Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Ratajczak
Mateusz Ratajczak
|

Liczba zakażeń spada, liczba zgonów nie. 2021 zaczyna się tak samo źle, jak się kończył 2020

843
Podziel się:

Wystarczyły pierwsze trzy tygodnie roku, by polskie urzędy stanu cywilnego wystawiły 33,3 tys. aktów zgonu. Choć 2021 rok dopiero się zaczął, liczba zgonów - w stosunku do poprzednich lat - już wynosi 8,5 tys. więcej. Epidemia koronawirusa wciąż zabija Polaków. I wcale nie zwolniła.

Liczba zakażeń spada, liczba zgonów nie. 2021 zaczyna się tak samo źle, jak się kończył 2020
Koronawirus wciąż zabija Polaków. Początek roku przyniósł już 8,5 tys. zgonów więcej niż w analogicznym czasie w poprzednich latach. (PAP, PAP, EPA)

11 tys. Polaków umiera każdego tygodnia. Dokładnie po tyle aktów zgonu w 2021 roku wystawiały tydzień w tydzień urzędy stanu cywilnego w całym kraju. Polacy umierają z powodu chorób, wypadków lub po prostu z przyczyn naturalnych.

Zwykle każdy tydzień przynosi od 7 do 8 tys. wystawionych aktów zgonu. "Zwykle" to jednak określenie na czas przed epidemią koronawirusa.

Jak wynika z danych zawartych w państwowym rejestrze Urzędów Stanu Cywilnego, w ciągu pierwszych trzech tygodni roku (czyli od 1 do 24 stycznia, to najświeższe dane) zmarło w Polsce ponad 33 tys. osób. W ubiegłym roku, w tym samym czasie, było blisko 9 tys. zgonów mniej. Rok wcześniej? Zgonów w ciągu pierwszych trzech tygodni roku było o około 7 tys. mniej.

Jak już pisaliśmy w money.pl, w 2020 roku urzędy wystawiły o 70 tys. aktów zgonów więcej niż rok wcześniej.

Nowy rok nie przyniósł jednak znacznych zmian. W ostatnich tygodniach 2020 roku umierało dokładnie tyle samo osób, co w kolejnych tygodniach 2021 roku. Pod względem liczby zgonów sytuacja nie wróciła do normy. Epidemia wciąż trwa. I wciąż zabija Polaków.

A warto wiedzieć, że koronawirus zabija bezpośrednio - przez wirusa i chorobę, którą wywołuje, ale też pośrednio. Przez skupioną na jednym temacie służbę zdrowia, trudniejszy lub niemożliwy dostęp do lekarzy, mniej badań specjalistycznych i diagnostyki nowotworów lub po prostu przez strach przed medykami i wizytami w szpitalach.

To właśnie statystyki zgonów najlepiej pokazują skalę epidemii w danym kraju. Powód jest prosty. W żadnym stopniu liczby wystawionych aktów zgonu nie zależą od liczby przeprowadzonych testów. Pokazują pełen obraz umieralności w Polsce.

Poniżej prezentujemy dane dotyczące umieralności Polaków w poszczególnych tygodniach roku. Są tutaj dane dotyczące ostatniej dekady oraz średniej z tego okresu.

Jeżeli taka sytuacja będzie utrzymywać się do końca pierwszego kwartału tego roku - liczba "dodatkowych" zgonów wyniesie 36 tys. Łącznie do tego czasu umrze ponad 135 tys. osób (podczas gdy zwykle było to około 95 tys.). Warto przy tym dodać, że im więcej osób jest zaszczepionych wśród seniorów, tym niższy powinien być odsetek zgonów. Jak wynika z danych w państwowych rejestrach, to właśnie wśród osób najstarszych jest najwięcej zgonów.

Przyczyny zgonu nie są określone w danych - ale trudno sytuacji nie wiązać z trwającą właśnie walką z wirusem. Jednocześnie warto zaznaczyć, że nie każdy dodatkowy zgon to wina koronawirusa w organizmie. Wina epidemii jest jednak bezsprzeczna. I tak, część z dodatkowych ofiar miała niewykrytego wirusa. Ile osób? Tego z danych już nie wyczytamy.

Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że od kilkunastu tygodni liczba zakażeń przestała być skorelowana z liczbą zgonów. Do tej pory wzrost liczby zakażeń powodował wzrost liczby zgonów po mniej więcej 10-14 dniach. Jednocześnie spadek liczby zakażeń oznaczał spadek liczby zgonów z powodu COVID-19 i chorób współistniejących.

Jak wynika z oficjalnych danych, liczba zakażeń znacznie spadła, jednak liczba zgonów utrzymuje się na wysokim poziomie. W tej chwili Ministerstwo Zdrowia informuje o około 6-7 tys. zakażeń każdego dnia i niemal 400 zgonach. Prof. Andrzej Horban przekonuje, że to konsekwencja świątecznych wyjazdów Polaków. Imprezy rodzinne - pomimo ograniczeń - się odbywały. W efekcie wirus musiałby dotknąć o wiele większą grupę seniorów. To podniosłoby tak znacznie śmiertelność.

Na taką sytuację składają się jednak jeszcze inne czynniki (i wzajemnie się nie wykluczają).

Bardzo możliwe, że spora grupa Polaków po prostu nie ma zamiaru się testować. Mają część objawów, nie są one na tyle dokuczliwe, że wymagają hospitalizacji, więc po testy takie osoby się po prostu nie wybierają. A do tego część osób w złym stanie może wcale nie wybierać się po pomoc. Do lekarza trafiają za późno, gdy o pomoc jest już trudno.

O to, by nie leczyć się bez opieki lekarza, apelował wielokrotnie minister zdrowia Adam Niedzielski. Między innymi w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski zwracał uwagę, że wynajem lub kupowanie koncentratorów tlenu (sprzętu ułatwiającego oddychanie) może przynieść fatalne skutki. Dlaczego? Łatwo nie zauważyć znacznego pogorszenia stanu zdrowia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(843)
Kaśka
2 lata temu
jak wysłaliście dzieci 1-3 do szkoły to efekt jest
WERT
2 lata temu
Służba zdrowia jest niedostępna i stąd te przedwczesne zgony. Swoją drogą może właśnie o to chodzi autorom.
WHO
2 lata temu
To są efekty zamkniętych POZ
WHO
2 lata temu
Wirus nie zabija tylko inne zgony przypisywane covid 19
GOŚĆ
2 lata temu
Nie spada liczba zakażeń. Jak jeszcze zmniejszymy ilość testów to nam wyjdzie że epidemii już nie ma, a ludzie umierają ze zwykłej złośliwości.
...
Następna strona