Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
gospodarka
24.09.2020 18:57

Polaku, chwytaj się za kieszeń. Nadchodzą wielkie podwyżki opłat

Droższy będzie wyjazd do centrum miasta samochodem i przejazdy komunikacją miejską. Więcej zapłacimy też za codzienne rachunki. Samorządy rozpaczliwie szukają oszczędności, tną inwestycje i szykują podwyżki. Sprawdziliśmy, kogo dotknie to najbardziej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(money.pl)
Najbliższe miesiące będą trudne dla samorządów. Odczują to przede wszystkim mieszkańcy (Fot: Rafał Parczewski)

W środę karty odkrył Rafał Trzaskowski. Prezydent Warszawy wprost powiedział, że spięcie budżetu na 2021 rok będzie bardzo trudne i miasto musi szukać oszczędności, gdzie tylko się da.

Efekt? Wyższe opłaty dla mieszkańców i wstrzymanie części inwestycji. - Rząd tnie pieniądze dla samorządów, a dodaje im zadań, mamy pandemię i recesję w gospodarce. Tylko w tym roku dochody Warszawy spadną o 1,5 miliarda złotych - mówił prezydent Warszawy.

Ale to nie jest tylko problem stolicy. Boryka się z nim zdecydowana większość polskich samorządów. Szczególnie tych największych.

Wyrzucanie śmieci. Jakie kary za złą segregację i śmiecenie w lesie

- Decyzja Trzaskowskiego jest zrozumiała i usprawiedliwiona - mówi money.pl Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich. I dodaje, że trudne czasy czekają mieszkańców wielu polskich miast.

To właśnie największe metropolie muszą mierzyć się z kryzysem w największym stopniu. Nie pomaga nawet rządowy Fundusz Inwestycji Samorządowych, bo przy wydatkach dużych miast pomoc z funduszu to ledwie kropla w morzu potrzeb.

- Warszawa na przykład dostała od rządu równowartość niespełna 2 proc. wartości planowanych inwestycji. W mniejszych samorządach jest to 10-12 proc. - tłumaczy Andrzej Porawski.

Dochody miały rosnąć, a spadają

W tym roku sytuacja jest najtrudniejsza, bo nikt nie mógł przewidzieć epidemii koronawirusa.

- Samorządy zakładały, że ich dochody z PIT wzrosną o 7 proc., tymczasem wygląda na to, że spadną aż o 11 proc. To gigantyczne straty - mówi nam Porawski.

Przypomnijmy, że to właśnie wpływy z PIT są jednym z podstawowych dochodów każdego samorządu. Mechanizm działa bowiem następująco: mieszkańcy rozliczają PIT w danym mieście (lub gminie), a część ich podatku pozostaje w budżecie samorządu. W przypadku gminy jest to nieco ponad 38 proc., powiatu - ok. 10 proc., a w przypadku miasta na prawach powiatu - prawie 50 proc. łącznej kwoty podatku.

A skoro w tym roku wielu mieszkańców musi pracować na części etatu lub wręcz zostało zwolnionych, to i dochody mają niższe. W związku z tym zapłacą niższy podatek i mniej zostanie go w miastach. Samorządy szacują straty z tego tytułu w sumie nawet na kilkanaście miliardów złotych.

- Obecnie można stwierdzić, że ubytek dochodów w tym roku nie powinien znacznie przekroczyć 200 mln zł. Skutki finansowe pandemii w roku bieżącym okazują się nieco niższe, niż wstępnie szacowano. Należy się jednak liczyć z tym, że będą odczuwalne w dłuższym okresie czasu - podsumowuje w rozmowie money.pl Piotr Husejko, dyrektor Wydziału Budżetu i Kontrolingu Urzędu Miasta Poznania.

Epidemia to jedno, ale nie pomagają też niektóre ustawy, przygotowywane przez rząd. Jak choćby reforma podatkowa, którą opisywaliśmy już w money.pl. Rada Ministrów chce ulżyć podatnikom i dać im możliwość częstszego rozliczania się ryczałtem. A to również uderzy w finanse samorządów. Ich budżety w ciągu najbliższych 10 lat zostaną uszczuplone nawet o 14 mld zł potencjalnych wpływów.

- Na żadną rekompensatę z tego tytułu nawet nie liczymy - mówi money.pl Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.

Droższy transport i parkowanie

Nic więc dziwnego, że samorządy muszą szukać pieniędzy same. To przecież one są odpowiedzialne za funkcjonowanie szkół, szpitali czy przychodni. To one utrzymują lokalne ośrodki kultury i kluby sportowe. Płacą też pensje urzędnikom, również tym wypłacającym 500+. Nie wspominając już o gospodarce komunalnej czy zarządzaniu drogami lokalnymi. A od lat słyszymy, że subwencje i dotacje z budżetu państwa nie wystarczają na pokrycie wszystkich kosztów.

