Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Marcin Walków
Marcin Walków
|

Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona

Hyundai jasno zadeklarował, że nie zamierza porzucić najmniejszego modelu i10. Bo - o czym przekonałem się podczas testu - w świecie zdominowanym przez crossovery, takie "maluchy" wciąż mają sens. I wbrew pozorom, nadają się nie tylko do krótkich tras po mieście.

1
Podziel się
1 z 9
Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona
Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona
Hyundai i10 to hatchback segmentu A. Wariant N Line to nie tylko dodatki stylistyczne (money.pl, Marcin Walków)

Hyundai i10 pojawił się na rynku w 2007 r. jako bardzo bliski krewniak modelu Kia Picanto. Był to jeszcze czas porządków w gamie koreańskiego producenta i nowy początek wyznaczony przez nową numerację - z literą "i" na początku. Od 2020 r. w salonach jest już trzecia generacja modelu i10. Do redakcyjnego trafiła usportowiona - nie tylko stylistycznie -wersja N Line.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Frankfurt 2019: Hyundai i10. Nowocześnie w mieście

Mały, ale wariat. Ekonomia i osiągi Hyundaia i10

Pod maską znalazł się turbodoładowany silnik 1.0 T-GDI o mocy 100 KM i 172 Nm momentu obrotowego. Mało? W skali rynku motoryzacyjnego - oczywiście, że mało. Ale mówimy o samochodzie, którego masa własna to niewiele ponad tona. To w zupełności wystarcza, by koreański "maluch" był zwinny.

Nadwozie ma 367 cm długości, 168 cm szerokości i 148 cm wysokości. Hyundai i10 jest krótki i wąski, czyli idealny do miasta. I rzeczywiście, na standardowym miejscu postojowym ma wokół siebie jeszcze sporo wolnego miejsca. Bagażnik o pojemności 252 l w zupełności wystarczy dla singla lub pary. Rezygnacja z tylnej kanapy pozwoli powiększyć przestrzeń ładunkową do 1050 l.

Hyundai i10 we wnętrzu

Kokpit jest prosty i czytelny. Do większości zadań wystarczy wielofunkcyjna kierownica z przyciskami oraz ekran komputera pokładowego między dwoma zegarami. Na konsoli środkowej mamy dotykowy ekran do obsługi nawigacji. Klimatyzację wyregulujemy pokrętłami i przyciskami, które umieszczono pod nawiewami.

To praktyczne wnętrze, bez żadnych luksusów, z dużą ilością twardych tworzyw. W wersji N Line, jak na swój segment, wygląda po prostu dobrze. Pakiet dodaje tapicerkę N Line, metalowe nakładki na pedały, skórę na wieńcu kierownicy oraz gałce manualnej skrzyni biegów, a także czarną podsufitkę i czerwone akcenty.

Do dyspozycji są porty USB, klimatyzacja (do automatycznej trzeba dopłacić nawet w tej wersji), czujniki parkowania, elektrycznie regulowane lusterka, kamera cofania. I, jak już wspomniałem, 8-calowy dotykowy ekran z dostępem do multimediów i nawigacji. Łączy się z Apple CarPlay i AndroidAuto.

Proste są też tapicerowane fotele z manualną regulacją są przyzwoite. Między nimi znalazł się podłokietnik oraz uchwyty na napoje w tunelu środkowym. Za lewarkiem skrzyni biegów jest mała półka na telefon. W drugim rzędzie ilość miejsca nie imponuje, ale to nie jest auto rodzinne. Mimo to wnętrze Hyundaia i10 można uznać za dość przestronne, a przynajmniej nieciasne.

Projektanci z Korei Południowej nie zaplanowali dla modelu i10 dalekich tras pokonywanych z dużą prędkością, dlatego wyciszenie kabiny nie imponuje. W mieście hałas nie będzie dokuczać, ale na trasach szybkiego ruchu w środku robi się już głośno.

Zgodnie z oczekiwaniami, Hyundai i10 jest autem ekonomicznym. W mieście średnie zużycie benzyny to 6,5 l/100 km, a wyjeżdżając poza aglomerację, można liczyć na wynik w okolicach 5 l/100 km. Średnie spalanie w cyklu mieszanym to 5,5 l/100 km. Bak zmieści 36 litrów paliwa.

Maksymalna prędkość "malucha" to 185 km/h, jednak nie jest to auto do tak szybkiej jazdy. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje trochę ponad 10 s.

Ile kosztuje Hyundai i10? Ceny na polskim rynku

Hyundai i10 w polskim cenniku kosztuje od 54 tys. 600 zł. Jest to jednak najbardziej podstawowa wersja Pure, bez klimatyzacji (nawet manualnej) w standardzie. Bogatsza wersja Modern z 67-konnym silnikiem to wydatek 64 tys. 500 zł na starcie. Wersja N Line z silnikiem 1.0 T-GDI to minimum 74 tys. 500 zł. Doposażony w pakiety Tech, Comfort i lakier jak na zdjęciu, kosztuje 82 tys. 600 zł według cennika.

