Ponad 100 mld euro w osiem lat. Dziennikarz o kontrakcie Niemiec z Gazpromem
Od 2014 r. do 2022 r. niemieckie przedsiębiorstwa przelały do Rosji około 104 mld euro za gaz ziemny – twierdzi w rozmowie z Polską Agencją Prasową Steffen Dobbert, współautor książki o biegnącym z Rosji do Niemiec gazociągu Nord Stream.
- Już ponad rok temu informatorzy, z którymi rozmawialiśmy, zbierając materiał do książki, twierdzili, że rozważa się wykorzystanie Nord Streamu 2 w procesie pokojowym i że jest zainteresowanie, by jakoś spożytkować te zalegające na dnie Bałtyku i warte miliardy euro rury. Natomiast nowością są osobliwe starania nowej amerykańskiej administracji, żeby zmusić Ukrainę do kapitulacji, bo trudno to nazwać inaczej - tak Dobbert odpowiada na prośbę PAP o komentarz ws. ubiegłotygodniowych doniesień dziennika "Financial Times".
"FT" podał, że Matthias Warnig, były szpieg Stasi i przyjaciel Władimira Putina, pracuje na rzecz wznowienia działań rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2, rzekomo przy wsparciu amerykańskich inwestorów. Niemiecki "Bild" równolegle informował, że w szwajcarskim Steinhausen, siedzibie firmy obsługującej NS2, odbyły się spotkania ważnych aktorów obu stron - USA i Rosji.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Odcinek 6 - Analizuj, nie zgaduj - wykorzystanie danych w strategii marketingowej.
Przypomnijmy, że we wrześniu 2022 roku została uszkodzona jedna z dwóch nitek NS2 (który nie został nigdy uruchomiony, bo powstał na krótko przed rosyjską inwazją na Ukrainę), a także obie nitki zbudowanego wcześniej Nord Stream 1.
- Samą możliwość uruchomienia Nord Streamu, zarówno krótko-, jak i średnioterminowo, uważam w tym momencie za politycznie nierealną. Komisja Europejska i przyszły niemiecki rząd nie mogą ani w reakcji na wojnę Putina, ani na zachowanie Donalda Trumpa, przyzwolić na wskrzeszenie nitek Gazpromu - mówi w wywiadzie dla PAP Steffen Dobbert, współautor książki "Nord Stream. Wie Deutschland Putins Krieg bezahlt" ("Nord Stream. Jak Niemcy płacą za wojnę Putina").
- Co się tyczy Matthiasa Warniga, kilka tygodni temu spotkałem go. Warnig, jako były wysoki rangą szpieg Stasi pracujący dla NRD za granicą i jako CEO spółek Nord Stream 1 i 2, zna się na cichym planowaniu transakcji. Twierdzi on, że nic nie wie o rzekomo planowanym uruchomieniu gazociągów. Taki był jego oficjalny komunikat - dodaje.
- Możliwe, że amerykańscy biznesmeni z otoczenia prezydenta Trumpa próbują zrobić interes na tych rurach. Równie możliwe jest powiązanie tego interesu ze staraniami prezydenta Trumpa o jak najszybsze zawarcie tak zwanego pokoju, który ja nazwałbym raczej pokojowym dyktatem. Obie ewentualności powinny się spotkać z mocną reakcją Unii Europejskiej, od której teraz będzie wiele zależeć. Unii Europejskiej, czyli również od nowego rządu niemieckiego i rządu w Polsce, która musi wesprzeć Ukrainę. Jednocześnie państwa członkowskie wspólnoty nie mogą dopuścić do powtórki tego, co mieliśmy od początku wojny w 2014 roku, a mianowicie, że wpływy z zakupu rosyjskiego gazu przez europejskie firmy napełnią kasy Kremla, umożliwiając Putinowi dalsze finansowanie wojny - twierdzi Dobbert.
Przypomnijmy, w ubiegłym tygodniu rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen powiedziała, że Nord Stream 2 nie jest projektem leżącym we wspólnym interesie Unii Europejskiej. - Nie dywersyfikuje on wykorzystania źródeł energii - powiedziała rzeczniczka, przypominając, że Nord Stream 2 nigdy nie został uruchomiony. Itkonen dodała także, że jeśli gazociąg kiedykolwiek zostałby jednak uruchomiony, to musiałby funkcjonować zgodnie z odpowiednimi przepisami międzynarodowymi i europejskimi.
Z kolei "Bild" napisał, że Niemcy badają, jakimi środkami mogą zapobiec ewentualnej decyzji o reaktywacji Nord Stream 2, gdyby USA i Rosja chciały ją podjąć ponad ich głowami. Gazeta zacytowała stanowisko ministerstwa gospodarki, które stwierdza, że niezależność od rosyjskiego gazu ma dla niemieckiego rządu strategiczne znaczenie z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa i rząd tego się trzyma.
Obecnie Niemcy nie sprowadzają już rurociągami gazu z Rosji, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę uruchomili trzy pływające terminale LNG, budują też pierwszą taką instalację na lądzie.
