Kilka dni i spore różnice w Krajowym Programie Odbudowy. Samorządy jednak wciąż pełne obaw

Wersja KPO z 30 kwietnia, wysłana do Komisji Europejskiej, różni się od tej z 28 kwietnia. Czy pożyczki okażą się bezzwrotnymi dotacjami? - zastanawia się "Dziennik Gazeta Prawna".

 Tadeusz Truskolaski
Źródło zdjęć: © East News
Katarzyna Izdebska-Białka

Na różnice między dokumentami z 28 i 30 kwietnia zwraca uwagę "Dziennik Gazeta Prawna". Po pierwsze, inaczej rozdzielono pieniądze między sektor rządowy i samorządowy. Zwiększono pulę dla władz lokalnych z ok. 10,8 mld (29,9 proc. udziału) do 11,2 mld euro.

Po drugie, w starszej wersji KPO jasno określono nie tylko udziały w całości KPO dla wszystkich trzech sektorów, a więc rządu, samorządów i przedsiębiorców, lecz także ich procentowe udziały w części grantowej i pożyczkowej. W nowszej ten podział zniknął.

- To lepszy podział niż w wersji KPO z 28 kwietnia, ale wciąż niesprawiedliwy - uważa Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku, cytowany przez "DGP". 

Fundusz odbudowy. Waldemar Buda odpowiada Rafałowi Trzaskowskiemu

Co więcej, jak zaznacza dziennik, część pożyczek w ramach KPO w praktyce może się okazać grantami. Jakim cudem? Bo od państw członkowskich UE ma zależeć, w jakiej formie środki zaoferują krajowym beneficjentom.

Ale samorządowcy nie robią tu sobie specjalnych nadziei. - Być może jakaś pojedyncza transza pożyczek rzeczywiście zostanie zaoferowana jako granty, by rząd zrobił sobie wokół tego PR, ale pytanie, do kogo potem te pieniądze trafią - mówi w rozmowie z "DGP" Tadeusz Truskolaski.

Ustawa teraz została skierowana do Senatu. Po poprawkach znów trafi do Sejmu, który może zająć się nim ponownie na przełomie maja i czerwca.

Wybrane dla Ciebie