Maszyniści grzmią po wypadku. "Politycy znali problem i nic nie zrobili"

Po serii wypadków na kolei rząd zapowiedział surowsze kary dla kierowców, którzy stwarzają zagrożenie dla ruchu na torach. Kolejowi związkowcy twierdzą, że to słuszny krok, ale dla poprawy bezpieczeństwa potrzeba więcej działań. – Jest nas za mało, a wynagrodzenia nie w pełni odzwierciedlają poziom naszej odpowiedzialności – komentują dla money.pl.

Prace w miejscu wykolejenia pociągu w miejscowości Sokolniki Suche, 10 wrześniaPrace w miejscu wykolejenia pociągu w miejscowości Sokolniki Suche, 10 września
Źródło zdjęć: © PAP | Piotr Nowak
Tomasz Setta

Związkowcy zapowiedzieli na piątek akcję protestacyjną. Maszyniści w całej Polsce mają zwalniać na przejazdach drogowo-kolejowych do bezpiecznej prędkości 20 km/h. To odpowiedź na serię wypadków z ostatnich dni, w tym na środową katastrofę w Sokolnikach Suchych koło Przysuchy, gdzie samochód ciężarowy wjechał w pociąg osobowy relacji Lublin-Szczecin.

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak ocenił, że taka forma protestu jest jego zdaniem zbyt radykalna, bo uderza bezpośrednio w pasażerów. Pojawiły się też głosy, że to "strzał w stopę", który może zniechęcić część osób do podróżowania koleją.

– Prawdziwym "strzałem w stopę" jest sytuacja, w której ktoś wsiada do pociągu, a potem ginie w wypadku lub jest ranny i nie dojeżdża do miejsca docelowego. To jest problem, z którym musimy się zmierzyć – odpowiada w rozmowie z money.pl Leszek Miętek, szef Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce.


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Można inwestować miliardy złotych w nowy tabor, lepszą infrastrukturę i piękne dworce, ale na kolei powinno być przede wszystkim bezpiecznie. Występowaliśmy już w tej sprawie wielokrotnie. Pisaliśmy petycje, organizowaliśmy pikiety, ale nie doczekaliśmy się odpowiedzi – komentuje nasz rozmówca.

– Nasz apel dotyczący piątkowej akcji jest skierowany do wszystkich maszynistów, nie tylko do związkowców, bo problem dotyczy każdego z nas – podkreśla. – Mamy bardzo pozytywny odzew ze wszystkich regionów i liczę na powszechny udział pracowników. Proszę też pamiętać, że pociągi jeżdżą jeden za drugim: jeśli jeden maszynista ograniczy prędkość, to kolejny też będzie musiał zwolnić – dodaje Leszek Miętek.

Surowsze kary dla kierowców? To za mało

W reakcji na środowy wypadek premier Donald Tusk zapowiedział już pilną zmianę przepisów. Chodzi o surowsze kary dla kierowców, którzy wjadą na przejazd kolejowy na czerwonym świetle. Jak poinformował minister infrastruktury Dariusz Klimczak, w grę wchodzi między innymi utrata prawa jazdy na trzy miesiące.

– Szkoda, że na decyzję pana premiera w tej sprawie trzeba było czekać aż do tego tragicznego wypadku – nie kryje rozczarowania Leszek Miętek. – My zgłaszaliśmy takie postulaty już dwa-trzy lata temu, chociażby w trakcie posiedzenia sejmowej komisji infrastruktury. Parlamentarzyści znali problem, ministerstwo też, tylko nikt z tym nic nie zrobił – dodaje szef związkowców.

Jak tłumaczy, rządowe zapowiedzi to krok w dobrą stronę, ale konieczne są też dodatkowe działania. – Potrzebujemy również wykorzystania kamer, które pozwolą na identyfikację osób łamiących przepisy ruchu drogowego. Takie urządzenia już są, ale brakuje odpowiednich rozwiązań prawnych, które umożliwią wyciąganie konsekwencji wobec kierowców – tłumaczy w rozmowie z money.pl Leszek Miętek.

Podobnie uważa w rozmowie z money.pl wiceszef związku Daniel Biernacik. – Jeszcze przed wakacjami rozmawialiśmy o tym na komisji infrastruktury. Resort przedstawiał wtedy takie rozwiązania technologiczne, jak pętle indukcyjne czy dodatkowe urządzenia sygnalizacyjne – wylicza.

Wiemy też, że już dzisiaj mamy zamontowany na ok. 10 przejazdach system Red Light, automatycznie informujący o złamaniu przepisów ruchu drogowego przez kierowcę. Tyle że 10 urządzeń ustawionych testowo to zdecydowanie za mało w skali całego kraju, gdzie mamy w sumie ponad 10 tys. przejazdów kolejowo-drogowych – wyjaśnia Daniel Biernacik.

Maszynistów jest za mało. "Luka pokoleniowa"

Nasz rozmówca dodaje, że problemów jest więcej i nie wszystkie dotyczą systemowych zabezpieczeń. – Jest nas za mało. Luka pokoleniowa, która wystąpiła w naszym zawodzie na przełomie wieków, jest na tyle duża, że trudno dziś przywrócić stan zatrudnienia do optymalnych poziomów. Maszyniści nie mogą przez to powiedzieć, że ich praca jest na tyle komfortowa, że nie występują przeciążenia związane z grafikiem pracy – mówi nam Biernacki.

Do tego dochodzi również kwestia wynagrodzeń. – Skłamałbym, gdybym powiedział, że maszyniści zarabiają bardzo źle. Natomiast jeśli zestawimy ze sobą odpowiedzialność, jaką bierzemy każdego dnia za bezcenne życie i zdrowie tysięcy pasażerów, ale też za powierzone nam mienie, to muszę zdecydowanie stwierdzić, że zarobki maszynistów powinny być wyższe – komentuje wiceszef związkowców.

Oczywiście, wszystko zależy od danego przedsiębiorstwa kolejowego, od rodzaju pracy i tego, czy mówimy o transporcie pasażerskim, czy towarowym. Niestety, mamy wciąż przykłady firm, które nadużywają regulacji dotyczących czasu pracy i prowadzą wobec maszynistów praktyki, które nie przystoją cywilizowanym firmom w XXI wieku. To wciąż spory problem, z którym staramy się walczyć jako związki zawodowe – stwierdza Daniel Biernacik.

Podkreśla przy tym, że to tylko część większej układanki. Najważniejszym elementem pozostają w pełni sprawne systemy wczesnego ostrzegania. To chociażby "trzeci sygnał", czyli komunikat radiowy, który pojawia się wewnątrz pojazdu w trakcie zbliżania się do torów lub system detekcji na podczerwień, wykrywający na przejazdach ludzi lub samochody. - Niestety, ciągle brakuje decyzji, ale też pieniędzy na to, by takie nowoczesne rozwiązania upowszechnić na polskich torach – ocenia związkowiec.

Oczywiście, nigdy nie ma też gwarancji, że taka informacja pozwoli zapobiec każdemu wypadkowi. Ale z pewnością dałoby to więcej czasu na reakcję zarówno maszyniście, jak i kierowcy. Pamiętajmy, że masa pociągu i jego prędkość są tak duże, że kiedy maszynista dostrzeże zagrożenie, to praktycznie zawsze jest już za późno. Z fizyką nie ma żartów, ona jest tu nieubłagana – mówi wiceszef Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce.

Wybrane dla Ciebie