Polska pominięta. W sieci zawrzało: tak tej reformy nie da się zrobić

Polska nie znalazła się w gronie ekspertów nowej grupy powołanej pod przewodnictwem Mario Draghiego - opisał "Puls Biznesu". Zespół ma pracować nad europejską konkurencyjnością, ale wśród ponad 50 jego członków nie ma żadnego Polaka. W sieci szybko pojawiły się pytania o miejsce Polski w europejskiej debacie.

Emocje wokół pominięcie Polski w tzw. grupie DraghiegoEmocje wokół pominięcia Polski w tzw. grupie Draghiego
Źródło zdjęć: © Getty Images, X | NurPhoto
Magda Żugier

Brak przedstawiciela Polski w nowej inicjatywie Mario Draghiego zwrócił uwagę polskich komentatorów. Tym bardziej że wśród ponad 50 osób zaproszonych do grupy znalazł się tylko jeden przedstawiciel Europy Środkowo-Wschodniej – były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves.

Jak opisuje "Puls Biznesu" grupa ma zajmować się europejskim wzrostem gospodarczym i konkurencyjnością. W jej skład weszli politycy, ekonomiści, przedsiębiorcy i naukowcy, w tym przedstawiciele największych firm oraz byli europejscy politycy. Wśród nich są m.in. szef Mastercarda Michael Miebach, były niemiecki minister finansów Jörg Kukies czy były francuski minister Bruno Le Maire. Nie ma jednak nikogo z Polski.

"Polska znowu nie siedzi przy stole"

Brak polskiego przedstawiciela szybko wywołał reakcje w mediach społecznościowych. Piotr Maciążek, publicysta w Strefie Inwestorów, zwrócił uwagę, że podobna sytuacja miała miejsce przy raporcie Draghiego dotyczącym konkurencyjności Europy.


WIDEO
"400 tys. zł rocznie". Ujawnia, ile zostaje z franczyzy


Z cyklu: marka Polska. W raporcie Mario Draghiego sprzed dwóch lat na temat konkurencyjności Europy na próżno szukać choćby wzmianek o sukcesie Polski. Teraz utworzona pod jego przewodnictwem Grupa Renu nie zaprosiła do udziału żadnego przedstawiciela naszego kraju - i tylko jedną osobę z Europy Środkowej i Wschodniej – napisał.

Adam Traczyk, dyrektor More in Common Polska, wskazał z kolei, że Polska powinna sama budować środowisko ekspertów, które mogłoby wpływać na europejską debatę. "Dlatego musimy sami zacząć organizować grupy mędrców - w czasie prezydencji było opublikować przeciwwagę do raportu Draghiego i budować wokół niego środowisko eksperckie. Tak też buduje się wizerunek międzynarodowy" – ocenił.

Jeszcze mocniej sprawę komentował Jakub Binkowski, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Zwrócił uwagę na strukturę nowej grupy i pochodzenie jej członków.

"Spośród 55 ekspertów i ekspertek ze świeżo zawiązanej Rhine Group, która ma wspierać europejski wzrost gospodarczy, 39 pochodzi z: Francji (średnio 1,2 proc. wzrostu PKB/rok w ostatniej dekadzie), Niemiec (średnio 0,8 proc. wzrostu PKB/rok w ostatniej dekadzie), Włoch (średnio 1,1 proc. wzrostu PKB/rok w ostatniej dekadzie), Hiszpanii (średnio 2,1 proc. wzrostu PKB/rok w ostatniej dekadzie) i Wielkiej Brytanii, która nie jest już częścią wspólnego rynku" – napisał.

Jak dodał, perspektywa Polski, która w ostatniej dekadzie notowała średnio 3,6 proc. wzrostu PKB rocznie, nie znalazła się w grupie.

"Europa Zachodnia wciąż jest dla siebie synonimem Europy"

Do sprawy odniósł się również Marek Magierowski, analityk Wirtualnej Polski ds. geopolityki, komentując wypowiedź Luisa Garicano. Garicano po zwróceniu uwagi na brak przedstawicieli Polski odpowiedział, że pojawiły się "pewne problemy logistyczne", które mają zostać rozwiązane.

Obawiam się protekcjonalnego, postkolonialnego, lekceważącego podejścia do Europy Środkowej i Wschodniej jako przede wszystkim "problemu logistycznego" - napisał Magierowski.

Wojciech Jakóbik, analityk, zwrócił natomiast uwagę na to, że zespół mający reformować Europę pominął przedstawicieli Polski i regionu, a jako wyjaśnienie pojawiły się "problemy logistyczne".

"Ekipa ekspertów Draghiego mająca reformować Europę pominęła ludzi z Polski i naszego regionu. Teraz tłumaczą się" problemami logistycznymi". Tak tej reformy nie uda się zrobić" – skomentował.

Michał Podlewski napisał z kolei, że Polska została pominięta w nowej europejskiej inicjatywie, mimo że ma osoby, które mogłyby się w niej znaleźć i reprezentować interesy kraju.

Ale wśród komentarzy pojawiła się też próba szerszego spojrzenia na problem. Grzegorz Stark przekonywał, że brak Polaków może wynikać nie tylko z konkretnych decyzji organizatorów, ale także ze słabszej pozycji Europy Środkowo-Wschodniej w europejskich sieciach kapitału, biznesu i instytucji.

Jego zdaniem Zachód i państwa Europy Środkowo-Wschodniej mają częściowo różne problemy rozwojowe. Zachodnia Europa skupia się m.in. na produktywności, rynku kapitałowym, polityce przemysłowej, kosztach energii i rozwoju firm technologicznych. Polska nadal mierzy się natomiast z pytaniem, jak doganiać Zachód i jednocześnie nie pozostać na stałe zapleczem produkcyjnym Europy. "To po prostu Europa Zachodnia wciąż jest dla siebie synonimem Europy" – podsumował Stark.

Wybrane dla Ciebie