Notowania

gospodarka
22.05.2019 14:36

Nauczyciele o raporcie NIK miażdżącym reformę edukacji. "Mówimy o tym od trzech lat, nikt nas nie słucha"

Lekcje od 7 do 18, kilkugodzinne okienka, zbyt mało nauczycieli. Do szkół średnich zbliża się podwójny rocznik. "Zmiany w systemie oświaty zostały nierzetelnie przygotowane" - alarmuje NIK. - Wiemy o tym od dawna - odpowiadają nauczyciele.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Facebook.com)
NIK krytykuje reformę szkolnictwa. (Fot: Szkoła Podstawowa w Końskowoli)

Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli rozkłada na łopatki reformę edukacji wprowadzoną w 2016 roku. Kontrolerzy zarzucają MEN "nierzetelne przygotowanie i wdrażanie" zmian oraz brak odpowiedniej analizy - organizacyjnej i finansowej - skutków reformy.

"To najgruntowniejsza i najszybciej przeprowadzona zmiana w historii polskiego szkolnictwa od czasu wprowadzenia gimnazjów w 1999 r." - czytamy w raporcie NIK. "Zmieniły się niemal wszystkie elementy systemu szkolnictwa, począwszy od struktury szkół przez podstawy programowe i nowe podręczniki, a skończywszy na konieczności dostosowania budynków placówek i ich wyposażenia. Szczególne obawy rodziców budziła kumulacja roczników w I klasie szkół średnich w roku szkolnym 2019/2020" - punktują autorzy.

Inwazja pierwszaków

Jednym z najważniejszych problemów, z którym od 1 wrześna będą się mierzyć szkoły, rodzice i uczniowie, jest tzw. podwójny rocznik. Jak oceniła NIK, 19 proc. szkół ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych jest do tego nieprzygotowanych.

Oglądaj też: Strajk nauczycieli - relacja z Warszawy

Zgodnie z założeniami reformy, od 2016 roku rozpoczęło się wygaszanie gimnazjów i wprowadzanie klas VII i VIII w podstawówkach. W efekcie w roku szkolnym 2019/2020 do pierwszych klas szkół średnich pójdą zarówno absolwenci ostatnich III klas gimnazjów, jak i klas VIII podstawówek.

"Łącznie jest to ponad 705 tys. uczniów. To oznacza, że szkoły ponadgimnazjalne i ponadpodstawowe we wrześniu 2019 r. muszą przyjąć o blisko 370 tys. więcej uczniów" - czytamy w raporcie NIK. Jak obliczyli inspektorzy NIK, w ośmiu województwach miejsc w szkołach brakuje. Najgorzej jest w woj. zachodniopomorskim, gdzie jest o ponad 2 tys. miejsc za mało.

(NIK)

- Tyle razy o tym mówiliśmy. Apelowaliśmy, tłumaczyliśmy, że podwójny rocznik jest nie do udźwignięcia. Ale nikt nas nie słuchał - mówi nauczycielka z łódzkiego liceum. - Efekt jest taki, że w mojej szkole klas pierwszych było do tej pory 5. Jest 11. Lekcje będą przynajmniej na dwie zmiany, bo nie ma ich gdzie pomieścić.

- Szkoły na nic nie były przygotowane, a z nauczycieli robiło się głupków - wtóruje nauczycielka z Jeleniej Góry.

Kłopoty z planem

Najwyższa Izba Kontroli zwraca uwagę na to, że szkoły już są przeładowane. Póki co problem dotyczy podstawówek, które od 2017 roku są 8-klasowe.

"Ze względu na problemy lokalowe w części szkół podstawowych wzrósł współczynnik zmianowości, co wiąże się z dłuższą pracą placówek. Przykładowo przesunięto rozpoczęcie lekcji na godzinę 7.10 i odnotowano przypadki kończenia obowiązkowych zajęć o 18.15. W 22 proc. szkół podstawowych zmniejszyła się dostępność pracowni przedmiotowych czy sal gimnastycznych (częściej lekcje wychowania fizycznego odbywały się w innych miejscach, np. na korytarzu)" - czytamy w raporcie NIK.

We wrześniu z podobnymi problemami zaczną się borykać szkoły średnie, które przyjmą dwa razy więcej pierwszaków niż dotychczas.

