Izrael atakuje Iran. Ekspert: to wstęp do wojny
W sobotę Izrael przeprowadził prewencyjne uderzenie na cele w Iranie, co wywołało natychmiastową reakcję w regionie i niepokój inwestorów. Piotr Kuczyński, analityk Xelion, w komentarzu dla Money.pl przewiduje, że to dopiero początek szerszego konfliktu, który w poniedziałek wstrząśnie giełdami.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie uległa drastycznej eskalacji. Jak poinformował minister obrony Izraela Israel Kac, państwo to rozpoczęło "prewencyjny atak" mający na celu usunięcie zagrożeń dla obywateli. W całym kraju wprowadzono stan wyjątkowy, zamknięto przestrzeń powietrzną, a armia wydała zakaz zgromadzeń i działalności edukacyjnej. Według doniesień agencji IRNA oraz Reutersa, w Teheranie słychać było potężne eksplozje, a nad miastem unosił się gęsty dym, m.in. w rejonie biura prezydenta. Najwyższy przywódca duchowy Iranu, ajatollah Ali Chamenei, miał zostać ewakuowany w bezpieczne miejsce.
Sobotni atak to kulminacja narastającego od tygodni napięcia na linii USA-Iran, które jeszcze w połowie lutego stawiało świat na krawędzi konfliktu zbrojnego. Wtedy eksperci ostrzegali przed możliwością uruchomienia domina konsekwencji gospodarczych i militarnych.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Piotr Kuczyński: To wstęp do wojny
Wydarzenia te na gorąco komentuje Piotr Kuczyński, analityk domu inwestycyjnego Xelion. Ekspert zwraca uwagę na moment ataku oraz potencjalne, długofalowe skutki militarne i polityczne.
Izrael i USA zaatakowały w sobotę (mimo święta w Izraelu) cele w Iranie. Iran zapowiada "miażdżącą" odpowiedź, ale nie wiemy co zrobi. Zakładam, że jest to na razie tylko wstęp do większej operacji wojennej. Oczywiście będzie dłuższa wtedy, jeśli postawa Iranu w rozmowach z USA nie doprowadzi do porozumienia, ale jest to dalece niepewne. Dlatego też komentarze mediów są na razie bardzo wstrzemięźliwe – ocenia Piotr Kuczyński.
Analityk wskazuje, że choć tradycyjne parkiety giełdowe w weekendy nie pracują, inwestorzy już szacują ryzyko, obserwując aktywa, którymi handel odbywa się w trybie ciągłym.
Rynki finansowe generalnie nie działają, ale na handlowany jest na przykład bitcoin, który jest dla mnie miernikiem apetytu na ryzyko, tanieje on tracąc trzy procent. W poniedziałek, kiedy rynki już ruszą sytuacja najpewniej będzie nieco bardziej klarowna, ale daleko będzie jeszcze do zakończenia tej wojny. Reakcją powinien być wzrost ceny metali szlachetnych i ropy i spadek indeksów giełdowych. Jeśli jednak odpowiedź Iranu będzie słaba lub będzie uznana za słabą to ta reakcje będzie niewielka – prognozuje Kuczyński.
Cieśnina Ormuz i polityka USA
Ekspert Xelion podkreśla, że kluczowym elementem układanki pozostaje geopolityka, w tym rola Chin oraz zbliżające się wybory w Stanach Zjednoczonych. Scenariusz eskalacji może uderzyć w portfele Amerykanów, co jest niekorzystne dla Donalda Trumpa.
– Oczywiście można sobie wyobrazić coś, czemu przeciwstawiają się Chiny, czyli zablokowanie przez Iran Cieśniny Ormuz, co doprowadziłoby do potężnego wzrostu ceny ropy (nie potrafię ocenić jak dużego). To zaś z kolei podniosłoby ceny paliw w USA i stawiało kropkę nad i zapowiadanej klęsce Republikanów w listopadowych wyborach do Kongresu – zauważa analityk.
W jego opinii determinuje to działania amerykańskiej administracji w najbliższym czasie.
– Dlatego też Donald Trump musi swoje cele osiągnąć szybko albo z nich szybko zrezygnować po to, żeby Amerykanie do wyborów zapomnieli o tym wzroście cen ropy i inflacji – podsumowuje Piotr Kuczyński.
Obawy o ceny paliw i gazu
Sobotnie wydarzenia wpisują się w scenariusz, przed którym eksperci ostrzegali już wcześniej. Jeszcze tydzień temu na łamach Money.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, analizował potencjalne skutki konfliktu na linii Waszyngton-Teheran dla rynku surowców. W swojej opinii zwracał uwagę, że problemem mogą być nie tylko ceny ropy, ale i gazu, ponieważ jednym z kluczowych eksporterów LNG jest Katar, a transport z tego kraju odbywa się właśnie przez newralgiczną Cieśninę Ormuz.
Czopek przypominał wówczas, że przez ten wąski przesmyk przepływa około jednej trzeciej światowej produkcji ropy. Ekspert wskazywał, że historyczne analizy sugerują, iż blokada cieśniny mogłaby wywindować ceny surowca nawet do 150 dolarów za baryłkę. Przy innych czynnikach niezmiennych, mogłoby to oznaczać na polskich stacjach paliwa w cenie około 10 złotych za litr. Zarządzający Polaris FIZ zaznaczał jednak, że taki scenariusz – choć możliwy – jest mało prawdopodobny ze względu na strategiczne rezerwy państw zachodnich oraz fakt, że długotrwały konflikt i wysoka inflacja są ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują amerykańscy konsumenci i politycy przed wyborami.
Dlaczego rynki milczą?
Warto wyjaśnić, dlaczego mimo dramatycznych doniesień z Teheranu, wykresy cen ropy i złota w sobotę pozostają nieruchome. Handel surowcami na kluczowych giełdach w Chicago i Londynie kończy się w piątek późnym wieczorem i wznawiany jest dopiero w niedzielę w nocy (czasu polskiego). Przez weekend inwestorzy nie mają możliwości reagowania na bieżąco, co często prowadzi do tzw. luki cenowej na otwarciu – nagłego skoku notowań w górę lub w dół w momencie startu sesji w Azji. Jedynym wyjątkiem są kryptowaluty, które handlowane są w trybie 24/7, stąd wspomniana przez Piotra Kuczyńskiego reakcja na Bitcoinie jest obecnie jedynym dostępnym wskaźnikiem nastrojów rynkowych.
Temat konfliktu z Iranem i jego potencjalnych skutków dla gospodarki był szczególnie gorący w ostatnich tygodniach. W połowie lutego Iran demonstrował swoją siłę, zamykając na kilka godzin Cieśninę Ormuz, co było wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla Waszyngtonu. Wtedy konflikt dotyczył głównie programu rakietowego Iranu oraz jego wsparcia dla zbrojnych ugrupowań na Bliskim Wschodzie. Już wówczas rynki energetyczne reagowały nerwowo na nasilające się obawy o możliwą interwencję militarną USA, a ceny gazu odnotowywały kilkuprocentowe wzrosty. Analitycy przestrzegali też przed gospodarczą opcją atomową, którą Iran mógł wykorzystać jako narzędzie nacisku w negocjacjach z administracją Trumpa. Sobotni atak pokazuje, że te obawy były uzasadnione, a świat stoi teraz przed perspektywą długotrwałego konfliktu, którego skutki mogą odbić się na portfelach konsumentów na całym świecie.