Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|
aktualizacja

Kontrakty dla Baltic Pipe. PGNiG uspokaja: "Negocjacje są w newralgicznym momencie"

Podziel się:

Jak pisaliśmy już w money.pl, gazociąg Baltic Pipe jest już prawie gotowy, ale wciąż nie wiadomo, kiedy popłynie nim gaz. Tymczasem PGNiG wywołane do odpowiedzi wyjaśnia, że negocjacje ws. kontraktacji gazu znajdują się w newralgicznym momencie. "Prowadzimy rozmowy z dużymi graczami. Jednak skuteczne negocjacje lubią ciszę" - informuje spółka.

Kontrakty dla Baltic Pipe. PGNiG uspokaja: "Negocjacje są w newralgicznym momencie"
Gazociąg Baltic Pipe ma być oddany do użytku już pod koniec września. (Gaz System, Gaz System)

Gazociąg Baltic Pipe ma być oddany do użytku pod koniec września tego roku. Zbudowanie oddanie go do użytku to jednak nie wszystko. Trzeba go jeszcze wypełnić gazem, a z tym mamy problem, bo kontrakty pod dostawy surowca wciąż nie są dopięte.

Na razie PGNiG ma zapewnione wydobycie gazu w ramach koncesji, które spółka posiada w norweskich złożach. Do tego dochodzą zasoby z Lotosu i duńskiego Orsted, co daje łącznie około 4,5 mld metrów sześciennych gazu. Co z pozostałym wolumenem? Na to pytanie wciąż nie znamy odpowiedzi.

Wypełnienie Baltic Pipe to priorytet dla PGNiG

PGNiG oficjalnie informuje, że od 2017 r. firma ma zakontraktowaną większość z planowanej przepustowości 10 mld metrów sześciennych na okres od 1 października 2022 r. do 30 września 2037 r.

Ponadto prezes Iwona Waksmundzka-Olejniczak, z chwilą objęcia stanowiska w PGNiG, "zdecydowała o intensyfikacji prac nakierowanych na optymalne wypełnienie zarezerwowanych przez PGNiG przepustowości Baltic Pipe, nadając tym działaniom bezwzględny priorytet".

Jednak te tłumaczenia nie przekonują ekspertów. Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, nadchodzi czas, aby postawić sprawę jasno. - Jeśli kontrakty na dostawy gazu rzeczywiście są podpisane, to warto byłoby wreszcie je pokazać. Zapewnienia, że w tej kwestii jesteśmy bezpieczni, już nie wystarczą - twierdzi ekspert.

Z kolei Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG uważa, że z powodu ograniczenia dostaw gazu przez Nord Stream 1 nadzieja na wolne umowy na norweski gaz to właściwie czekanie na cud.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: "Absurdalny szantaż" Rosji? "Polska sobie z czymś takim poradzi"

PGNiG odpowiada: "Skuteczne negocjacje lubią ciszę"

Na naszą publikację zareagowało PGNiG. Przedstawiciele spółki wywołani do odpowiedzi wyjaśniają, że powściągliwość koncernu w przekazywaniu informacji nt. kontraktów dla Baltic Pipe jest uzasadniona i wynika przede wszystkim z trudności prowadzonych negocjacji.

- Obecnie znajdują się one w newralgicznym momencie. W tej chwili prowadzone są zaawansowane rozmowy z dużymi graczami, chcemy poszerzyć naszą ofertę o nowe segmenty. Skuteczne negocjacje "lubią jednak ciszę" - informują przedstawiciele spółki w rozmowie z money.pl.

Dodają, że właśnie z tego powodu PGNiG przekaże oficjalny komunikat, dopiero gdy będzie to możliwe.

Negocjatorzy pracują pod ogromną presją

PGNiG odniosło się także do podanych przez nas informacji, że w spółce nie ma już większości negocjatorów, którzy prowadzili wcześniej rozmowy ws. kontraktów dla Baltic Pipe. Napisaliśmy również, że w ostatnim czasie ze spółki odeszło kilkunastu dyrektorów.

