Kuba otwiera się na kapitalizm. "Skala zmian pokazuje desperację" [OPINIA]

Dla Polski i Europy wydarzenia na Kubie są przede wszystkim przypomnieniem, że transformacja gospodarcza nie może opierać się wyłącznie na prywatyzacji – pisze dla money.pl Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. Na wyspie ogłoszono największą reformę od czasów Fidela Castro. Jest jednak drugie dno.

Piotr Arak, główny ekonomista Velo Banku, ocenia zmiany na KubiePiotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, ocenia zmiany na Kubie
Źródło zdjęć: © Getty Images, archiwum prywatne | Merten Snijders | ZipZapic.com, Piotr Arak
Piotr Arak

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Kuba ogłosiła największą reformę gospodarczą od czasu rewolucji Fidela Castro w 1959 r. Zgromadzenie Narodowe przyjęło pakiet aż 176 reform, które mają otworzyć gospodarkę na prywatny i zagraniczny kapitał. Wśród zmian znalazły się m.in.:

  • możliwość kupowania udziałów w przedsiębiorstwach państwowych,
  • liberalizacja sektora bankowego,
  • zniesienie limitu 100 pracowników dla prywatnych firm,
  • prawo do posiadania więcej niż jednej spółki,
  • otwarcie infrastruktury telekomunikacyjnej dla zagranicznych inwestorów.

To bez wątpienia największy jednorazowy pakiet liberalizacyjny w historii współczesnej Kuby. Dla porównania, reformy w Chinach pod koniec lat 70. zaczynały się od pojedynczych eksperymentów w rolnictwie, a wietnamskie reformy Doi Moi obejmowały zaledwie kilkanaście zmian. Hawana próbuje przeprowadzić w jednym akcie legislacyjnym reformy, które w innych krajach zajmowały kilkanaście lat.

Skala zmian pokazuje jednak przede wszystkim jedno: desperację. Jeszcze w zeszłym roku można było przeczytać w "Financial Times", jak towarzysze komuniści z Pekinu doradzali odejście Kubańczykom od komunistycznej ortodoksji, nie znajdując zrozumienia w Hawanie. Władza przyparta do muru zmieniła jednak zdanie.

Chaos i kryzys gospodarczy. Jak bogactwo zniszczyło Wenezuelę

Gospodarka w stanie zapaści

Kuba znajduje się dziś w najgłębszym kryzysie gospodarczym od upadku Związku Radzieckiego. Gospodarka skurczyła się o 11 proc. w czasie pandemii w 2020 r. i do dziś nie wróciła do poziomu sprzed kryzysu. Recesja trwa już trzeci rok z rzędu. W 2023 r. PKB spadł o 1,9 proc., w 2024 r. o kolejne 1,1 proc., a według szacunków kubańskich ekonomistów w 2025 r. gospodarka mogła skurczyć się nawet o 5 proc. Oznacza to, że od 2020 r. realny PKB Kuby zmniejszył się łącznie o ponad 15 proc. To wynik gorszy niż w większości państw Ameryki Łacińskiej i porównywalny jedynie z dotkniętym kataklizmem Haiti.

Jednocześnie inflacja pozostaje bardzo wysoka. Oficjalne dane mówią o wzroście cen o 31,7 proc. w 2023 r., 24,9 proc. w 2024 r. i 14,1 proc. w 2025 r. Niezależne ośrodki analityczne są jednak znacznie bardziej sceptyczne. Według ich szacunków rzeczywista inflacja, uwzględniająca dominujący na wyspie rynek nieformalny, nadal może sięgać trzycyfrowych wartości.

Skala dewaluacji pieniądza jest równie szokująca. Kuba funkcjonuje obecnie z trzema równoległymi kursami walutowymi – oficjalnym kursem 24 peso za dolara, kursem dla mieszkańców wynoszącym 120 peso i kursem przekraczającym 496 peso w specjalnym segmencie rynku walutowego. Tymczasem na rynku nieformalnym dolar kosztuje już ponad 560 peso.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynoszące 5,8 tys. peso jest dziś warte około 10–15 dolarów.

Kraj bez prądu i bez turystów

Kryzys gospodarczy ma bardzo konkretne konsekwencje dla codziennego życia. Deficyt energii elektrycznej powoduje przerwy w dostawach prądu sięgające nawet 20 godzin dziennie. Nie wspominając o częstych brakach ciepłej wody.

