Jadą do Czech, wracają na lawetach. Pułapka na auta w leasingu
Czeska policja zatrzymała polskiemu kierowcy tablice rejestracyjne, uniemożliwiając dalszą jazdę. Mimo że jechał zgodnie z przepisami, nie miał niezapłaconych mandatów. Jak się okazuje, to działanie zgodne z prawem. Polska ambasada w Pradze ostrzega planujących podróż do Czech.
Nawet nie popełniając żadnego wykroczenia, mając wszystkie niezbędne dokumenty, można w Czechach zakończyć podróż samochodem jego unieruchomieniem i odebraniem przez policję tablic rejestracyjnych. Dlaczego? Takie są przepisy u naszych południowych sąsiadów. Przekonał się o tym ostatnio jeden z polskich kierowców.
- Wracam z nart, kawałek przed granicą zwykła kontrola, dmuchanie oczywiście. Zero-zero. No i panowie zaczynają sprawdzać dokumenty samochodu. Okazuje się, że muszą mi zabrać tablice rejestracyjne z auta - mówi Tomasz Scheller na nagraniu w serwisie TikTok.
- Pytam, dlaczego? Przecież nawet mandatu nie dostaję, nic nie zrobiłem, nic tutaj nie zalegam. A oni do mnie, że ja nie zalegam, ja nic nie zrobiłem, ale leasingodawca, czyli bank, ma w Czechach nieuregulowane mandaty innych kierowców - dodaje.
Bat na kierowców na A2. Wpadali jeden za drugim
To czeski sposób na skuteczne ściąganie zaległych kar za wykroczenia w ruchu drogowym. Czeskie prawo o ruchu drogowym pozwala tamtejszej policji nakładać i ściągać mandaty na miejscu.
Dlatego internauta zaznacza, że dostał propozycję, aby zapłacić nieuregulowane przez leasingodawcę mandaty, a później próbować odzyskać te pieniądze. Według jego relacji, kwota zaległości leasingodawcy sięgnęła 140 tys. koron czeskich, czyli około 25 tys. zł. Mężczyzna nie zapłacił.
"Nie mam tablic, więc czekam na transport i wracam do domu, auto tu zostaje. A leasingodawca musi sobie wziąć kwity, zapłacić mandaty i pojechać po tablicę rejestracyjną na konkretną komendę. Uważajcie, jak będziecie jeździć samochodami, które są w leasingu, za granicę" - dodał.
Ambasada w Pradze ostrzega. "Możesz nie ruszyć dalej"
Nagranie opublikowano na TikToku przed czterema dniami. We wtorek 6 stycznia ostrzeżenie dla kierowców opublikowała polska ambasada w Pradze.
"Przypominamy, iż w Czechach policja może ściągać zaległe mandaty – także te niezapłacone przez firmę leasingową! Jeśli auto jest w leasingu, sprawdź, czy firma ma uregulowane kary, bo możesz nie ruszyć dalej" - czytamy w poście na platformie X.
Taką informację można też znaleźć na poświęconej Czechom stronie w rządowym serwisie dla Polaków wyjeżdżających za granicę.
Uwaga! Funkcjonariusze policji Republiki Czeskiej są upoważnieni do ściągania długów powstałych z tytułu nieopłacenia mandatów za naruszenie przepisów drogowych. Odzyskiwanie należności dotyczy mandatu nałożonego na kierowcę, jak i właściciela pojazdu i następuje w miejscu kontroli drogowej. Większość zatrzymań dotyczy samochodów w leasingu, w przypadku których firmy leasingowe nie opłaciły zaległych kar z tytułu przekroczenia prędkości zarejestrowanych przez fotoradary. W przypadku nieuregulowania zaległej należności w miejscu kontroli, policjant ma prawo uniemożliwić kierowcy dalszą jazdę i zatrzymać dokumenty lub tablice rejestracyjne pojazdu.
W przypadku leasingu, czyli popularnej w Polsce formie pozyskiwania samochodów na firmę, to leasingodawca formalnie jest właścicielem samochodu. Oznacza to, że korzystający z niego na co dzień w Czechach może ponieść konsekwencje kar nieopłaconych przez innych klientów firmy, w której leasinguje samochód.
Problemem jest również to, że nie ma prostego sposobu na sprawdzenie, czy firma, z którą kierowca jest związany umową leasingu, ma aktualnie niezapłacone zobowiązania wobec policji drogowej w Czechach.
Źródło: gov.pl, TikTok, X