Napięcie w Cieśninie Ormuz. "Żaden statek nie przepłynie"
Statki przepływające w rejonie Cieśniny Ormuz otrzymują komunikaty radiowe od irańskich Strażników Rewolucyjnych z informacją, że "żaden statek nie może przepłynąć" przez ten akwen – przekazał przedstawiciel unijnej misji morskiej Aspides. Teheran nie potwierdził formalnie takich działań - opisuje Reuters.
Przedstawiciel unijnej misji morskiej Aspides poinformował w sobotę, że jednostki pływające w rejonie Cieśniny Ormuz odbierają przez radio VHF komunikaty nadawane przez Strażników Rewolucji Iranu. W przekazach tych ma pojawiać się informacja, że "żaden statek nie może przepłynąć przez Cieśninę Ormuz".
O sprawie poinformowała agencja Reutersa, powołując się na urzędnika rozmawiającego pod warunkiem zachowania anonimowości. Jak zaznaczył, Iran nie ogłosił oficjalnie żadnej decyzji o zamknięciu tego szlaku - opisuje Reuters.
Teheran od lat zapowiada, że w razie ataku na Islamską Republikę może zdecydować się na zablokowanie tego wąskiego przejścia morskiego. Na razie jednak – jak wynika z informacji przekazanych Reutersowi – nie ma formalnego potwierdzenia wprowadzenia takiego zakazu.
Możliwa blokada Cieśniny Ormuz. Co z cenami LNG? Ekspert: rynki wykorzystują sytuację
Tankowce zawracają
Jak z kolei podaje Bloomberg, coraz więcej tankowców z ropą i gazem rezygnuje z przepłynięcia przez Cieśninę Ormuz. Część jednostek oczekuje przed wejściem do cieśniny, a niektóre statki, które już rozpoczęły tranzyt, zawróciły.
Bloomberg potwierdza, że załogi statków informowały o odebraniu komunikatu radiowego, który miał pochodzić od irańskiej marynarki wojennej i zawierał informację o zakazie żeglugi przez Ormuz. Wcześniej władze USA ostrzegły jednostki operujące na Bliskim Wschodzie, by zachowały dystans co najmniej 30 mil morskich od amerykańskich zasobów wojskowych.
Dane z systemów monitorujących ruch statków wskazują, że część tankowców zmieniła kurs. Jak przekazała osoba znająca sprawę, przynajmniej jeden armator zrezygnował z wysłania swojego statku do cieśniny po emisji komunikatu. Jednocześnie ruch nie został całkowicie wstrzymany – według danych zebranych przez Bloomberga po wydaniu ostrzeżeń siedem jednostek opuściło Ormuz, a sześć do niego wpłynęło.
Już wcześniej Bloomberg informował, że tankowce zaczęły gromadzić się zarówno wewnątrz cieśniny, jak i przy jej wejściu.
Japoński armator Nippon Yusen KK polecił swojej flocie unikanie trasy przez Ormuz. Po odebraniu informacji o zamknięciu Cieśniny Ormuz greckie ministerstwo żeglugi zaleciło w sobotę załogom statków pływających pod banderą Grecji zachowanie maksymalnej czujności i unikanie Zatoki Perskiej, Zatoki Omańskiej i Cieśniny Ormuz. Podobne zalecenie wydały władze brytyjskie.
- Statki, które już znajdują się w zagrożonym działaniami wojennymi rejonie, najprawdopodobniej będą szukać schronienia na wodach państw neutralnych, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar, a niektóre wręcz opuszczą ten obszar – uznał Jakob Larsen, dyrektor ds. bezpieczeństwa i ochrony w największym na świecie stowarzyszeniu żeglugowym BIMCO.
Według danych obserwacyjnych tankowce zaczęły zatrzymywać się po obu stronach Ormuz. Trzy jednostki przerwały rejsy wychodzące z Zatoki Perskiej, a w rejonie Zatoki Omańskiej w ciągu ostatnich dwóch tygodni utworzyła się grupa co najmniej ośmiu oczekujących tankowców. Niektóre statki zawracają w trakcie przepływu przez cieśninę.
Dlaczego Cieśnina Ormuz ma tak duże znaczenie?
Cieśnina Ormuz to wąskie przejście morskie łączące Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim. Od północy graniczy z Iranem, a od południa z Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Omanem. To jedyna droga wyjścia z Zatoki Perskiej na otwarte wody, dlatego ma fundamentalne znaczenie dla globalnego handlu surowcami.
W 2024 r. każdego dnia przepływało tędy około 20 mln baryłek ropy, co odpowiada niemal jednej piątej światowej podaży. Szlak ten odgrywa także kluczową rolę w transporcie skroplonego gazu ziemnego, zwłaszcza z Kataru.
Zdecydowana część surowca kierowana jest do Azji – przede wszystkim do Chin, Indii, Japonii i Korei Południowej. To właśnie te gospodarki najmocniej odczułyby ewentualne zakłócenia. Skutki blokady dotknęłyby także państwa regionu Zatoki Perskiej, takie jak Kuwejt, Bahrajn czy Katar, które nie dysponują alternatywnymi, równie efektywnymi trasami eksportowymi omijającymi Ormuz.
Jak wskazywał Dawid Czopek, mimo zmian na globalnym rynku energii, w tym rozwoju wydobycia łupkowego, Bliski Wschód pozostaje kluczowym regionem produkcji ropy. Infrastruktura rurociągowa pozwalająca ominąć cieśninę jest ograniczona i nie zastąpi w pełni transportu morskiego.
W ocenie eksperta doświadczenia historyczne pokazują, że zamknięcie tego korytarza mogłoby wywołać gwałtowną reakcję cenową. Według przytaczanych przez niego szacunków baryłka ropy mogłaby zdrożeć nawet do 150 dol. Przy założeniu niezmienności innych czynników – takich jak kursy walut i poziom podatków – oznaczałoby to potencjalny wzrost cen paliw w Polsce do około 10 zł za litr.
Nie tylko ropa. Ryzyko dla rynku gazu
Czopek zwrócił również uwagę na aspekt często pomijany w publicznej dyskusji – rynek gazu. Katar jest jednym z największych eksporterów LNG, a jego transport również odbywa się przez Cieśninę Ormuz. Dla Europy, która po ograniczeniu dostaw z Rosji w dużej mierze oparła swoje bezpieczeństwo energetyczne na imporcie LNG, ma to istotne znaczenie.
Zarządzający Polaris FIZ podkreślił, że po sezonie zimowym poziom zapełnienia europejskich magazynów gazu jest wyraźnie niższy. Wstrzymanie dostaw z Kataru mogłoby więc przełożyć się na silny wzrost cen energii elektrycznej w Europie – podobnie jak miało to miejsce po wybuchu wojny w Ukrainie.
Źródło: Reuters, Bloomberg, money.pl