Jednocześnie załamała się turystyka, która przed pandemią odpowiadała za około 10 proc. PKB. W 2025 r. wyspę odwiedziło zaledwie 1,81 mln zagranicznych turystów – o 18 proc. mniej niż rok wcześniej i zaledwie 39 proc. rekordowego wyniku z 2018 r., kiedy Kubę odwiedziło 4,6 mln osób.

Liczba turystów z Niemiec spadła o prawie 50 proc., z Rosji o 29 proc., z Francji o 26 proc., a z Kanady – najważniejszego rynku dla kubańskiej turystyki – o ponad 12 proc.

Jeszcze bardziej spektakularny jest upadek przemysłu cukrowniczego. Produkcja cukru, będącego przez dziesięciolecia symbolem kubańskiej gospodarki, spadła do zaledwie 126 tys. ton w sezonie 2024–2025. Jeszcze kilka lat temu wynosiła ponad milion ton rocznie.

Dopełnieniem tego obrazu jest exodus 1,5 mln Kubańczyków, którzy w ostatnich latach wyjechali z kraju w poszukiwaniu lepszej przyszłości, trafiając nawet do tak odległych zakątków świata jak Polska.

Reformy bez instytucji

Największym problemem Kuby nie jest jednak sama gospodarka, ale brak instytucji, które mogłyby zagwarantować powodzenie reform. Władze w Hawanie wyraźnie podkreślają, że liberalizacja gospodarcza nie oznacza zmian politycznych. Nie będzie reform konstytucyjnych, wielopartyjności, niezależnego sądownictwa ani wolnych mediów. To właśnie tutaj kryje się największe ryzyko.

Historia transformacji gospodarczych pokazuje, że prywatyzacja bez silnych instytucji bardzo często prowadzi do powstania oligarchii, a nie konkurencyjnego kapitalizmu. Rosja lat 90. jest najlepszym przykładem. Bez gwarancji prawnych zagraniczni inwestorzy mogą mieć poważne wątpliwości, czy ich własność będzie odpowiednio chroniona.

Kuba dodatkowo ma za sobą historię wywłaszczeń z przełomu lat 50. i 60., a także wieloletnie ograniczenia wobec sektora prywatnego. Jeszcze w 2024 r. rząd zaostrzał regulacje i wprowadzał limity cen, by już dwa lata później ogłosić szeroką liberalizację.

Presja Trumpa

Moment ogłoszenia reform również nie wydaje się przypadkowy. Administracja Donalda Trumpa znacząco zwiększyła presję gospodarczą na Kubę. Sankcje wobec zagranicznych firm prowadzących interesy z Hawaną oraz ograniczenie dostaw ropy doprowadziły do pogłębienia kryzysu energetycznego i finansowego.

W praktyce kubańskie władze stanęły przed wyborem: albo częściowe otwarcie gospodarki, albo dalsza zapaść ekonomiczna. Dlatego trudno uznać reformy za w pełni autonomiczną decyzję Hawany. Są one raczej odpowiedzią na kryzys i próbą wynegocjowania nowego otwarcia w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi.

Czy inwestorzy przyjdą?

Potencjalnych okazji inwestycyjnych nie brakuje. Kuba ma dobre warunki dla rozwoju energetyki słonecznej, rozwinięty sektor biotechnologiczny i farmaceutyczny oraz duży potencjał turystyczny.

Rząd zapowiedział inwestycje w odnawialne źródła energii o wartości 1,5 mld dolarów. Sektor medyczny i biotechnologiczny pozostaje jednym z niewielu obszarów gospodarki, które funkcjonowały stosunkowo dobrze nawet w okresie sankcji. Ale ryzyko pozostaje ogromne.

Trzy różne kursy walutowe, brak rządów prawa, wysokie zadłużenie i amerykańskie sankcje sprawiają, że napływ zagranicznego kapitału może okazać się znacznie mniejszy od oczekiwań władz.

Lekcja dla Europy

Dla Polski i Europy wydarzenia na Kubie są przede wszystkim przypomnieniem, że transformacja gospodarcza nie może opierać się wyłącznie na prywatyzacji. Potrzebne są instytucje, niezależne sądy i przewidywalne reguły gry. Bez nich liberalizacja może stać się jedynie zmianą fasady.

Kuba stoi dziś przed historyczną szansą, ale równie dobrze może powtórzyć błędy wielu państw, które próbowały budować kapitalizm bez państwa prawa. A wtedy największa reforma od rewolucji Castro pozostanie jedynie szansą na grabież.

Wybrane dla Ciebie