- Subwencja oświatowa w dalszym ciągu wzrasta w tempie dużo wolniejszym aniżeli wydatki na oświatę. Szacuje się, że w 2021 roku dopłata samorządu do zadań oświatowych może wzrosnąć o około 50 mln zł - mówi nam Piotr Husejko z poznańskiego urzędu miasta.

Gdzie zatem mieszkańcy mogą spodziewać się podwyżek? Jak twierdzi Andrzej Porawski, na pierwszy ogień pójdą (lub w wielu miastach już poszły) ceny biletów komunikacji miejskiej. Transport zbiorowy ucierpiał przez epidemię najmocniej, bo mieszkańcy, zamiast się przemieszczać, przez kilka miesięcy właściwie nie wychodzili z domu.

Zmiany w podatkach to bubel - twierdzą eksperci
Zmiany w CIT. To wylewanie dziecka z kąpielą

W Poznaniu nowy cennik obowiązuje już od lipca. Najtańszy bilet w komunikacji miejskiej kosztuje aż 4 złote, a średni wzrost cen sięga 20-30 proc. Jak mówi nam Piotr Husejko, przychody poznańskiego MPK są w tym roku o 56 mln zł niższe niż planowane.

Więcej zapłacą również mieszkańcy Gdańska, podwyżki rozważane są też w Krakowie i Lublinie.

Ceny przejazdów od nowego roku podniesie również Wrocław. Za jednorazowy bilet trzeba będzie tam zapłacić już nie 3,40 zł, ale aż 4,60 zł. Podrożały również karty okresowe, na przykład miesięczne. Jedynym ratunkiem jest program "Nasz Wrocław", w którym uczestniczyć mogą tylko ci, którzy rozliczają podatki we Wrocławiu. Dla nich podwyżek nie będzie lub będą mniej dotkliwe.

Jeśli wrocławianie zechcą się wybrać do centrum samochodem, to również będą musieli sięgnąć głębiej do portfela. Nie dość, że strefa płatnego parkowania została poszerzona i wydłużono godziny jej obowiązywania (od 9 do 20 zamiast do 18), to jeszcze ceny poszły ostro w górę.

Przykład? 3 godziny parkowania w ścisłym centrum miasta w dzień roboczy podrożeją z 10,9 zł do 21 zł. A wieczorem jak dotąd taki postój był bezpłatny. Teraz - 7 złotych za każdą godzinę.

Jak zapowiedział niedawno prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, na to samo muszą przygotowywać się również mieszkańcy stolicy.

Utrzymanie domu. Koszty w górę

Transport to nie wszystko. Przy odrobinie wysiłku można przecież z niego nie korzystać i przesiąść się na przykład na rower.

Nie da się natomiast uniknąć podwyżek codziennych rachunków. Tu najmocniej dotkną nas podwyżki cen śmieci. W wielu miastach mieszkańcy zdążyli się już przyzwyczaić przez ostatnie lata i zmiany, które rząd wprowadził w tzw. ustawie śmieciowej.

Choć w założeniu podwyżki cen za wywóz śmieci mają skłonić Polaków do segregowania odpadów, to w rzeczywistości więcej płacą wszyscy. Nawet ci, którzy dbają o ekologię i skrupulatnie segregują śmieci.

Większość miast wciąż bowiem dopłacało do systemu utylizacji odpadów. Jako przykład znowu można podać Wrocław. Pod koniec lipca w stolicy Dolnego Śląska przegłosowano podwyżki na poziomie średnio 36 proc.

Mieszkańcy miast, które jeszcze cen nie podniosły, mogą spodziewać się, że i ich niedługo dotknie podwyżka. Zresztą nie jest wykluczone, że niektóre samorządy zafundują mieszkańcom jeszcze inne podwyżki, o czym mówi raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

- Samorządy mają do wyboru: szukać oszczędności i samemu zwiększać dochody lub się zadłużać. A kredytów w nieskończoność przecież też brać nie można - puentuje Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
24-09-2020

mm345A inflacja podobno wynosi tylko 4%. Nie wiem jak oni to liczą ale chyba w tym koszyku mają tylko alkohole i papierosy, że im wychodzi tylko 4%. Jak … Czytaj całość

25-09-2020

Tylko Polski żalChcieliście PiS to macie.... płakać i płacić

25-09-2020

aghnasz kraj to mocno chory kraj z jednej strony wymaga się od nas segregacji śmieci a jednocześnie staliśmy się centralnym śmietnikiem Europy ,to do nas … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (257)