Coś drgnęło w liczbie urodzeń w Polsce. Ale demograficznego cudu nie będzie [ANALIZA]

Liczba urodzeń w Polsce przestała gwałtownie spadać. W dużym stopniu przyczyniła się do tego imigracja, która zwiększyła populację kobiet w wieku rozrodczym. Pozytywne tendencje widać też w liczbie zawieranych małżeństw. Na istotne odbicie dzietności i powrót dodatniego przyrostu naturalnego nie ma jednak co liczyć.

Coś drgnęło w liczbie urodzeń w Polsce. Ale demograficznego cudu nie będzie [ANALIZA]Coś drgnęło w liczbie urodzeń w Polsce. Ale demograficznego cudu nie będzie [ANALIZA]
Źródło zdjęć: © East News, Money.pl | Piotr Kamionka REPORTER
Grzegorz Siemionczyk

GUS potwierdził we wtorek wstępne szacunki, wedle których w czerwcu tego roku w Polsce urodziło się 20 tys. dzieci, o 2 proc. więcej niż w tym samym miesiącu 2025 r. W całym II kwartale nad Wisłą na świat przyszło 77,4 tys. dzieci, o 0,5 proc. więcej niż rok wcześniej i o 2 proc. więcej niż w I kwartale.

Miesięczne, a nawet kwartalne dane o urodzeniach są chwiejne, trudno więc wyciągać z nich twarde wnioski. W dłuższym horyzoncie czasu stabilizacja liczby urodzeń również jest jednak zauważalna. W ciągu 12 miesięcy zakończonych w czerwcu nad Wisłą urodziło się 236,7 tys. dzieci, o 2,2 proc. mniej niż w poprzednim roku (lipiec 2024 – czerwiec 2025). Roczna suma urodzeń wolniej malała poprzednio w drugiej połowie 2018 r., a w pierwszej połowie tamtego roku po raz ostatni rosła. W międzyczasie zdarzały się okresy, gdy malała w tempie kilkunastoprocentowym.

Pomimo stabilizacji liczby urodzeń, przyrost naturalny pozostaje
Pomimo stabilizacji liczby urodzeń, przyrost naturalny pozostaje głęboko ujemny © money.pl | Grzegorz Siemionczyk

Dzietność nadal szoruje po dnie

Wbrew pozorom, te dane nie zwiastują istotnego odbicia współczynnika dzietności – tzn. wskaźnika pokazującego, ile dzieci będzie prawdopodobnie miała przeciętna kobieta przed ukończeniem 50. roku życia – który w 2025 r. znalazł się na najniższym we współczesnej historii Polski poziomie 1,068. Są raczej odzwierciedleniem tego, że wyhamował spadek liczby kobiet w wieku rozrodczym.


WIDEO
Zmiany podatkowe skrojone pod wyborców KO? Wiceminister z Nowej Lewicy odpowiada


W oficjalnych danych GUS dotyczących ludności Polski tego zjawiska jeszcze nie widać. W ich świetle na koniec 2025 r. nad Wisłą żyło 8 mln 456 tys. kobiet w wieku 15-49 lat, o 1 proc. mniej niż rok wcześniej. To największa zniżka populacji kobiet w wieku rozrodczym od 2001 r., gdy zaczął się jej systematyczny spadek.

Inny obraz malują jednak opublikowane niedawno wyniki eksperymentalnego badania GUS. Osób, które mają nadany numer PESEL, a do tego zostawiły "ślady życia", tzn. wykazały aktywność w co najmniej jeszcze jednym rejestrze administracyjnym (np. w ZUS, urzędzie skarbowym, NFZ itp.), było na koniec 2025 r. niemal 38,9 mln, w porównaniu do 37,3 mln w świetle oficjalnych danych.

Tych liczb, jak podkreśla GUS, nie należy bezpośrednio porównywać, m.in. ze względu na różnice definicyjne. Przykładowo, "ślady życia" zostawiać mogą osoby, które w praktyce w Polsce nie mieszkają, z kolei jakaś część faktycznych mieszkańców może tych śladów nie zostawiać. W oficjalnych danych GUS teoretycznie bierze pod uwagę czas przebywania i nieobecności w kraju, ale gorzej radzi sobie z szacowaniem liczby cudzoziemców. Mimo to, różnice między tymi dwiema miarami populacji kraju pozwalają na pewne wnioski.

Jednym z nich jest to, że spadek populacji kobiet w wieku rozrodczym w ostatnich latach był prawdopodobnie wolniejszy, niż się wydaje. W świetle eksperymentalnego badania GUS na koniec 2025 r. było ich w Polsce 8 mln 909 tys., a więc o 5,4 proc. więcej niż w świetle oficjalnych danych o ludności kraju. W innych grupach demograficznych różnice są na ogół mniejsze. Populacja Polski po wyłączeniu kobiet w wieku 15-49 lat obliczona na podstawie "śladów życia" była o 3,8 proc. większa, niż wskazują oficjalne statystyki.

Coraz więcej późnych dzieci

Nietrudno znaleźć wyjaśnienie tych rozbieżności. Wybuch wojny w Ukrainie w 2022 r. wyraźnie zmienił strukturę płciową imigracji zza wschodnich granic Polski. Podczas gdy część pracujących wcześniej nad Wisłą mężczyzn wróciła do Ukrainy, zwiększył się napływ kobiet, często młodych.