- Ułożenie planu będzie jeszcze o tyle trudne, że część nauczycieli po likwidacji gimnazjów musi pracować w kilku szkołach, żeby wyrobić etat - mówi nauczycielka z łódzkiego liceum. - W niewielu szkołach po przekształceniu jest wolny etat, najczęściej jest to po kilka godzin. Dyrektorzy będą musieli łatać plan, a to oprócz pracy zmianowej oznacza na przykład kilkugodzinne okienka.

W innym łódzkim liceum nr XXI w przyszłym roku zamiast pięciu klas pierwszych będzie siedem. Trzy dla absolwentów gimnazjów i cztery dla uczniów po podstawówce.

- Tak zdecydowaliśmy na etapie planowania. Staramy się tak dostosować plan, żeby nie zaczynać lekcji bladym świtem i nie kończyć wieczorem. To jest niestety dość trudne, bo jest bardzo dużo obostrzeń, którym taki plan musi podlegać - mówi dyrektor szkoły Małgorzata Zaradzka-Cisek.

Te obostrzenia to np. konieczność umieszczenia przedmiotów ścisłych (trudniejszych) w pierwszej połowie dnia czy fakt, że liczba lekcji w jednym dniu nie może przekroczyć ośmiu.

- Najtrudniej jest z przedmiotami do wyboru, jak np. języki, czy dzielonymi na grupy, jak np. WF - mówi Małgorzata Zaradzka-Cisek. - Może się zdarzyć tak, że młodzież będzie zaczynać lekcje o 7 i kończyć o 16.30, ale te pierwsze i ostatnie zajęcia to z reguły będą przedmioty do wyboru, jak religia czy etyka.

Jest drożej niż zakładano

Jak zakładali twórcy reformy, likwidacja gimnazjów miała zmniejszyć koszty edukacji w przeliczeniu na jednego ucznia. Tymczasem, jak zauważa NIK, koszt wzrósł w 2018 r. o ponad 6 proc. w stosunku do 2016 roku.

"W latach 2014 - 2017 wydatki organów prowadzących na zadania oświatowe wzrosły o ponad 12 proc. przy wzroście subwencji tylko o 6 proc. W tym czasie udział środków subwencji w tych wydatkach spadł z 63 proc. do 60 proc." - czytamy w raporcie NIK.

Według założeń ministerstwa reforma miała przynieść samorządom oszczędności z tytułu dowożenia dzieci do szkół. Tymczasem, jak zauważa NIK, wydatki na ten cel wzrosły o 67 mln złotych.

Wydatki, jakie samorządy poniosły na przekształcenie szkół zgodnie z wymogami reformy, były na tyle duże, że część samorządowców domaga się od rządu zwrotu pieniędzy.

W samej Warszawie te wydatki są szacowane na 56 mln złotych. - Musieliśmy dostosowywać szkoły, przebudowywać je, dochodzą koszty związane choćby z zakupem mebli - to wszystko, co jest na fakturach - i dlatego mówimy o tym, że to jest tylko i wyłącznie wierzchołek góry lodowej - powiedział dziennikarzom prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, przedstawiając szacunki.

Gdzie ci eksperci?

NIK zwraca też uwagę na nową podstawę programową, której "proces przygotowania" był "nierzetelny". "Tylko 20 proc. ekspertów opracowujących ją było rekomendowanych przez instytucje związane z systemem oświaty. Pozostałych wybrał minister w sposób autonomiczny" - czytamy w raporcie NIK.

O nowej podstawie programowej chętnie mówią też sami nauczyciele.

- Jest przeładowana, nielogiczna i kompletnie niedostosowana do współczesnej młodzieży - mówi nauczycielka z łódzkiego liceum. - Program z historii jest praktycznie niemożliwy do realizacji. I polega przede wszystkim na zasadzie trzech "Z" - zakuć, zaliczyć, zapomnieć. Nie ma miejsca na dyskusję czy samodzielne odkrywanie czegokolwiek. Z przedmiotami przyrodniczymi jest bardzo podobnie - dodaje.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: gospodarka, wiadomości, edukacja
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
02-06-2019

abacabAutorka tej deformy za to co zrobiła zamiast do Brukseli powinna trafić przed Trybunał Stanu. Zastanawia minie jaki trzeba mieć iloraz inteligencji, … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (1)