Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Damian Słomski
Damian Słomski
|

Inflacja cieszy rząd? "To ukryty podatek", ale państwo też go płaci

185
Podziel się:

Nawet kilka miliardów złotych może zyskać rząd dzięki wysokim podwyżkom cen. To co najbardziej frustruje Polaków w ostatnim czasie może być korzystne dla państwa. Niektórzy ekonomiści nazywają inflację ukrytym podatkiem.

Premier Mateusz Morawiecki i minister finansów Tadeusz Kościński nie mogą narzekać na inflację.
Premier Mateusz Morawiecki i minister finansów Tadeusz Kościński nie mogą narzekać na inflację. (East News, JACEK DOMINSKI/REPORTER)

Ceny rosną w tempie 4,4 proc. w skali roku - wynika z najnowszych danych GUS. Takiej drożyzny nie było od ponad 8 lat. Bije ona przede wszystkim w obywateli. Badania pokazują, że rosnące ceny najbardziej frustrują Polaków.

Wielu ekonomistów wskazuje jednak, że nie wszyscy cierpią przez wysoką inflację. Sugerują, że jest ona na rękę rządowi, który na tym nie tylko nie traci, ale wręcz korzysta. Ma bowiem więcej pieniędzy. Jak to możliwe?

Zobacz także: Inflacja galopuje. Najgorzej jest z żywnością

- Dla gospodarstw domowych inflacja ma tę cechę, że redukuje siłę nabywczą z trudem zarabianych pieniędzy. Za tą samą kwotę z czasem możemy kupić coraz mniej towarów i usług. Jednocześnie wraz z coraz wyższymi cenami do budżetu trafia więcej pieniędzy z podatków pośrednich, głównie z VAT i akcyzy - zauważa Ireneusz Jabłoński, ekonomista i ekspert Centrum im. Adama Smitha.

Podkreśla, że jest tu ewidentny konflikt interesów. Rząd dostaje więcej pieniędzy kosztem obywateli.

Miliardy dla rządu

Przykładowo, VAT na paliwa wynosi 23 proc. Benzyna sprzedana przez stację na kwotę 100 tys. zł po podwyżce na poziomie 4 proc. dałaby przedsiębiorcy 104 tys. zł przychodu. Dzięki podwyżce cen do budżetu tylko z VAT wpłynie w takim przypadku dodatkowe blisko 750 zł. A do tego dojdzie jeszcze m.in. akcyza.

Analogiczne wygląda to dla kawy czy usług telefonicznych. Każde ich podwyżki przekładają się na wpływy budżetowe wyższe o 23 proc. Na podwyżkach cen mleka, pieczywa czy książek państwo zyskuje po 5 proc. I można tak wymieniać w nieskończoność.

Ireneusz Jabłoński szacuje, że przy inflacji przekraczającej 4 proc. dochody budżetowe mogą być nawet kilka miliardów złotych wyższe.

W tym kontekście mówi o nienazwanym wprost, ale jednak pewnego rodzaju niewidzialnym, ukrytym podatku - tzw. podatku inflacyjnym.

- Wszystkie daniny publiczne muszą być nakładane w formie ustaw. Podatek inflacyjny jest jedynym, który omija procedury. A jest skutkiem określonej polityki gospodarczej rządu - podkreśla.

Ekspert Centrum im. Adama Smitha zwraca uwagę, że to właśnie decyzjami politycznymi wstrzymywano przez pewien czas podwyżki stawek za energię elektryczną, mimo że były uzasadnione rynkowo. Skumulowały się i gdy okazało się, że nie można już tego powstrzymać, mamy teraz efekt w postaci dużych podwyżek. Poza tym różnego rodzaju działania rządu zmuszają samorządy do podnoszenia opłat komunalnych.

W kierunku wzrostu inflacji działają też wszystkie świadczenia socjalne.

- W normalnym mechanizmie rynkowym ludzie mają więcej pieniędzy, jeśli więcej wytwarzają, czyli w przypadku otrzymywania wynagrodzenia za pracę. Rząd w ostatnich latach prowadził jednak intensywną politykę socjalną, w efekcie której na rynek trafiło wiele miliardów w znacznej części pożyczonych. Duża część rozeszła się od razu na konsumpcję, podbijając ceny - tłumaczy Jabłoński.

Państwo też płaci więcej

Z tak kategorycznym stawianiem sprawy nie zgadza się dr Janusz Wdzięczak, ekonomista think-tanku Fundacja Ambitna Polska. Sugeruje, że inflacja ma bardziej neutralne znaczenie dla rządu, bo nawet jeśli zyskuje na wyższych wpływach z podatków VAT i akcyzy, traci wizerunkowo u wyborców. Poza tym wyższe ceny biją także pośrednio w rząd przez spółki skarbu państwa.

- W Stanach Zjednoczonych, gdzie rola państwa w gospodarce jest mniejsza, władze mogą cieszyć się z inflacji. W Polsce czołowe spółki energetyczne, banki itp należą do skarbu państwa. Wyższe ceny oznaczają dla nich wyższe koszty działalności, które spadają na państwo - tłumaczy.

Ekonomista wskazuje też na powiązanie cen z płacami. Presja na podwyżki w budżetówce czy obserwowany właśnie strajk górników to koszty i problemy dla rządu. Z tej perspektywy inflacja nie jest korzystna.

- W gospodarce każdy aspekt ma swoje plusy i minusy. Tak samo jest z inflacją - podkreśla Wdzięczak.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(185)
zxc
2 lata temu
Pan uczony ekonomista o wdzięcznym nazwisku zapomina, że wpływy z VAT znacznie przekraczają to co spółki Skarbu Państwa wnoszą do budżetu. Tak więc to tłumaczenie o neutralności inflacji bierze w łeb.
ccc
2 lata temu
pis wymyślił i dał ludziom 500+ bo nigdy by nie wygrał wyborów i nie rządził.
ja
2 lata temu
Rządy (nie tylko polski) i bankierzy nas okradają. Drukują i rozdają kasę albo pompują giełdę i rynek nieruchomości. Przy dużej inflacji utrzymują stopy procentowe na niskim poziomie. Oszczędnści sa coraz mniej warte. Zniechęcają do oszczędzania a za to hodują dłużników, którzy biorą kredyty mieszkaniowe na potęgę. Potem stopy podniosą i wszytko im zabiorą. Gdy nie mamy pieniędzy na coś, tzn. że nas nie stać. Problemem nie jest pożyczka, lichwiarze czy windykatorzy i komornicy, tylko brak dochodów pożyczkobiorcy i nadmierne wydatki. Nie rozwiąże tego problemu kolejny dług. To także oznacza, że nie umieliśmy oszczędzać. Więc jak po wzięciu kredytu będzie? Nagle nauczymy się oszczędzać? Branie kredytów przez ludzi ze złymi nawykami prowadzi ich potem do problemów. Przeczytajcie sobie ksiazke pt. Emeryt.ura nie jest Ci potrz.ebna. Jest o zarządzaniu pieniędzmi, Żeby ludzie nauczyli się zarządzać ograniczonymi zasobami (pieniędzmi), skutecznego oszczędzania i inwestowania, by zbudować majątek a nawet finansową wolność.
Doświadczenie
2 lata temu
Podwyżki cen zawsze prowadzą do buntów...
xxxx
2 lata temu
Inflacja to celowa robota rządu PiS i NBP.
...
Następna strona