Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Kostka brukowa schodzi na pniu. Libet wrócił do życia po sprzedaży dwóch zakładów

Cztery lata strat, kurs giełdowy, który nigdy nie osiągnął ceny wyższej od debiutu. Libet musiał wyprzedać dwa zakłady produkcyjne, żeby znowu przynosić zyski. Bez balastu sytuacja wygląda o niebo lepiej. A popyt na rynku sprzyja.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
Popyt na kostkę rośnie (Fot: Szymon Łaszewski)

W kraju wyłożonym kostką brukową aż trudno uwierzyć, że jej producent może mieć problemy. Tak jednak stało się z Libetem. Było naprawdę blisko końca spółki, ale jednak - jak zapewniają jej władze - przetrwa.

W trzecim kwartale spółka Libet - ścisła czołówka polskiego rynku kostki brukowej - miała zysk 1,8 mln zł (rok wcześniej strata 2,5 mln zł) przy przychodach 64 mln zł (+10 proc. rok do roku). Po trzech kwartałach czysty zysk wynosi już 19,7 mln zł, a przychody poszły w górę o ponad 6 proc. rok do roku - podano we wstępnym raporcie finansowym.

Roczna prognoza zarządu mówi o 17 mln zł zysku netto i wygląda na to, że nie będzie najmniejszego problemu z jej realizacją. A to bardzo istotne. Banki uważnie przyglądają się temu, co się w spółce dzieje.

Zobacz też: Nie tylko prywatny basen i siłownia. Polacy kupują mieszkania premium

Ciężkie chwile za Libetem

Konkurująca z Polbrukiem i Bruk-Betem spółka, dominuje w segmencie kostki brukowej premium (kostka wyższej jakości, lepsze wzornictwo, materiały wyższej jakości itd.), z udziałem wynoszącym około jednej trzeciej rynku. W ubiegłym roku mało brakowało, a te dwie ostatnie firmy miałyby ten "kawałek tortu" do zagospodarowania. Libet wpadł w poważne tarapaty.

Przeinwestował, a refinansowanie długu przy wykazywanych od trzech lat stratach okazało się trudne. Libet miał problem z realizowaniem płatności wobec dostawców, którzy skracali terminy. Brakowało materiału do produkcji i spółka nie dostarczała tyle produktu, ile chcieliby klienci.

- To kwestia kapitału pracującego. W ubiegłym roku mieliśmy problem ze środkami finansowymi na realizację naszych dostaw, spłacaliśmy duże kwoty rat kapitałowych z kredytów, spłaciliśmy w dużym stopniu naszych dostawców, którzy obniżyli nam kredyty kupieckie - opisuje money.pl Sławomir Salamon, dyrektor finansowy Libetu.

W 2018 roku przychody spółki spadły o 38 proc. do 178 mln zł. Strata netto wyniosła 30,7 mln zł. W tej sytuacji nie było wyjścia i trzeba było pozbywać się majątku. I po tegorocznych wynikach widać, że się udało.

- W tym roku nie mamy problemów z finansowaniem produkcji, udało się nam odbudować zapasy i realizować przyjętą strategię sprzedaży. Do tego widać duży popyt na nasze produkty premium, co wiąże się z aspektem bogacenia się społeczeństwa - wskazuje Salamon.

- Duży popyt ze strony budownictwa indywidualnego jest bardzo widoczny. Gdy powstaje dom, to na samym końcu budujemy podjazd i teraz widać, że w wielu inwestycjach mieszkaniowych Polaków właśnie przyszedł ten etap - kontynuuje. Wzrost zamówień na produkty nie-premium widać też ze strony dużych firm budowlanych, wykonawców większych inwestycji.

Dlaczego tak późno?

Skoro mimo sprzedaży zakładów udaje się uzyskiwać wyższe przychody i zyski, to zasadne jest pytanie, dlaczego spółka tak długo czekała z podobną decyzją?

- Odpowiedź na to pytanie jest złożona - odpowiada Salamon. - Spółka w celu realizacji programu naprawczego przeprowadziła szereg analiz, aby określić działania zmierzające do wdrożenia programu naprawczego, który zakładał między innymi sprzedaż części majątku.

W całym procesie określiliśmy, które aktywa możemy sprzedać. To wszystko i tak nie było takie oczywiste, bo nawet w przypadku tych mniej rentownych zakładów trzeba było uwzględnić aspekt logistyki zaopatrzenia w surowce, odległości dostaw do naszych odbiorców, stanu parku maszynowego - dodaje.

- Jeden ze sprzedanych zakładów wymagał dużych nakładów finansowych na utrzymanie parku maszynowego, a drugi był znacznie oddalony od naszych odbiorców. Jednak aby nie utracić odbiorców, udało nam się przesunąć w znacznym stopniu produkcję do innych zakładów, tak że transakcja nie była problemem dla całej organizacji. A skończyło się uzyskaniem dobrej ceny - wskazuje dyrektor.

Dzięki sprzedaży zakładów spółka została po części oddłużona. Do kasy spółki wpłynęło łącznie 44,9 mln zł, z czego 24 mln zł zostały przeznaczone na zmniejszenie zadłużenia, a reszta zasiliła kapitał obrotowy spółki. Libet prowadzi obecnie produkcję w trzynastu zakładach produkcyjnych.

Salamon wskazuje przy tym, że i rynek się zmienił. - Od 2018-2019 roku mamy rynek popytowy w odróżnieniu od lat 2016-2017, gdzie musieliśmy obniżać znacząco ceny sprzedaży i pracować na maksymalnej wydajności, aby uzyskać próg rentowności - mówi.

Podwyżka cen energii nie przyniosła wysokich szkód, bo nie stanowią one znaczącego udziału w kosztach ogółem.

Dywidenda nie tak zaraz

Jest dobrze, ale jeszcze nie na tyle, żeby spółka już szykowała się do wypłaty dywidend. Ostatnią wypłaciła w 2012 roku.

- Skupiamy się na odbudowie kapitału pracującego. Jeżeli ten aspekt zostanie spełniony, to na pewno będziemy chcieli wypłacać dywidendę - informuje Salamon.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
07-11-2019

BrukarzTypowo PR-owy artykuł mający na celu odbudowanie wiarygodności wśród inwestorów , obiektywnie sytuacja spółki nie jest tak pozytywna lata zaniedbań w … Czytaj całość

07-11-2019

Brukarz GłogówMoim zdaniem produkty libet są naprawdę bardzo dobrej jakości. Szkoda tylko że libet nie dba o brukarzy którzy sprzedają ich produkty do klienta … Czytaj całość

07-11-2019

LeośKto pisze te pierdoły Libet oddawna nie ma żadnych szans z Polbrukiem, A dane wyssane z palca

Rozwiń komentarze (13)