Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Marcin Walków
Marcin Walków
|
aktualizacja

Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"

Renault Clio E-Tech to miejski, co nie znaczy, że ciasny samochód. Dzięki technologii hybrydowej jest naprawdę oszczędny. Można nim też bez większych obaw wyjechać w trasę - o ile nie zabieramy za dużo współpasażerów i bagażu.

3
Podziel się
1 z 8
Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"
Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"
Renault Clio E-Tech to tzw. samoładująca się hybryda (money.pl, Marcin Walków)

Renault Clio jest w sprzedaży od ponad 30 lat. Już po premierze przykuwało uwagę, zdobywając tytuł Car of the Year w 1991 r. Gdyby piątą generację postawić dziś obok pierwowzoru, byłoby to świadectwo skoku pod względem designu i technologii, jakiego od początku lat 90. dokonała motoryzacja - i samo Renault.

Choć cały czas pozostaje w segmencie B, to Renault Clio obecnej generacji jest o 34 cm dłuższe i 18 cm szersze od "jedynki". Dostępne jest już tylko w wersji pięciodrzwiowej. Klamka tylnych drzwi została "ukryta" w słupku C, przez co nadwozie zachowuje lekko sportową "zadziorność", z jaką można kojarzyć trzydrzwiowe hatchbacki.

Renault Clio konkuruje w bardzo ciasnym segmencie motoryzacyjnego rynku. Mierzy się w nim m.in. z Citroenem C3, Fordem Fiestą, Oplem Corsą, Peugeotem 208 czy Seatem Ibizą. To samochody przeznaczone głównie do poruszania się po mieście, ale i poza nim potrafią zapewnić komfortowe warunki podróży dla czterech osób. Gorzej jednak z bagażnikiem. W wersji hybrydowej, ze względu na baterie, oferuje on 300 litrów.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Miliona elektryków na drogach nie ma. "Musimy zmienić priorytety"

Hybrydowe Renault Clio. Ekonomia i wrażenia z jazdy

W Renault Clio E-Tech mamy układ hybrydowy: silnik benzynowy i dwa elektryczne, których moc systemowa to 145 KM. Jednostka benzynowa to wolnossący motor 1.6 z czterema cylindrami, generujący 94 KM mocy i 148 Nm momentu obrotowego. Do tego dwa silniki elektryczne 49 KM i 50 KM.

Baterie o pojemności 1,2 kWh to standard dla hybryd "klasycznych", czyli bez wtyczki. W przeciwieństwie do hybryd plug-in, w Renault Clio nie ma co liczyć na pokonanie kilkudziesięciu kilometrów w trybie zeroemisyjnym.

Ale i tak dość często "udaje" ono elektryka, zwłaszcza w mieście. Bo elektryczny komponent układu napędowego aktywuje się domyślnie przy rozruchu, potrafi też grać pierwsze skrzypce podczas jazdy z niskimi prędkościami. W takich warunkach może pracować nawet przez 80 proc. pokonywanej trasy. Renault Clio E-Tech full hybrid zdaje się odzyskiwać część energii przy każdej możliwej okazji.

Dzięki temu Renault Clio podczas niespiesznej jazdy w mieście spala nawet 3 l benzyny na 100 km. W cyklu mieszanym potrzebuje około 4 l/100 km, a przy prędkościach autostradowych średnia rośnie to niewiele ponad 5 l/100 km. To bardzo dobre wyniki, choć - jak zawsze - trzeba wziąć poprawkę na własne nawyki za kierownicą i styl jazdy.

Weźmy jeszcze pod uwagę, że cały układ generuje 205 Nm momentu obrotowego, dzięki czemu Renault Clio E-Tech żwawo rusza spod świateł, nie ma też problemów z dynamicznym wyprzedzaniem w trasie. To naprawdę przyjemny samochód do jazdy. Dołóżmy do tego komfortowe zawieszenie, które bez zarzutu radzi sobie na nierównościach drogi i dobre światła LED ze sprawnie działającym asystentem.

Nie można narzekać na działanie systemów asystujących. Producent wylicza, że jest ich aż 20. W mieście przydadzą się zwłaszcza czujniki parkowania i kamera cofania z widokiem 360 stopni. W dłuższej trasie (ale i na miejskich ulicach) przydatny jest aktywny tempomat i czujniki monitorowania martwego pola. Trochę gorzej Renault radzi sobie z odczytywaniem limitów prędkości, również na autostradzie.

Jeśli już przy komforcie jesteśmy, nie sposób pominąć wnętrze Renault Clio E-Tech. Jak na samochód subkompaktowy, jest naprawdę nieźle. Wnętrze jest ciemne z jasną podsufitką oraz materiałową szarą tapicerką z elementami skóry wegańskiej. Uniknięto monotonii na desce rozdzielczej, bo przełamano ją materiałowym wykończeniem. Tę samą wegańską skórę znajdziemy na kierownicy ozdobionej chromowanymi elementami.

Kokpit jest ergonomiczny. Ponad 10-calowy kolorowy wyświetlacz za kierownicą są czytelne i minimalistyczne w formie. Wystający, pionowy i dość duży (9,3") ekran mieści sporo informacji oraz funkcji, które są pod ręką. Szczęśliwie nie zabrakło klasycznych pokręteł do obsługi klimatyzacji. System multimedialny łączy się z Apple CarPlay i Android Auto.

Renault Clio E-Tech full hybrid. Ile kosztuje?

Ile to kosztuje? Testowany egzemplarz w najwyższej wersji wyposażenia "esprit Alpine" wraz z opcjami wyceniono łącznie na 122 tys. 900 zł.

