Kryzys dostaw. Rękawiczki coraz droższe
Ceny jednorazowych rękawic ochronnych rosną, a ich dostępność w Polsce spada. Problem dotyczy głównie produktów importowanych z Azji. Powodem są zakłócenia w dostawach, drożejące surowce i transport, związane m.in. z napięciami na Bliskim Wschodzie.
Importowane z Malezji i Chin rękawice ochronne są coraz droższe i trudniej dostępne. W sklepach internetowych standardowa paczka kosztuje ok. 20 zł, ale popularne rozmiary często są wyprzedane. W hurtowniach ceny sięgają nawet 40 zł za opakowanie. Na dostawy trzeba czekać nawet kilka tygodni.
Braki potwierdzają zarówno hurtownicy, jak i placówki medyczne. Właścicielka kliniki w Szczecinie wskazuje, że ceny w ciągu kilku tygodni wzrosły o kilka złotych za paczkę. Największe problemy dotyczą mniejszych rozmiarów rękawic. Sytuacja jest podobna w wielu regionach kraju.
Zakłócenia w dostawach z Azji
Głównym powodem są przerwy w dostawach z Azji Południowo-Wschodniej. Wstrzymanie wysyłek z Malezji trwało nawet ponad sześć tygodni i obejmowało także zakontraktowane dostawy. Obecnie transporty są wznawiane, ale w ograniczonym zakresie. To powoduje wyraźną lukę podażową na rynku.
Zrezygnował z blisko 500 mln zł. Prezes Asseco wystąpi w "Biznes Klasie"
Organizacja Technomed wskazuje, że ceny surowców wzrosły w marcu o co najmniej 25 proc. Trend wzrostowy nadal się utrzymuje. Pierwsze większe dostawy mają dotrzeć do Polski dopiero za kilka tygodni. Do tego czasu napięcia cenowe mogą się utrzymać.
Na sytuację wpływają także czynniki globalne. Konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz podniosły ceny ropy i koszty transportu. To bezpośrednio przekłada się na produkcję rękawic, zwłaszcza nitrylowych. Surowce do ich wytwarzania pochodzą z przetwórstwa ropy.
Eksperci wskazują, że nitryl powstaje z takich związków jak butadien i akrylonitryl. Ich produkcja zależy od procesów rafineryjnych. Wzrost cen energii i transportu podnosi koszty całego łańcucha dostaw. To odczuwają końcowi odbiorcy.
Polska zależna od importu
Rękawice jednorazowe nie są produkowane w Polsce na dużą skalę. Rynek opiera się niemal w całości na imporcie, głównie z Malezji i Chin. Roczne zapotrzebowanie wynosi nawet 10 mln kartonów. Oznacza to konieczność stałego napływu towaru z zagranicy.
Próby uruchomienia produkcji w Europie okazały się trudne ekonomicznie. Wysokie koszty energii i pracy ograniczają konkurencyjność lokalnych zakładów. To sprawia, że rynek pozostaje podatny na globalne zakłócenia. Każdy problem logistyczny szybko przekłada się na ceny.
Mimo napięć część placówek medycznych nie odnotowuje problemów. Szpitale działające na podstawie długoterminowych umów deklarują stabilność dostaw i cen. Przykłady ze Szczecina czy Krakowa pokazują, że system zamówień publicznych zapewnia większe bezpieczeństwo. Sytuacja może jednak zmienić się przy kolejnych przetargach.
Instytucje państwowe nie odnotowały dotąd oficjalnych sygnałów o brakach. Ministerstwo Zdrowia i odpowiednie urzędy podkreślają, że rynek nadal funkcjonuje. Jednocześnie rosnące ceny i ograniczona dostępność są coraz bardziej widoczne. Problem najmocniej odczuwają mniejsze podmioty i sektor prywatny.
Źródło: PAP