Jak wyjaśnia to PGNiG? Według przedstawicieli spółki w rzeczywistości skala odejść z firmy jest dużo mniejsza, poza tym większość dyrektorów sama zdecydowała się odejść. - Naszym celem nie jest zwalnianie fachowców, a zwłaszcza w tak newralgicznym momencie - twierdzą przedstawiciele PGNiG.

Jednocześnie nasi rozmówcy przyznają, że zespół negocjatorów ma w tej chwili rzeczywiście trudne zadanie. Powód? Rywalizacja z zagranicznymi konkurentami. Dochodzi do tego kwestia rosnących cen gazu oraz ogromnego popytu na błękitne paliwo, co jest skutkiem kryzysu energetycznego związanego z wojną w Ukrainie.

Negocjatorzy pracują więc pod ogromną presją. Kulisy prowadzonych negocjacji odsłonił niedawno "Puls Biznesu". Z ustaleń dziennika wynika, że polska strona zaproponowała Equinorowi, koncernowi energetycznemu kontrolowanemu przez norweski rząd, możliwość uczestniczenia w inwestycjach wiatrowych na polskiej części Bałtyku. To perspektywiczny sektor, w którym norweski koncern już działa wspólnie z Polenergią Dominiki Kulczyk.

Zdaniem "PB" taki as w rękawie ma przekonać Equinora do sprzedania dodatkowej ilości błękitnego surowca właśnie Polsce, a nie - innym państwom, które również chcą odejść od rosyjskiego gazu.

Jesienią zabraknie gazu w całej Europie

Tymczasem rząd cały czas zapewnia, że nie ma powodu do obaw. Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska, poinformowała niedawno, że jesteśmy zabezpieczeni na ten sezon, bo mamy już 100 proc. gazu w magazynach.

W te zapowiedzi nie wierzą jednak nie tylko eksperci, ale także przedstawiciele rządzącej koalicji. Janusz Kowalski - były wiceprezes PGNiG, poseł koalicji rządowej i przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. suwerenności energetycznej - twierdzi, że czeka nas największy kryzys od kilkudziesięciu lat, a jesienią zabraknie gazu w całej Europie.

W swojej analizie poseł udowadnia także, że uruchomienie Baltic Pipe niewiele nam pomoże, ponieważ według niego PGNiG nie ma zakontraktowanych większych ilości gazu w Norwegii.

- Po uruchomieniu Baltic Pipe ten sam wolumen zostanie importowany inną drogą. Czechy i Słowacja również nie posiadają własnych złóż i są zasilane z kierunku wschodniego lub z Niemiec gazem z Nord Stream - ocenia Kowalski.

Poseł dodaje, że jego zdaniem nie można też liczyć na dodatkowy import gazu z tych kierunków. Alternatywą jest wprawdzie gazoport w Kłajpedzie, ale dostępny tam wolumen będzie według niego przedmiotem zainteresowania Finlandii i krajów bałtyckich, które również zostały odcięte od gazu ziemnego z Rosji. Kowalski twierdzi, że tą drogą możemy pozyskać jedynie ok. 4 mln metrów sześciennych gazu.

Poseł zwraca także uwagę na fakt, że blisko 100 proc. wypełnienia magazynów również niewiele nam pomoże, ponieważ gazu wystarczy na około 25 dni. Później moce magazynów spadną do około 15 mln metrów sześciennych na dobę. - Można więc poczynić założenie, że przy negatywnych warunkach pogodowych gazu zabraknie po około 30 dniach, a przy sprzyjających - po 100 dniach - ocenia Kowalski.

Niedawno w tym kontekście Marek Kossowski, były prezes PGNiG, przypomniał w rozmowie z money.pl, że polskie magazyny gazu mogą pomieścić tylko około 3 mld sześciennych gazu. - Dlatego mówienie, że nie musimy się już o nic martwić, jest sporym nadużyciem. W praktyce to oznacza pokrycie zapotrzebowania Polski na miesiąc z kawałkiem, w dodatku w przypadku zimy może to starczyć na krócej - ocenił.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl