Dlaczego? Czego się pani boi?". Często w tych historiach wychodzi dzieciństwo i dentyści, którzy robili wszystko na siłę. We wspomnieniach pojawiają się lekarze z gabinetów szkolnych, którzy robili normę, a nie zwracali uwagi na emocje dziecka, co zostawia bardzo mocny ślad.

Taka wizyta u niekompetentnego lekarza może przerodzić się w traumę?

Tak. Istnieje nawet pojęcie dentofobii. Czasami lekarze wysyłają takich pacjentów do psychoterapeutów, ale moim zdaniem wiele rzeczy można przepracować na miejscu, w gabinecie. Często pacjenci przychodzą już z bólem, co jest najgorszym momentem, bo jest strach i ból jednocześnie. Przy dużym obrzęku lub ropie nie wszystko jesteśmy w stanie znieczulić, co utrwala przekonanie, że "dentysta boli". Polecam wizyty adaptacyjne, podczas których możemy po prostu porozmawiać. Pacjenci, którzy przełamią ten lęk, mają potem największe zaufanie do lekarza i ogromną wdzięczność, bo uwolnili się od jednej z przeszkód w życiu.

Jakie jeszcze stosujesz sposoby, żeby oswajać wystraszonych pacjentów?

Oprócz rozmowy i budowania zaufania mamy wiele narzędzi. Dzisiejsza stomatologia rozwija się bardzo szybko i polscy dentyści mocno inwestują w technologię. Dzięki niej wykonujemy zabiegi mało inwazyjnie. Mamy komputerowe znieczulenia. W Exclusive Dental Studio pacjenci są leczeni pod mikroskopem na leżąco. Zabieg trwa godzinę lub dwie, a pacjent często śpi. Mówią potem: "Nie sądziłem, że jestem w stanie tak bardzo się zrelaksować". Nic nie boli, lekarz pracuje spokojnie. Atmosfera do tego stopnia sprzyja relaksowi, że pacjent po prostu odpręża się i zasypia.

Czyli dzięki technologii leczenie nie musi już być traumatyczne?

Dokładnie. To takie sprężenie zwrotne – pacjent wie, że nie będzie go bolało, albo że ma nad tym bólem kontrolę, bo zostanie wysłuchany. Zawsze mówię przed zabiegiem: "Gdyby cokolwiek zabolało, proszę mi dać znać". Pacjent musi czuć się bezpiecznie. Wszystkie traumy są związane z tym, że sytuacja jest niezależna od nas. Często widzę, że pacjent jest usztywniony. Wtedy proszę o głęboki wdech i wydech, żeby uspokoić układ autonomiczny. Chirurgia i implantologia są owiane legendą o obrzęku i bólu, a tymczasem ponad 90% moich pacjentów nie potrzebuje leków przeciwbólowych ani antybiotyków po zabiegu. Nawet po trudnych zabiegach, takich jak All-on-4, są w stanie następnego dnia iść do pracy. Wyjątkowa nawigacja X-guide pozwala wykonać ten zabieg praktycznie" laparoskopowo" bez nacięć lub uszkodzeń tkanek miekkich.

Co to takiego – All-on-4?

Potocznie na ten zabieg mówi się "nowe zęby w jeden dzień". U pacjentów bezzębnych lub z bardzo zniszczonymi zębami, wszczepiamy przynajmniej cztery implanty i na tej samej wizycie mocujemy most tymczasowy, z którym pacjent może uśmiechać się i delikatnie gryźć. Pacjent od razu wychodzi z zębami i uśmiechem.

Czy w pracy pomaga Wam technologia cyfrowa?

Tak, już od 8 lat pracujemy cyfrowo. Razem z żoną – założycielką Exclusive Dental Studio – byliśmy pionierami estetycznej cyfrowej stomatologii w Polsce, rozwijaliśmy te protokoły. Naszą filozofią jest najwyższy poziom estetyki, co umożliwia technologia cyfrowa. Możemy zaplanować i zasymulować uśmiech zanim zęby zostaną usunięte. Przypomina to projekt architektoniczny – najpierw plan, potem wykonanie. Ja jako implantolog wiem, gdzie założyć implanty, a protetyk od razu zakłada most. Stosujemy skany wewnątrzustne, tomografię, skany 3D twarzy. Mamy 20 drukarek 3D. Wchodzi też sztuczna inteligencja, która potrafi wirtualnie rozmieścić implanty według preferencji lekarza. Nawigacja dynamiczna X-guide daje pełną kontrolę nad tym, co się dzieje podczas zabiegu. To podgląd w czasie rzeczywistym. Na ekranie RTG widać dokładnie, w jakim miejscu jest wiertło lub implant. Mogę założyć implant dokładnie w zaplanowanej konfiguracji, a jeśli trzeba – zmodyfikować plan na żywo. Od 7 lat nie używam już szablonów chirurgicznych. Tego trzeba się nauczyć, ciało musi przyswoić te ruchy, ale po pewnym czasie staje się to naturalną czynnością.