Z innych danych GUS wynika, że w 2024 r. mieszkające w Polsce na stałe cudzoziemki – głównie Ukrainki - urodziły niemal 17,2 tys. dzieci, dziesięciokrotnie więcej niż w 2015 r. Ich udział w całkowitej liczbie urodzeń sięgnął wtedy 6,8 proc., w porównaniu do zaledwie 0,5 proc. dekadę wcześniej. W 2025 r. był prawdopodobnie jeszcze wyższy.

Jeśli spadek liczby kobiet w wieku rozrodczym zatrzymał się lub choćby spowolnił, to nawet przy niezmienionym współczynniku dzietności wyhamować powinien spadek liczby urodzeń. Tak właśnie rozumieć można jej stabilizację widoczną w najnowszych danych.

Nie można jednak wykluczyć, że współczynnik dzietności też wyznaczył już w Polsce dno. Jego spadek w ostatnich kilkunastu latach był częściowo związany ze zmianami kulturowymi i społecznymi, które skutkowały opóźnianiem rodzicielstwa przez młodych ludzi. W 2025 r. przeciętny wiek kobiety w chwili urodzenia pierwszego dziecka wynosił 29,7 roku, o dwa lata więcej niż dekadę temu i ponad cztery lata więcej niż w 2005 r.

Publikowane przez GUS współczynniki dzietności dotyczą tzw. dzietności okresowej. Pokazują, ile dzieci urodzi przeciętna żyjąca dziś kobieta w całym okresie rozrodczym, jeśli w każdym roku swojego życia będzie podejmowała takie decyzje prokreacyjne, jak obecnie kobiety w takim wieku. Trend opóźniania rodzicielstwa sprawia jednak, że to założenie jest wątpliwe: dzisiejsze 30-latki za 10 lat być może będą rodziły jeszcze częściej niż dzisiejsze 40-latki, choć te również rodzą częściej niż 40-latki sprzed dekady.

- Może się jeszcze okazać, że kobiety urodzone w latach 90. XX wieku będą miały ostatecznie więcej dzieci niż średnio po jednym, tylko urodzą je w późniejszym wieku niż kobiety z poprzednich pokoleń. Tak naprawdę nie wiemy jeszcze, jaka będzie dzietność dzisiejszych pokoleń – tłumaczył w ubiegłorocznym wywiadzie dla money.pl norweski demograf Vegard Skirbekk.

Liczba zawieranych w Polsce małżeństw przestała spadać
Liczba zawieranych w Polsce małżeństw przestała spadać © money.pl | Grzegorz Siemionczyk

Większy ruch na rynku matrymonialnym

Innym powodem, aby oczekiwać stabilizacji lub nawet wzrostu współczynnika dzietności, jest ożywienie w liczbie zawieranych małżeństw. W ciągu roku zakończonego w czerwcu GUS odnotował 135,2 tys. nowych małżeństw, praktycznie tyle samo, co rok wcześniej. Roczna suma ślubów utrzymuje się zresztą na zbliżonym poziomie mniej więcej od jesieni 2024 r. Wcześniej, pomijając okres tuż po pandemii Covid-19, utrzymywała się w wyraźnym trendzie spadkowym. Rosła po raz ostatni w latach 2014-2018 r., co zbiegło się w czasie z odbiciem liczby urodzeń.

Ta zbieżność nie jest przypadkowa. Nad Wisłą większość dzieci w dalszym ciągu rodzi się w małżeństwach. W 2025 r. odsetek urodzeń małżeńskich wyniósł 71,6 proc., zdecydowanie mniej niż na początku tego stulecia (blisko 88 proc.), ale podobnie jak średnio w poprzednich trzech latach. Liczba małżeństw siłą rzeczy idzie więc w parze z liczbą urodzeń, choć nie jest wcale oczywiste, czy jest to zależność przyczynowo-skutkowa i jaki jest ewentualny kierunek przyczynowości.

Spory odsetek pierworodnych dzieci (w ostatnich latach od 16 do 20 proc.) przychodzi na świat w małżeństwach zawartych po ich poczęciu. W praktyce obie decyzje par - o małżeństwie i rodzicielstwie - zapadają często w tym samym czasie. To zaś oznacza, że zarówno stabilizacja liczby urodzeń, jak i liczby nowych małżeństw, mogą mieć wspólną przyczynę. Może nią być na przykład wspomniane wyhamowanie spadku populacji kobiet w wieku rozrodczym. Niewykluczone, że znaczenie mają też czynniki ekonomiczne, na przykład wzrost dostępności mieszkań.

Żadne wyobrażalne w obecnej sytuacji demograficznej odbicie współczynnika dzietności w Polsce nie będzie jednak w stanie sprawić, aby przyrost naturalny – różnica między liczbą urodzeń a liczbą zgonów – znów stał się dodatni. W ciągu 12 miesięcy do czerwca nad Wisłą zmarło o ponad 171 tys. więcej osób, niż się urodziło. Pomijając lata 2021-2022, gdy liczba zgonów podskoczyła w następstwie pandemii Covid-19, to najgorszy wynik we współczesnej historii Polski. To zaś oznacza, że wyludnianie się Polski i starzenie ludności spowolnić może jedynie imigracja.

Wybrane dla Ciebie