Naprawa Nord Streamów? "Technicznie możliwe"
Dobbert ocenia, że naprawienie i ponowne uruchomienie gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2 jest technicznie możliwe. - Według naszych źródeł już nawet podliczono ewentualny koszt naprawy gazociągów. W zestawieniu z całkowitym kosztem projektu byłby to stosunkowo mały wydatek. Wrócę jednak do tego, co stanowi przesłanie naszej książki: dopóki rządzi Władimir Putin, nie wolno wskrzesić Nord Streamu. Chodzi o bezpieczeństwo - zaznacza.
- W książce pokazujemy, jak katastrofalne skutki w odniesieniu do wojny w Ukrainie miał Nord Stream 1 i należy wyciągnąć z tego wnioski. Jedynym scenariuszem, w jakim mógłbym sobie wyobrazić powrót do Nord Streamów, byłaby kapitulacja imperium rosyjskiego w wojnie z Ukrainą i nastanie nowego, demokratycznego przywództwa w Moskwie - dodaje.
Ocenia również, że "dla Rosji Bałtyk jest częścią obszaru działań wojennych". - Świadczą o tym liczne zamachy na podwodne kable i instalacje gazowe. Do tej pory państwa nadbałtyckie - przede wszystkim Dania, Niemcy, Polska i państwa bałtyckie, czyli kraje będące członkami NATO - aby nie eskalować sytuacji, nie uznawały tych zamachów za ataki wojenne wymierzone w ich infrastrukturę krytyczną. Musimy jednak zrozumieć, że rosyjska wojna hybrydowa ma właśnie na celu szerzenie strachu i eskalację. Zarazem jest tajna, a więc Putin nigdzie otwarcie nie ogłosi, że wykorzystuje Nord Stream 1 i 2 jako narzędzie do prowadzenia wojny i działań szpiegowskich - twierdzi.
- W związku z tym, że wojnę hybrydową prowadzi się w ukryciu, istnieje ogromna potrzeba wyjaśnienia jej mechanizmów społeczeństwu. Wtedy ludzie zrozumieją, że taki gazociąg nie jest wyłącznie "projektem czysto biznesowym". Nord Stream użyto bowiem jako broni - mówi.
Dziennikarz: ponad 100 mld euro dla Gazpromu w 8 lat
Jak twierdzi, dzięki informatorom mógł dotrzeć do danych umożliwiających wyliczenie, ile na kontrakcie gazowym z Niemcami zarabiała Rosja. - Była to, jak ktoś nam powiedział, jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic uniwersum Gazpromu. Ten ostatni miał inne oferty cenowe dla Niemiec, inne dla Ukrainy, a jeszcze inne dla pozostałych państw. Tym sposobem gaz ziemny stał się bronią wykorzystywaną przez Kreml do szantażu. Kwoty nas zszokowały - komentuje.
- Od początku wojny w Ukrainie, od 2014 r. do 2022 r., niemieckie przedsiębiorstwa przelały do Rosji około 104 mld euro za gaz ziemny, czyli więcej niż Olaf Scholz przeznaczył na specjalny fundusz wsparcia Bundeswehry w momencie ogłoszenia projektu Zeitenwende 24 lutego 2022 roku - wylicza Dobbert.
- Ta kwota zawiera wyłącznie opłaty za gaz ziemny. Oprócz nich wysokie kwoty przeznaczono również na zakup rosyjskiego węgla i ropy. Są to pieniądze, które Kreml mógł wykorzystać na finansowanie wojny. W ten sposób można było pokryć nawet jedną trzecią rosyjskich wydatków militarnych w ciągu każdego roku prowadzenia wojny - dodaje.
- Wojna w Ukrainie ostatecznie rozstrzygnie się w oparciu o aspekty gospodarcze. W tym kontekście rodzi się pytanie, dlaczego przez te wszystkie lata tak kurczowo trzymano się tych transakcji. Zwłaszcza, że istniały inne możliwości, np. rozbudowa energii odnawialnych i terminali LNG, tak jak to zrobiła Polska. A wielką zaletą terminali jest to, że krótkoterminowo można zmienić dostawcę i w ten sposób nie popaść uzależnienie od jednego źródła. Alternatywy zatem były. W książce zaś opisujemy system strategicznej korupcji, która doprowadziła do tego, że niemieckie firmy i niemiecka opinia publiczna były przekonane o niezbędności rosyjskiego gazu - mówi.
Na uwagę, że to właśnie dzięki niskim cenom rosyjskich surowców gospodarka Niemiec była praktycznie bezkonkurencyjna, Dobbert odpowiada, że "to cyniczny argument".
- Już z samych tylko względów bezpieczeństwa Niemcy nie powinny popaść w uzależnienie od jednego dostawcy. A już z pewnością nie od takiego jak Rosja, który prowadził wojnę w Czeczenii oraz Gruzji i wciąż prowadzi wojnę w Ukrainie. W niektórych latach Niemcy były nawet w ponad 60 proc. zależne od dostaw rosyjskiego gazu. To był ogromny błąd. Patrząc zarówno pod kątem tradycyjnego bezpieczeństwa, jak i bezpieczeństwa energetycznego, surowcowe uzależnienie się Niemiec od Rosji jest największym skandalem powojennych Niemiec - kwituje.