Czy do Exclusive Dental Studio przychodzą również tacy pacjenci, którzy chcą leczyć swoje kompleksy?

Oczywiście, bardzo często. W dzisiejszej kulturze jesteśmy bardzo skoncentrowani na wyglądzie, żeby na Instagramie czy TikToku wyglądać perfekcyjnie. Media społecznościowe połączyły nas jako ludzkość, ale też zatrzymały uwagę na nas samych. Czasami chcemy być zbyt idealni. Nasz gabinet skupia się na pracach estetycznych – bondingach, licówkach. Uśmiech to kontakt, komunikacja i wolność.

A co jeśli to leczenie kompleksów przybiera formę ekstremalną – np. ktoś ma zdrowe zęby, a chce je wszystkie usunąć pod All-on-4?

Praktycznie nie mam już takich pacjentów, ale wcześniej się zdarzali. Zawsze wtedy pytałem: "Czy usunąłbyś sobie palce, żeby założyć sztuczne?". To zły kierunek. O implanty trzeba dbać nawet bardziej niż o własne zęby, bo bez higieny i kontroli też można je stracić. Jeżeli zawczasu zareagujemy, wszystko jest do uratowania, a usuwanie zdrowych zębów to nieodwracalna strata.

Czy pacjent ma wybór? Może zobaczyć kilka wariantów uśmiechu i zdecydować się na ten, który najbardziej mu się podoba?

Tak. My wybieramy projekt według wiedzy eksperckiej, ale pacjent wybiera uśmiech sam. Czasami robimy kilka przymiarek. To jak jazda testowa samochodem – sprawdzamy na żywo, czy wszystko gra. Moja żona jest perfekcjonistką i nie wypuści pacjenta, dopóki jej się nie zacznie podobać. Szanujemy decyzję pacjenta, ale tłumaczymy, że nie każdy wzór zębów pasuje do danego kształtu twarzy. Możliwość przetestowania uśmiechu jest kluczowa. Te czasy, kiedy pacjent widział efekt dopiero w domu, już się skończyły. Przy All-on-4 takim testem są pierwsze tymczasowe zęby przykręcone na stałe, zaraz po zabiegu. Widzimy wtedy wymowę i ogólne samopoczucie. Można zmienić praktycznie wszystko przez pierwsze trzy miesiące. To jak wymiana opon – możemy wymienić most na inny kształt, taki z którym pacjent będzie się czuł najlepiej. A już przejście od sytuacji braku zębów do kompletnego uzębienia jest przecież ogromną odmianą.

Co Tobie głównie przyświeca w Twojej pracy i relacji z pacjentem?

Każdy lekarz idzie w kierunku medycznym, żeby pomagać innym. To mój główny cel. Przez lata pracy, mimo bycia szefem, cieszę się, że mam dystans, by wrócić do tej podstawowej potrzeby relacji z drugim człowiekiem. Zawsze wyższy cel jest najważniejszy – nie pieniądze, status czy ego, ale bycie człowiekiem. Największą zapłatą jest to, kiedy pacjent uśmiecha się i mówi: "Dziękuję, to zmieniło moje życie". Często pacjenci przechodzą metamorfozę nie tylko zębów, ale i osobowości.

Jakie masz sposoby, żeby budować tę relację?

Rozmowa, kontakt, zrozumienie potrzeb. Pod zmianą uśmiechu kryje się często coś więcej. Czasami przychodzą pacjenci z depresją, z głębokimi problemami osobistymi. Bywało tak, że godzina spędzona z pacjentem to była tylko rozmowa. Nic nie zrobiliśmy, ale pozostawało nam poczucie spełnienia i zbudowania bliższej relacji.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Nowak - StadlerMedia.pl

Zainteresował Cię ten temat? Wysłuchaj całej rozmowy z Kamilem Szewczykiem.

Materiał sponsorowany przez StadlerMedia.pl
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl