"Gra przecieków" trzęsie rynkami. Wszystkie oczy na Bliski Wschód
Inwestorzy stali się zakładnikami doniesień z Bliskiego Wschodu. Każda plotka o negocjacjach lub eskalacji konfliktu z Iranem wywołuje gwałtowne ruchy na wykresach. W tym chaosie polski złoty traci na wartości, a oliwy do ognia dolała niespodziewana decyzja Rady Polityki Pieniężnej.
Czwartek przynosi na rynkach finansowych atmosferę, którą eksperci określają mianem "gry nerwów". Po chwilowym oddechu w środku tygodnia niechęć do ryzyka powraca ze zdwojoną siłą. Kapitał płynie szerokim strumieniem w stronę dolara amerykańskiego, co tradycyjnie oznacza kłopoty dla walut rynków wschodzących, w tym dla polskiego złotego. Sytuacja ta kontrastuje z początkiem lutego, gdy dolar tracił względem złotego i spadł poniżej 3,54 zł. Teraz kurs oscyluje wokół 3,68 zł, co pokazuje skalę zmiany nastrojów na rynku.
Sytuację komplikuje fakt, że rynkowa gra toczy się nie tyle w oparciu o twarde dane makroekonomiczne, co - w dużej mierze - o niepotwierdzone doniesienia wywiadowcze i dyplomatyczne plotki dotyczące sytuacji na Bliskim Wschodzie.
NBP chce nadal zwiększać zapasy złota. Ekonomista: dziś to bardziej kontrowersyjny temat
Geopolityczna "gra przecieków"
Głównym motorem napędowym rynkowej zmienności pozostaje sytuacja na linii Waszyngton–Teheran–Jerozolima. Jak zauważa Marek Rogalski, główny analityk rynkowy DM BOŚ, mamy do czynienia z klasyczną "grą przecieków". Rynki finansowe, zmęczone napięciem, desperacko szukają jakiegokolwiek sygnału zwiastującego deeskalację.
W środę inwestorzy z entuzjazmem zareagowali na nieoficjalne doniesienia, jakoby wywiad irański próbował nawiązać kontakt z amerykańską CIA w celu zaaranżowania rozmów pokojowych.
Rynki chętnie kupują wszystko, co mogłoby prowadzić do rozmów i jakiegoś przełomu czy wręcz zakończenia walk – tłumaczy Rogalski w swoim komentarzu.
Efektem tej plotki było chwilowe osłabienie dolara i wzrosty na giełdach. Informacje te zostały jednak szybko zdementowane, a źródła izraelskie sugerują, że konflikt potrwa jeszcze tygodnie, a jego celem jest całkowite wybicie zębów reżimowi w Teheranie. Z kolei Iran, choć militarnie osłabiony i z ograniczonymi zasobami rakietowymi, wciąż dysponuje potężnym arsenałem dronów i grozi atakami na infrastrukturę energetyczną w regionie. Do gry włączają się również jemeńscy Huti deklarujący ataki na cele w Arabii Saudyjskiej.
W takiej atmosferze trudno o stabilizację. "Pewne jest jedno: reżim w Iranie jest osłabiony, ale nie zrezygnuje z prób destabilizowania sytuacji w regionie, gdyż od kilku dni gra już va banque – o swoje przetrwanie" – ocenia analityk DM BOŚ. Dla rynków oznacza to ciągłą niepewność i premiowanie tak zwanych bezpiecznych przystani.
Dolar wraca na tron, złoty w odwrocie
W momentach globalnego niepokoju inwestorzy działają niemal automatycznie, uciekając do aktywów uznawanych za najbezpieczniejsze. Beneficjentem tego strachu jest przede wszystkim dolar amerykański. W czwartek po południu jego kurs oscylował wokół poziomu 3,68 zł, notując wzrost o ponad 0,4 proc. Polska waluta jest na poziomie niewidzianym od stycznia. Mechanizm jest prosty: gdy na świecie rośnie ryzyko (tzw. risk-off), kapitał odpływa z rynków takich jak Polska.
Słabość złotego to jednak nie tylko efekt globalnej geopolityki. Polska waluta otrzymała również cios z własnego podwórka. Środowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżce stóp procentowych zaskoczyła wielu uczestników rynku.
Niespodziewany ruch RPP
RPP zdecydowała się na obniżkę stóp o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 3,75 proc. Decyzja ta została podjęta mimo wyraźnych zagrożeń inflacyjnych płynących z rynku surowców.
"Stanowi to niejako pewne zaskoczenie" – komentuje Konrad Ryczko, analityk Domu Maklerskiego BOŚ. Inwestorzy zastanawiają się teraz, co skłoniło Radę do takiego ruchu w obliczu rosnących cen ropy i gazu, które mogą zdezaktualizować dotychczasowe projekcje inflacyjne NBP. Listopadowa projekcja (w tej chwili to najnowsza taka publikacja, NBP przygotowuje je trzy razy w roku) zakładała spadek inflacji, ale obecna sytuacja na stacjach paliw może ten scenariusz przekreślić. "Niewykluczone, iż uznano, że w obecnej sytuacji trudno jeszcze ocenić trwałość niepokojących tendencji będących pokłosiem wydarzeń na Bliskim Wschodzie" – zastanawia się Marek Rogalski.
Dla złotego obniżka stóp w otoczeniu rosnącego dolara jest czynnikiem negatywnym. Niższe stopy procentowe w Polsce zmniejszają atrakcyjność naszej waluty w oczach zagranicznych inwestorów, zwłaszcza gdy amerykański Fed utrzymuje restrykcyjną politykę.
Makroekonomia schodzi na dalszy plan
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji rynkowej są surowce energetyczne. Ceny ropy naftowej rosną, a inwestorzy z niepokojem patrzą na Cieśninę Ormuz. To strategiczne wąskie gardło światowego transportu ropy. Iran ogłosił w poniedziałek, że zamyka cieśninę (choć nie ma do tego prawa) i zagroził, że podpali każdą jednostkę, która będzie chciała przez nią przepłynąć.
– Sfera danych makro to w tym momencie historyczna statystyka, kiedy sytuacja w globalnej gospodarce zaczyna się dynamicznie zmieniać pod wpływem wahań cen surowców energetycznych – zauważa Rogalski. Oznacza to, że tradycyjne odczyty – takie jak PKB czy bezrobocie – schodzą na drugi plan, ustępując miejsca doniesieniom dotyczącym działań militarnych.
Bitcoin nową "bezpieczną przystanią"?
W tym krajobrazie niepewności kryptowaluty – tradycyjnie uważane za aktywa wysoce ryzykowne – w ostatnich dniach zachowują się nietypowo. Bitcoin w ostatnich trzech dniach zyskał na wartości ponad 2 proc., choć we wcześniejszych kilku tygodniach mocno tracił.
"Zaskoczenie? Duże, gdyż kryptowaluty to teoretycznie najbardziej ryzykowne aktywa" – ocenia analityk DM BOŚ. Wzrosty na rynku krypto kontrastują z zachowaniem złota, które – choć w czasach wojny zwykle zyskuje – znalazło się pod presją silnego dolara. Inwestorzy traktują obecnie kruszec bardziej spekulacyjnie niż jako długoterminową lokatę kapitału.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl