Wyciek danych z MyDr. Koszty sądowe mogą być wyższe niż odszkodowanie

Po wycieku danych wiele osób liczy na wysokie zadośćuczynienia, ale polskie orzecznictwo najczęściej kończy się kwotami rzędu ok. 1,5 tys. zł. Co więcej, nawet wygrana w procesie może oznaczać stratę przez koszty sądowe - ocenia "Rzeczpospolita".

wyciekwyciek
Źródło zdjęć: © East News, MyDr
Przemysław Ciszak

Wynika to z dotychczasowych wyroków w sprawach o naruszenie danych osobowych i szkody niemajątkowe (np. stres, poczucie zagrożenia).

Prawnicy sądowni cytowani przez "Rz" wskazują, że w praktyce zadośćuczynienie za sam wyciek danych zwykle mieści się w przedziale 1-3 tys. zł, choć w przypadku danych o zdrowiu (jak przy incydencie MyDr) kwoty mogą być nieco wyższe.

Ryzyko finansowe pokazuje przykład wycieku z serwisu pożyczkowego MoneyMan.pl z 2020 r. Poszkodowany domagał się 30 tys. zł, a sąd przyznał 1,5 tys. zł, uznając m.in., że "nie można uznać, że uzasadnia to zasądzenie z tego tytułu kwoty aż 30 tys. zł" - uzasadnił Sąd Okręgowy w Warszawie. Jednocześnie koszty po stronie powoda przekroczyły 8 tys. zł - przypomina "Rz".


WIDEO
Spokój ducha, czy bogactwo. Milioner mówi, co jest ważniejsze


Podobne kwoty (najczęściej 1,5 tys. zł) pojawiają się też w innych sprawach dotyczących nieuprawnionego ujawnienia danych, m.in. przez ubezpieczycieli czy omyłkowe wysłanie danych e-mailem.

Wyższe zadośćuczynienia zdarzają się wyjątkowo: w jednej ze spraw sąd przyznał 40 tys. zł, podkreślając masową skalę naruszenia, bo dane trafiły do 28 366 instytucji. W tle pozostają postępowania Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) oraz dyskusja o tym, czy w Polsce potrzebne są skuteczniejsze mechanizmy na pozwy zbiorowe przy wyciekach danych o dużej skali.

Wybrane dla Ciebie