WAŻNE
TERAZ

Horror w Lidze Narodów. Polacy złamali Ukraińców

Kontrowersyjny wypis ze szpitala. Sprawą zajmuje się rzecznik

60-letni pan Wojciech po nocy spędzonej na SOR został wypisany do domu. Według rodziny był zdezorientowany i niezdolny do samodzielnego funkcjonowania. Kilka godzin później ponownie trafił do szpitala, a następnie zmarł. Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Pacjenta - opisuje "Gazeta Wyborcza".

Kontrowersyjny wypis ze szpitala. Sprawą zajmuje się rzecznik (zdj. ilustracyjne)Kontrowersyjny wypis ze szpitala. Sprawą zajmuje się rzecznik (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © East News | Piotr Hukalo
Magda Żugier

Historia 60-letniego pana Wojciecha z Krakowa stała się przedmiotem zainteresowania Rzecznika Praw Pacjenta. Mężczyzna trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy szpitala im. Ludwika Rydygiera po tym, jak rodzina znalazła go w mieszkaniu w stanie dezorientacji i bez kontaktu z otoczeniem - czytamy.

Jak relacjonuje była żona pana Wojciecha, rodzina została zaalarmowana przez jego pracodawcę. Z zakładu pracy poinformowano, że od pięciu dni nie pojawiał się w pracy i nie odbierał telefonów. Gdy bliscy przyjechali do mieszkania, zastali go w złym stanie i wezwali karetkę.

Szpital poinformował, że pacjent został przyjęty "w stanie wyniszczenia po długotrwałym ciągu alkoholowym". Według placówki był jednak przytomny, pozostawał w logicznym kontakcie i skarżył się głównie na dolegliwości brzuszne.

Stres szkodzi bardziej, niż myślisz. Ekspert wyjaśnia dlaczego

W trakcie pobytu wykonano badania laboratoryjne, USG jamy brzusznej, zastosowano płynoterapię oraz uzupełniono niedobory potasu - podaje "Gazeta Wyborcza". Jak podkreśla szpital, podczas obserwacji nie stwierdzono halucynacji ani innych objawów zaburzeń świadomości.

Rodzina: nie powinien zostać wypisany

Następnego dnia rano pan Wojciech został wypisany ze szpitala. Rodzina nie została o tym poinformowana. Szpital tłumaczy, że pacjent nie wyraził zgody na przekazywanie informacji bliskim.

Zdaniem rodziny była to błędna decyzja. Według relacji świadków oraz bliskich mężczyzna po opuszczeniu SOR był zagubiony i nie wiedział, jak wrócić do domu. Jedna z pacjentek, która miała obserwować jego zachowanie po wypisie, twierdziła, że sprawiał wrażenie osoby zdezorientowanej i mającej trudności z obsługą telefonu.

Jak wynika z relacji rodziny, pan Wojciech przez około trzy godziny przebywał przed budynkiem szpitala. Syn odnalazł go przy murze placówki. Mężczyzna miał być osłabiony, ubranie było zabrudzone krwią, a on sam nie potrafił określić, kiedy opuścił szpital.

Podczas próby powrotu do budynku szpitala upadł na kolana i nie był w stanie samodzielnie wstać. Po kolejnej interwencji został ponownie przyjęty do szpitala, następnie trafił na oddział neurologiczny, gdzie zmarł.

Rzecznik Praw Pacjenta wszczął działania

Była żona pana Wojciecha przygotowała skargę do Rzecznika Praw Pacjenta. Wskazuje w niej m.in. na brak powiadomienia rodziny o wypisie, rozbieżności pomiędzy dokumentacją medyczną a obserwacjami bliskich oraz pozostawienie pacjenta bez opieki.

Kobieta domaga się wyjaśnienia, czy stan zdrowia pacjenta rzeczywiście pozwalał na samodzielne opuszczenie szpitala, czy prawidłowo oceniono jego stan świadomości oraz dlaczego nie wyjaśniono pochodzenia krwi na ubraniu.

Po publikacji sprawą zainteresował się również Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Biuro RPP zwróciło się do szpitala o dokumentację i wyjaśnienia dotyczące przebiegu leczenia.

Coraz więcej skarg na SOR-y

Z danych Rzecznika Praw Pacjenta wynika, że liczba skarg dotyczących szpitalnych oddziałów ratunkowych rośnie. W 2024 r. wpłynęło ich 1201, a rok później już 1588.

Najczęściej pacjenci wskazują na długi czas oczekiwania na pomoc, zbyt pobieżną diagnostykę, odmowę przyjęcia mimo wskazań medycznych oraz problemy z uzyskaniem informacji o stanie zdrowia i dokumentacji medycznej.

Spośród 90 zakończonych w ubiegłym roku postępowań aż 55 zakończyło się stwierdzeniem naruszenia praw pacjenta. W takich przypadkach Rzecznik Praw Pacjenta może nakazać usunięcie nieprawidłowości, a nawet nałożyć na placówkę karę finansową sięgającą 500 tys. zł.

Wybrane dla Ciebie