Świat patrzy na Ormuz. Iran może uderzyć w światowy handel ropą
Amerykańsko-izraelski atak na Iran przenosi napięcia na Cieśninę Ormuz – strategiczny szlak, którym płynie jedna czwarta morskiego handlu ropą. Ewentualne zakłócenia mogłyby natychmiast odbić się na cenach energii i stabilności globalnej gospodarki.
Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o przeprowadzeniu ataku na Iran – po nieudanych negocjacjach dotyczących ograniczenia programu nuklearnego – nie kończy napięć, lecz przenosi je w inne miejsce. Jak opisuje Bloomberg, dla Teheranu jedną z najbardziej realnych form odwetu może być nie bezpośrednia odpowiedź militarna, lecz wykorzystanie swojej pozycji w jednym z kluczowych punktów światowego systemu energetycznego: Cieśninie Ormuz. To tam krzyżują się interesy największych eksporterów ropy i największych odbiorców energii, a każde zakłócenie ma potencjał, by wywołać reakcję łańcuchową na globalnych rynkach.
Znaczenie cieśniny trudno przecenić. Według danych przywoływanych przez Bloomberg w 2025 r. przepływało nią średnio 16,7 mln baryłek ropy i kondensatu dziennie. To nie jest marginalny szlak transportowy, lecz arteria, przez którą ropa z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Iranu trafia przede wszystkim do Azji, ale także do Europy i Stanów Zjednoczonych. W praktyce oznacza to, że każda destabilizacja w Ormuz może natychmiast odbić się na globalnych cenach energii.
Jedyna droga dla wielu eksporterów
Jak podkreśla Bloomberg, większość państw Zatoki Perskiej nie dysponuje alternatywną trasą morską dla eksportu ropy. O ile Arabia Saudyjska czy ZEA mają ograniczone możliwości ominięcia cieśniny dzięki rurociągom, o tyle dla takich państw jak Kuwejt, Katar czy Bahrajn Ormuz pozostaje jedyną drogą wyjścia na światowe rynki. Nawet Irak, który dysponuje rurociągiem prowadzącym przez Turcję do Morza Śródziemnego, wykorzystuje go głównie dla złóż północnych – zdecydowana większość eksportu i tak trafia na tankowce w Basrze i przechodzi przez cieśninę.
Stawka rośnie jeszcze bardziej, gdy uwzględni się rynek gazu. W 2025 r. niemal jedna piąta światowych dostaw LNG – przede wszystkim z Kataru – przepłynęła właśnie przez Ormuz. W praktyce oznacza to, że ewentualne zakłócenia nie ograniczałyby się wyłącznie do rynku ropy, lecz objęłyby także handel skroplonym gazem, który odgrywa coraz większą rolę w globalnym miksie energetycznym.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Wąskie gardło, które łatwo zakłócić
Geografia cieśniny sprawia, że jej znaczenie idzie w parze z podatnością na destabilizację. Najwęższy odcinek liczy zaledwie 34 kilometry szerokości, a same pasy żeglugowe w obu kierunkach mają po około trzy kilometry. Niewielka głębokość wód zwiększa ryzyko wykorzystania min morskich, a bliskość irańskiego wybrzeża umożliwia prowadzenie działań z lądu – zarówno przy użyciu rakiet, jak i dronów czy niewielkich jednostek patrolowych. Cieśnina Ormuz ma prawie 161 kilometrów długości.
Bloomberg zwraca uwagę, że Iran nie musi formalnie zamykać cieśniny, by skutecznie zakłócić żeglugę. Wystarczą działania utrudniające ruch – od nękania tankowców przez szybkie łodzie po ataki lub zakłócanie sygnałów GPS. Takie działania były już obserwowane w przeszłości. Podczas napięć w czerwcu ubiegłego roku tysiące statków zgłaszały problemy nawigacyjne w rejonie Ormuz i jego okolicach.
Blokada to scenariusz skrajny, ale nie jedyny
Zgodnie z konwencją ONZ o prawie morza państwa powinny umożliwiać swobodny przepływ przez cieśniny międzynarodowe. Jednak, jak przypomina Bloomberg, Iran podpisał ten dokument w 1982 r., lecz nigdy go nie ratyfikował. W przeszłości władze w Teheranie wielokrotnie deklarowały zdolność do zablokowania cieśniny, choć nigdy nie zdecydowały się na pełne odcięcie ruchu, co niemal na pewno spotkałoby się z reakcją zachodnich flot wojennych.
Pełna blokada nie jest jednak konieczna, by wywołać poważne skutki. Jeśli przepływ przez cieśninę stałby się zbyt niebezpieczny, tankowce mogłyby zostać zmuszone do poruszania się wyłącznie w konwojach eskortowanych przez marynarki wojenne. Taki scenariusz spowolniłby transport, zwiększył koszty i podniósł niepewność na rynku energii.
Rynek reaguje zanim padną strzały
Już sama perspektywa eskalacji wpływa na ceny ropy. Bloomberg wskazuje, że w lutym notowania osiągnęły sześciomiesięczne maksimum w związku ze spekulacjami o możliwym ataku USA. Według szacunków analityka Kpler Muyu Xu ds. ropy naftowej w Kpler nawet jednodniowe zamknięcie cieśniny mogłoby podnieść ceny ropy do poziomu 120–150 dolarów za baryłkę. Dla porównania, średnia cena ropy Brent od początku roku wynosiła ok. 66 dolarów za baryłkę według stanu na 20 lutego.
Tak gwałtowny wzrost oznaczałby nie tylko droższe paliwa, lecz także presję inflacyjną i ryzyko destabilizacji gospodarek zależnych od importu energii.
Źródło: Bloomberg