Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Marcin Walków
Marcin Walków
|

Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało

Czy to będzie alternatywa dla żywego bukietu róż? Pewnie nie. Na zestaw, który złożyłem podczas redakcyjnego testu, patrzę inaczej. Jak na kolejny krok w rozwijaniu produktów dla dorosłych. Bo te rządzą się innymi prawami niż klocki dla dzieci. A przez długie lata jako rynek dla LEGO nie istniały.

4
Podziel się
1 z 11
Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało
Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało
LEGO wprowadza kolejne zestawy "18+" (money.pl, Marcin Walków)

Duński producent klocków LEGO to przykład, jak rozwijać rynek, którego się przez lata nie zauważało. Bo przecież klocki są dla dzieci - takie myślenie w firmie z Billund pokutowało przez całe dekady. Klockami bawią się maluchy, a gdy z nich wyrosną, chowają je do pudełka i odkładają do piwnicy. Gdy już mają swoje dzieci, wracają, kupując im zestawy. Żeby daleko nie szukać, moimi klockami z dzieciństwa dziś bawi się mój bratanek, gdy odwiedza dziadków i wyciąga z kąta duże kartonowe pudło z wymieszanymi elementami.

Gdzieś obok tego była grupa tzw. dorosłych fanów LEGO, z angielskiego nazywana AFOL'ami. Oni od lat nie korzystali z gotowych zestawów, a budowali coś swojego. Efekty ich kreatywności można podziwiać choćby na stałych i cyklicznie organizowanych w różnych miejscach wystawach.

Pośrednio w gusta dorosłych trafiały też serie Technic czy Architecture, czyli m.in. modele samochodów, budynki, albo i większe konstrukcje na licencji Star Wars. Jednak dopiero czasy pandemii COVID-19 i powszechnych lockdownów skłoniły duńską firmę do prawdziwej ofensywy w segmencie klocków dla dorosłych. Tak pojawiły się mozaiki, później obrazy, a gdzieś w międzyczasie - seria botaniczna. I okazało się, że rynek "chwycił".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Bugatti Chiron z Lego Technic

Róże z klocków

Najnowszym zestawem z tej właśnie serii jest "Bukiet róż". Ma 822 elementy upchnięte do sześciu plastikowych woreczków, a do tego trzy cienkie instrukcje. Każda z trzech instrukcji to cztery róże w jednym z trzech typów - każdy to inne stadium kwitnienia.

Praca konstrukcyjna nie jest skomplikowana, raczej trudno popełnić błąd, który zaważyłby na efekcie finalnym i zmusił do demontażu całości, by go naprawić. Złożenie pierwszej róży zajęło mi około 15 minut w bardzo niespiesznym tempie. Później zszedłem do czasu poniżej 10 minut na każdą. Całość zajęła mi około dwóch godzin.

Co mi się spodobało? To, że jest to prosty zestaw na jedno popołudnie lub wieczór. Efekty pracy widać szybko, a mimo bardzo powtarzalnych czynności, nie zdążyłem się znudzić. Zadowolony jestem też z efektu finalnego - gotowy bukiet wygląda bardzo dobrze i realistycznie. W trakcie składania kolejne kwiatki odkładałem do szklanego wazonu - i tak już zostało.

Ile to kosztuje?

Duńczycy nie przez przypadek wypuścili na rynek ten zestaw przed Walentynkami. W ich zamyśle mógłby być alternatywą dla klasycznej wiązanki ciętych róż. Na szeroką skalę na pewno tak się nie stanie. Ale jako prezent dla fanek (i fanów) LEGO? Już prędzej.

Ile to kosztuje? Cena katalogowa zestawu to 249,99 zł, ale w znanych sklepach internetowych można go znaleźć nawet o 60 zł taniej. To ten sam poziom cenowy, co w przypadku innych "bukietowych" zestawów z serii botanicznej. Co ciekawe, w internetowych kwiaciarniach podobne pieniądze trzeba przeznaczyć na bukiet 12 prawdziwych róż.

Zacząłem od tego, że ten i podobne mu zestawy to ofensywa LEGO w segmencie klocków dla dorosłych, dla których równie ważne, co składanie, jest efekt finalny. Złożony zestaw najczęściej traktują jako przedmiot kolekcjonerski, który staje się dekoracją. I oczywiście, społeczność AFOL'i pokazała, że nie potrzeba instrukcji, a jedynie wyobraźni, by z plastikowych klocków stworzyć dosłownie wszystko. Ale seria gotowych zestawów dla dorosłych to odpowiedź na oczekiwania tych, którzy chcieliby pójść trochę na skróty z gwarancją, że uda się osiągnąć pożądany efekt. Tymczasem, jak tłumaczy LEGO, praktyka pokazuje, że dzieci klockami się bawią - składają, demontują, budują z nich coś zupełnie innego. I tak w kółko.

Obserwując poczynania LEGO w segmencie dla dorosłych, widzę jeszcze pewną niekonsekwencję i "nierówne" tempo rozwijania linii. Są zestawy lepsze i gorsze, bardziej i mniej realistyczne. W samej serii botanicznej znajdziemy takie w cenie przystępnej, uwzględniając relację kosztu zakupu do finalnego efektu (jak storczyk, którego można dostać za około 180 zł), i zdecydowanie przeszacowane (za taki uważam choćby strelicję, której cena to około 500 zł). Widać, że Duńczycy, mimo ponad 90-letniej historii, tej części swojego biznesu jeszcze się uczą.

Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl

KOMENTARZE
(4)
Ania
2 miesiące temu
A ja polecam nieco tańsza alternatywę ale naprawdę na wysokim poziomie, klocki sulban, mają mini zestawiki po 5zl, bukiety kwiatów po ok 50, i duże zaawansowane komplety również, rozwijają się b szybko, modeli przybywa. Sulban jest kompatybilny z lego i moim zdaniem w jakości wogole nie ustępują. Ja swój bukiet z klocków kupilam w sklepie Mr. Gadżet Patenty na prezenty I jestem pod wrażeniem
Helka
2 miesiące temu
Mam te róże świetnie wyglądają zresztą jak inne zestawy Lego kwiatów, autor postu nieumiejętnie ułożył róże w bukiet, bo układając cztery największe kwiaty na równej wysokości dokładamy osiem pozostałych po bokach i wychodzi piękny okrągły bukiet
safdfs
2 miesiące temu
dno dna. obecne zestawy lego są do niczego. beznadziejne klocki zastępujące 5 minut kombinowania i budowania, zestawy z których nic poza jedną rzeczą nie da się zbudować. dziesiątki kolorów nie wiadomo po co. niestety klocki przestały rozwijać wyobraźnię a mamy podane na tacy jak to ma wyglądać i koniec
kropka
2 miesiące temu
Fakt, pomysł ciekawy, ale te róże są... koszmarne.
TOP10 - najpopularniejsze galerie
10.

Dwa furgony na prąd. W ich przypadku elektromobilność nie wywołuje aż takich emocji

O ile samochody elektryczne wciąż budzą kontrowersje, to jednak jest obszar, w którym wydają się dobrym rozwiązaniem już teraz. To małe "dostawczaki", które poruszają się głównie po mieście i jego okolicach. W moje ręce do kilkudniowego testu trafiły dwa: Mercedes eCitan i Peugeot e-Partner.
9.

Toyota Yaris i Corolla w wersji Cross. To nie są auta, które mają trafić w gusta każdego

Weź popularny model ze swojej gamy, "napompuj go" i dodaj przydomek, który uczyni z niego SUV-a lub crossovera. Tak zrobiła Toyota w przypadku Yarisa i Corolli. W wariantach Cross to pomysł Japończyków, aby wypełnić kolejne rynkowe nisze i nie oddawać klientów innym markom.
8.

Ateca i Leon z tribalem na grillu. Cupra zaczynała jako "farbowany" Seat

Cupra włożyła sporo wysiłku, by przekonać, że nie jest Seatem ze zmienionym znaczkiem. Pierwszy model zaprojektowany dla niej pojawił się po dwóch latach. W przypadku Cupry Ateca i Leona zerwanie z oczywistymi skojarzeniami z Seatem jest trudniejsze. Testując oba modele przekonałem się, że nie jest niemożliwe.
7.

Testowałem dwa różne "elektryki" BMW. W obu spodobała mi się jedna rzecz

BMW i4 M50 i oraz BMW iX M60 to bardzo różne samochody, choć pod tym samym szyldem. Testując oba, zwróciłem uwagę szczególnie na jeden aspekt. To, w jaki sposób ich interfejs zdejmuje z głowy kierowcy "elektryka" część zadań.
6.

Odsłaniamy kulisy produkcji samolotów. Byłem w fabryce Airbusa

A220 to jedyny samolot Airbusa, który montowany jest w całości powstaje poza Europą. W kanadyjskich zakładach w Mirabel widziałem, jak produkowane są te wąskokadłubowe maszyny.
5.

Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"

Renault Clio E-Tech to miejski, co nie znaczy, że ciasny samochód. Dzięki technologii hybrydowej jest naprawdę oszczędny. Można nim też bez większych obaw wyjechać w trasę - o ile nie zabieramy za dużo współpasażerów i bagażu.
4.

Dostałem upgrade do pierwszej klasy. Oto jak wygląda namiastka luksusu w samolocie

Od lat byłem ciekaw, jak to jest lecieć pierwszą klasą. Miałem szczęście - podczas ostatniego lotu dostałem upgrade, czyli podwyższenie klasy podróży. Dzięki temu mogłem sprawdzić na własnej skórze, jak podróżują ci, którzy za bilet płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych.
3.

Zrobiłem 2 tys. km chińskim "elektrykiem". Ale już drugiego dnia miałem ochotę go oddać

Nawet luksusowy samochód elektryczny wyposażony w całkiem sporą baterię potrafi przegrać z problemami z ładowaniem. Te zaś odbierają sporą część przyjemności z komfortowej jazdy. Szkoda, bo Maxus Mifa9 to naprawdę ciekawa propozycja na polskim rynku, mimo kilku irytujących przypadłości.
2.

Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków

Concorde z klocków LEGO ma ponad metr długości i robi wrażenie tak, jak jego pierwowzór. Złożenie zestawu, który otrzymałem do recenzji, zajęło mi prawie 10 godzin. Nie liczyłem, ale w tym czasie zdążyłem obejrzeć wszystkie cztery filmy o Jamesie Bondzie z Danielem Craigiem.
1.

Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona

Hyundai jasno zadeklarował, że nie zamierza porzucić najmniejszego modelu i10. Bo - o czym przekonałem się podczas testu - w świecie zdominowanym przez crossovery, takie "maluchy" wciąż mają sens. I wbrew pozorom, nadają się nie tylko do krótkich tras po mieście.