Ceny katalogowe modelu rozpoczynają się od 74 tys. 200 zł za bazową wersję evolution z 90-konnym silnikiem benzynowym i manualną skrzynią. Za lepiej doposażony wariant techno trzeba zapłacić co najmniej 82 tys. 900 zł. Topowy wariant esprit Alpine zaczyna się od 93 tys. 900 zł brutto.

Wariant hybrydowy E-Tech full hybrid 145 w najniższym z wariantów wyposażenia startuje od 99 tys. 200 zł. W najwyższym zaś rozpoczyna się od 119 tys. 900 zł.

Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl

KOMENTARZE
(3)
Clio 1 ile pa...
4 miesiące temu
Zawieszenie nie nadaje się na polskie drogi typu hopka!
kier
4 miesiące temu
Wszystkie samochody hybrydowe to jest totalna ściema ekologiczna. Fakt, że w czasie jazdy po mieście na silniku elektrycznym nie emituje tyle zanieczyszczeń, ale już ich produkcja i utylizacja jest dużo bardziej szkodliwa dla środowiska niż diesle i benzyniaki. Jedynie całkowite elektryki mogą się zbliżyć kosztami utylizacji do samochodów spalinowych.
Jezus
4 miesiące temu
No matko boska pasatem 15 lat temu miałem takie spalanie
TOP10 - najpopularniejsze galerie
10.

Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało

Czy to będzie alternatywa dla żywego bukietu róż? Pewnie nie. Na zestaw, który złożyłem podczas redakcyjnego testu, patrzę inaczej. Jak na kolejny krok w rozwijaniu produktów dla dorosłych. Bo te rządzą się innymi prawami niż klocki dla dzieci. A przez długie lata jako rynek dla LEGO nie istniały.
9.

Dwa furgony na prąd. W ich przypadku elektromobilność nie wywołuje aż takich emocji

O ile samochody elektryczne wciąż budzą kontrowersje, to jednak jest obszar, w którym wydają się dobrym rozwiązaniem już teraz. To małe "dostawczaki", które poruszają się głównie po mieście i jego okolicach. W moje ręce do kilkudniowego testu trafiły dwa: Mercedes eCitan i Peugeot e-Partner.
8.

Toyota Yaris i Corolla w wersji Cross. To nie są auta, które mają trafić w gusta każdego

Weź popularny model ze swojej gamy, "napompuj go" i dodaj przydomek, który uczyni z niego SUV-a lub crossovera. Tak zrobiła Toyota w przypadku Yarisa i Corolli. W wariantach Cross to pomysł Japończyków, aby wypełnić kolejne rynkowe nisze i nie oddawać klientów innym markom.
7.

Ateca i Leon z tribalem na grillu. Cupra zaczynała jako "farbowany" Seat

Cupra włożyła sporo wysiłku, by przekonać, że nie jest Seatem ze zmienionym znaczkiem. Pierwszy model zaprojektowany dla niej pojawił się po dwóch latach. W przypadku Cupry Ateca i Leona zerwanie z oczywistymi skojarzeniami z Seatem jest trudniejsze. Testując oba modele przekonałem się, że nie jest niemożliwe.
6.

Testowałem dwa różne "elektryki" BMW. W obu spodobała mi się jedna rzecz

BMW i4 M50 i oraz BMW iX M60 to bardzo różne samochody, choć pod tym samym szyldem. Testując oba, zwróciłem uwagę szczególnie na jeden aspekt. To, w jaki sposób ich interfejs zdejmuje z głowy kierowcy "elektryka" część zadań.
5.

Odsłaniamy kulisy produkcji samolotów. Byłem w fabryce Airbusa

A220 to jedyny samolot Airbusa, który montowany jest w całości powstaje poza Europą. W kanadyjskich zakładach w Mirabel widziałem, jak produkowane są te wąskokadłubowe maszyny.
4.

Dostałem upgrade do pierwszej klasy. Oto jak wygląda namiastka luksusu w samolocie

Od lat byłem ciekaw, jak to jest lecieć pierwszą klasą. Miałem szczęście - podczas ostatniego lotu dostałem upgrade, czyli podwyższenie klasy podróży. Dzięki temu mogłem sprawdzić na własnej skórze, jak podróżują ci, którzy za bilet płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych.
3.

Zrobiłem 2 tys. km chińskim "elektrykiem". Ale już drugiego dnia miałem ochotę go oddać

Nawet luksusowy samochód elektryczny wyposażony w całkiem sporą baterię potrafi przegrać z problemami z ładowaniem. Te zaś odbierają sporą część przyjemności z komfortowej jazdy. Szkoda, bo Maxus Mifa9 to naprawdę ciekawa propozycja na polskim rynku, mimo kilku irytujących przypadłości.
2.

Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków

Concorde z klocków LEGO ma ponad metr długości i robi wrażenie tak, jak jego pierwowzór. Złożenie zestawu, który otrzymałem do recenzji, zajęło mi prawie 10 godzin. Nie liczyłem, ale w tym czasie zdążyłem obejrzeć wszystkie cztery filmy o Jamesie Bondzie z Danielem Craigiem.
1.

Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona

Hyundai jasno zadeklarował, że nie zamierza porzucić najmniejszego modelu i10. Bo - o czym przekonałem się podczas testu - w świecie zdominowanym przez crossovery, takie "maluchy" wciąż mają sens. I wbrew pozorom, nadają się nie tylko do krótkich tras po mieście.