Pękła kolejna bariera. Gdzie jest sufit Orlenu? "7 zł za litr jeszcze w listopadzie"
Pękła kolejna bariera. Gdzie jest sufit Orlenu? "7 zł za litr jeszcze w listopadzie"
Cena jednego litra benzyny na stacjach PKN Orlen przekroczyła poziom 6,5 zł. Tendencja daleka jest od przełamania - na horyzoncie widać kolejny wzrost. Analitycy przewidują, że siódemka z przodu na pylonach może pojawić się jeszcze w listopadzie.
Ceny paliw na stacjach Orlenu po wyborach rosną regularnie
Faktem jest, że ceny paliw w detalu pozostają nierynkowe, jednak powoli zmierzają do poziomu adekwatnego do panujących warunków makroekonomicznych. Mówi o tym dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z e-petrol.pl.
Od jakichś dwóch tygodni widzimy stopniowy wzrost cen wszystkich paliw, z wyjątkiem autogazu, który rządzi się swoimi prawami. Ceny na rynku hurtowym idą w górę konsekwentnie co najmniej o kilkadziesiąt złotych z dnia na dzień i to powoduje, że już przekraczamy kolejne granice psychologiczne, których przekroczenia można było się spodziewać - zwraca uwagę ekspert.
W opinii Boguckiego dotychczasowe ceny, pozostające na poziomie niższym niż 6 zł za litr, były trudne do obronienia. - Jeszcze przed tygodniem płaciliśmy 6,15 zł za litr oleju napędowego i 6,10 zł za litr benzyny. Te ceny, na poziomie ogólnopolskiej średniej, będą wkrótce kształtować się w rejonie 6,30 zł. Sytuacja międzynarodowa jest na tyle napięta, że próby działania z zewnątrz niewiele pomogą - twierdzi.
7 zł za litr jeszcze w listopadzie?
Nie ma co się łudzić. Przed nami wyższe ceny paliw. Znaczącego wzrostu trzeba spodziewać się jeszcze w listopadzie. - Te ceny będą dążyć do poziomu, który widać w innych krajach o podobnym poziomie życia, co w Polsce. W Czechach czy na Litwie kierowcy już płacą ok. 7 zł za litr paliwa. W Polsce taki pułap jest możliwy przed świętami Bożego Narodzenia. Wiele zależy od sytuacji na Bliskim Wschodzie, na którą patrzą inwestorzy związani z rynkiem naftowym. Izrael nie jest państwem naftowym, ale premia ryzyka związana z niepokojami w regionie jest wysoka - zaznacza Jakub Bogucki.
- Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie ma niewielki wpływ na cenę ropy, która ustabilizowała się na poziomie nieco powyżej 80 dol. - mówi w rozmowie z money.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ i ekspert rynku paliw.
W środę na zamknięciu baryłka ropy Brent na giełdzie w Londynie kosztowała 84,63 dol., a baryłka amerykańskiej WTI na giełdzie w Nowym Jorku - 80,44 dol.
Przy tej kondycji makroekonomicznej, wygląda na to, że na benzynie nie dojdziemy do 7 zł, a w przypadku diesla na 7 zł się zatrzymamy. Kiedy? Jeżeli dziś do tej bariery brakuje nam na dieslu ok. 40 gr., a Orlen podwyższa ceny codziennie o 4-5 gr., to kwestia dwóch tygodni - uważa Czopek.
Ekspert przekonuje, że dalsza "normalizacja" cen jest nieuchronna. - Jeżeli Orlen będzie stosował politykę fair, w której mamy premię lądową (różnica pomiędzy ceną na lokalnym rynku a ceną w portach - przyp. red.), która wszystkich zaspokaja, ale nie jest też niesamowicie wybujała, to cena litra diesla powinna zatrzymać się na ok. 7 zł, a litra benzyny na 6,6-6,7 zł - prognozuje nasz rozmówca.
Koniec "cudu"
Niskie ceny paliw przed wyborami były określane mianem "cudu na Orlenie". Jeden z akcjonariuszy zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków zarządu koncernu. Zarzucił Orlenowi ręczne sterowanie gospodarką.
Koncern w odpowiedzi opublikował komunikat, w którym przekonywał, że "ceny paliw w Polsce niezmiennie pozostają jednymi z najniższych w Europie, a niski poziom cen na krajowym rynku detalicznym jest w dużym stopniu efektem polityki stabilizacji cen". Natomiast notowania paliw i ropy rosną na skutek sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie trwa wojna Izraela z Hamasem w Strefie Gazy.
Koncern działa w sposób rynkowy, co oznacza, że jego polityka cenowa jest kształtowana z uwzględnieniem sytuacji makroekonomicznej. Spółka na bieżąco monitoruje czynniki mające wpływ na ceny paliw i dostosowuje do nich poziom swoich cen hurtowych, zapewnia jednocześnie, że będzie kontynuowała politykę stabilizacji, starając się ograniczać wahania cen paliw - napisało biuro prasowe Orlenu w oświadczeniu przesłanym Polskiej Agencji Prasowej.
- Uważamy, że dzięki pewnej konsekwencji, uporowi wręcz, polegającej na fuzji z PGNiG, wcześniej Energą, Lotosem, to dało nam pewien bufor, przewagę. Umożliwiło optymalizację procesów zakupowych. Dało korzystniejsze formuły zakupowe. Dlatego mogliśmy sobie pozwolić na to, by te ceny były prawie najniższymi w Europie i by były to ceny bardzo stabilne - stwierdził Jan Szewczak, członek zarządu Orlenu ds. finansowych.
- Zawsze będą ci niezadowoleni. Gdy ceny były wysokie, widzieliśmy nawet 7,80 zł, twierdzili, że to zdzieranie skóry z klientów. Gdy te ceny spadły - do wczoraj - do poziomu 6 zł, twierdzili, że to jakiś cud na Orlenie się wydarzył. Sytuacja na świecie jest bardzo niepewna. Grozi nam konflikt na Bliskim Wschodzie - to są szlaki handlowe. Również wpływ zjawisk recesyjnych - to wszystko trzeba na bieżąco śledzić. Jesteśmy wielkim koncernem uzależnionym od koniunktury na świecie. Każda decyzja, również polityczna, jak zniesienie sankcji na Wenezuelę (ma znaczenie - przyp. red.). To wszystko ma wpływ na cenę - dodał Szewczak.
Zaczynał, jeszcze jako student, w lubelskim Radiu Centrum. Po roku pracy w Radiu Kraków trafił do Warszawy, gdzie na ponad cztery lata związał się z internetową redakcją Radia dla Ciebie. W Money.pl od lipca 2022.