- Pamiętam, że weszliśmy na rynek niemiecki, a jest to rynek dosyć specyficzny. Jest chroniony, bardzo nieelastyczny. Dostarczaliśmy pracowników do obsługi pokoi hotelowych w sieciach hotelowych w Niemczech. Jest olbrzymie zapotrzebowanie na tego typu usługi. Firma się dosyć szybko rozwijała. Delegowaliśmy tych pracowników z Polski, płaci się ZUS na podstawie pewnego poziomu, który nie odzwierciedla oczywiście zarobków tych osób, relatywnie tych składek płaci się mniej niż gdybyśmy tych ludzi zarejestrowali w Niemczech. I Niemcom się oczywiście to nie podobało - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski z firmy EVER GRUPA. - Rozpoczęły się kontrole takie dosyć nieprzyjemne. Przesłuchiwali naszych pracowników, niemalże codziennie zdarzały się jakieś kontrole organizowane przez urząd celny czy skarbowy. I ci ludzie po prostu zaczęli się bać. Miałem duże problemy, żeby ich tam wysyłać, w związku z czym postanowiliśmy przejść na prawo niemieckie. Utworzyliśmy spółkę niemiecką i zaczęliśmy płacić składki według zasad niemieckich. Wtedy oczywiście koszty nam wzrosły i staliśmy się mniej konkurencyjni i ten biznes przestał się opłacać. Oczywiście płaciliśmy tym ludziom według stawek niemieckich, ale ta różnica w kosztach ozusowania była na tyle duża, że ten biznes się opłacał do momentu, kiedy zostaliśmy niejako przymuszeni do przejścia na prawo niemieckie i wtedy rzeczywiście to już nie miało sensu - opowiadał. - Może za szybko zrezygnowałem, może trzeba było jeszcze walczyć, ale to chyba traktuję jako taką największą porażkę w ciągu tych 30 lat pracy. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, jak obrona rynku wewnętrznego - przyznał.