W międzyczasie Hyundai i10 przeszedł lifting i ceny obecnie startują od 67 tys. zł. W standardzie pojawiła się jednak manualna klimatyzacja. Obecnie wersja N Line wyceniona została na co najmniej 82 tys. 500 zł.

Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl

KOMENTARZE
(1)
Moim zdaniem
5 miesięcy temu
I20 da te same osiagi, duzo wiecej miejsca z przodu i wiekszy bagaznik. Do 110km/h idzie zniesc halas w aucie i spalanie.
TOP10 - najpopularniejsze galerie
10.

Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało

Czy to będzie alternatywa dla żywego bukietu róż? Pewnie nie. Na zestaw, który złożyłem podczas redakcyjnego testu, patrzę inaczej. Jak na kolejny krok w rozwijaniu produktów dla dorosłych. Bo te rządzą się innymi prawami niż klocki dla dzieci. A przez długie lata jako rynek dla LEGO nie istniały.
9.

Dwa furgony na prąd. W ich przypadku elektromobilność nie wywołuje aż takich emocji

O ile samochody elektryczne wciąż budzą kontrowersje, to jednak jest obszar, w którym wydają się dobrym rozwiązaniem już teraz. To małe "dostawczaki", które poruszają się głównie po mieście i jego okolicach. W moje ręce do kilkudniowego testu trafiły dwa: Mercedes eCitan i Peugeot e-Partner.
8.

Toyota Yaris i Corolla w wersji Cross. To nie są auta, które mają trafić w gusta każdego

Weź popularny model ze swojej gamy, "napompuj go" i dodaj przydomek, który uczyni z niego SUV-a lub crossovera. Tak zrobiła Toyota w przypadku Yarisa i Corolli. W wariantach Cross to pomysł Japończyków, aby wypełnić kolejne rynkowe nisze i nie oddawać klientów innym markom.
7.

Ateca i Leon z tribalem na grillu. Cupra zaczynała jako "farbowany" Seat

Cupra włożyła sporo wysiłku, by przekonać, że nie jest Seatem ze zmienionym znaczkiem. Pierwszy model zaprojektowany dla niej pojawił się po dwóch latach. W przypadku Cupry Ateca i Leona zerwanie z oczywistymi skojarzeniami z Seatem jest trudniejsze. Testując oba modele przekonałem się, że nie jest niemożliwe.
6.

Testowałem dwa różne "elektryki" BMW. W obu spodobała mi się jedna rzecz

BMW i4 M50 i oraz BMW iX M60 to bardzo różne samochody, choć pod tym samym szyldem. Testując oba, zwróciłem uwagę szczególnie na jeden aspekt. To, w jaki sposób ich interfejs zdejmuje z głowy kierowcy "elektryka" część zadań.
5.

Odsłaniamy kulisy produkcji samolotów. Byłem w fabryce Airbusa

A220 to jedyny samolot Airbusa, który montowany jest w całości powstaje poza Europą. W kanadyjskich zakładach w Mirabel widziałem, jak produkowane są te wąskokadłubowe maszyny.
4.

Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"

Renault Clio E-Tech to miejski, co nie znaczy, że ciasny samochód. Dzięki technologii hybrydowej jest naprawdę oszczędny. Można nim też bez większych obaw wyjechać w trasę - o ile nie zabieramy za dużo współpasażerów i bagażu.
3.

Dostałem upgrade do pierwszej klasy. Oto jak wygląda namiastka luksusu w samolocie

Od lat byłem ciekaw, jak to jest lecieć pierwszą klasą. Miałem szczęście - podczas ostatniego lotu dostałem upgrade, czyli podwyższenie klasy podróży. Dzięki temu mogłem sprawdzić na własnej skórze, jak podróżują ci, którzy za bilet płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych.
2.

Zrobiłem 2 tys. km chińskim "elektrykiem". Ale już drugiego dnia miałem ochotę go oddać

Nawet luksusowy samochód elektryczny wyposażony w całkiem sporą baterię potrafi przegrać z problemami z ładowaniem. Te zaś odbierają sporą część przyjemności z komfortowej jazdy. Szkoda, bo Maxus Mifa9 to naprawdę ciekawa propozycja na polskim rynku, mimo kilku irytujących przypadłości.
1.

Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków

Concorde z klocków LEGO ma ponad metr długości i robi wrażenie tak, jak jego pierwowzór. Złożenie zestawu, który otrzymałem do recenzji, zajęło mi prawie 10 godzin. Nie liczyłem, ale w tym czasie zdążyłem obejrzeć wszystkie cztery filmy o Jamesie Bondzie z Danielem Craigiem.