Problematyczne miliony złotych w ZUS. "Ciężar ryzyka przerzucony na obywatela"
ZUS identyfikuje rocznie od kilku do kilkunastu milionów złotych składek płaconych przez osoby, które formalnie nie miały takiego obowiązku - wynika z danych Zakładu, na które powołuje się wiceminister rodziny i pracy Sebastian Gajewski. Pieniądze, które przejmuje ZUS, nie zawsze można w całości odzyskać. Problemów z tym związanych jest zresztą więcej.
ZUS przejął 350 tys. zł odkładane przez kobietę na emeryturę i przelał je do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Uznał, że przez 19 lat nie powinna była płacić składek emerytalnych - pisała w październiku ubiegłego roku "Gazeta Wyborcza". Takich przypadków jest więcej, a wszystkiemu winne są obowiązujące przepisy. Tego typu sytuacje dotyczą m.in. pracujących na umowach zlecenia oraz osób zatrudnionych na etacie we własnej spółce, np. kiedy jedyny wspólnik spółki z ograniczoną odpowiedzialnością "zatrudnia sam siebie" na podstawie umowy o pracę i z tego tytułu następuje zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych.
ZUS może zakwestionować ubezpieczenie nawet po wielu latach i uznać, że składki za cały ten okres były nienależne. Zwrot jest możliwy, ale co do zasady obejmuje tylko ostatnie pięć lat (po zmianach wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu ). Wcześniej wpłacone składki w praktyce przepadają.
"Dwa lata to za długo". Oto co ma się teraz stać w sądach pracy
Miliony złotych. Składki pod lupą ZUS
"Kwestia ta od kilkudziesięciu lat jest jednolicie rozstrzygana przez sądy, w tym Sąd Najwyższy, które wskazują, że co do zasady mechanizm polegający na zatrudnieniu samego siebie przez wspólnika spółki z o.o. na podstawie umowy o pracę - a następnie zgłoszeniu z tego tytułu do ubezpieczeń społecznych - jest niedopuszczalny i nie może wywoływać skutków prawnoubezpieczeniowych w sferze podlegania ubezpieczeniom społecznym" - wyjaśnia w styczniowej odpowiedzi na interpelację poselską Sebastian Gajewski, wiceminister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Gajewski wskazuje także, jaka jest skala tego zjawiska. Z informacji ZUS, na które powołuje się wiceminister, wynika, że w 2020 roku ZUS podjął 150 decyzji o tym, że osoba zatrudniona we własnej spółce opłacała składki, choć nie miała takiego obowiązku, a rok później liczba takich decyzji wzrosła do 285. W 2022 roku było to 507 decyzji, w 2023 roku - 330, decyzji, a 2024 r. - 315 decyzji. Pełnych danych za 2025 rok jeszcze nie ma, ale w pierwszym półroczu ZUS podjął 120 takich decyzji.
Łączne kwoty składek, które zakwestionował ZUS, wynosiły:
- w 2020 r. - 6 110 962,59 zł;
- w 2021 r. - 9 266 083,19 zł;
- w 2022 r. - 13 834 817,91 zł;
- w 2023 r. - 10 974 652,48 zł;
- w 2024 r. - 12 451 867,04 zł;
- w 2025 r. - (I półrocze) - 3 575 205,29 zł.
Sebastian Gajewski przyznaje, że kierownictwo resortu "dostrzega problem związany ze społecznym wydźwiękiem spraw, w których ZUS kwestionuje tytuł do ubezpieczeń osób zgłoszonych do nich wiele lat wcześniej, a także problematyczność przyjmowania składek należnych z tytułu, który następnie jest przez zakład podważany".
Jest to praktyka mogąca osłabiać zaufanie obywatela do organu publicznego, dlatego konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które będą zapobiegać takim sytuacjom - przekonuje wiceminister w odpowiedzi na interpelację.
Ministerstwo już pracuje nad zmianami. Projekt nowych przepisów przewiduje m.in., że termin przedawnienia na roszczenie płatnika w stosunku do ZUS w zakresie zwrotu nienależnie opłaconych składek rozpocznie swój bieg dopiero od dnia, w którym ZUS zawiadomi płatnika o fakcie powstania nadpłaty. "Celem tej zmiany jest pełniejsza gwarancja ochrony konstytucyjnych praw majątkowych płatnika składek" - przekonuje resort.
- Analizując dane, widać, że tendencja jest spadkowa, ale jest to zagadnienie, którym niewątpliwie trzeba się zająć i dobrze, że ministerstwo dostrzega ten problem. Pozostaje czekać do publikacji przez resort projektu, wtedy będzie można analizować szczegóły zaproponowanych zmian - komentuje w rozmowie z money.pl Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy w HRK Payroll Consulting.
O temat przejmowania składek zapytaliśmy ZUS. Czekamy na odpowiedź. Zakład do tej pory podkreślał jednak, że nie tworzy przepisów, ale wykonuje obowiązujące prawo przyjęte przez parlament.
"Skutki wyjątkowo dotkliwe"
- Skutki takich rozstrzygnięć są dla zainteresowanych wyjątkowo dotkliwe. Osoba, która przez lata była przekonana, że podlega ubezpieczeniom jako pracownik, może wstecznie utracić ten tytuł wraz z ochroną ubezpieczeniową. W praktyce oznacza to ryzyko zakwestionowania prawa do świadczeń chorobowych, wypadkowych czy zasiłków, a także konieczność "przepisania" historii ubezpieczeniowej na inny tytuł, najczęściej jako jednoosobowa działalność gospodarcza - ocenia w rozmowie z money.pl Piotr juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.
- Poważnym problemem są również składki. Choć były one faktycznie opłacane, nie zawsze mogą zostać zwrócone z uwagi na ich przedawnienie. W najlepszym wypadku możliwe jest ich przeksięgowanie na inny tytuł ubezpieczenia, ale dopiero po formalnej decyzji ZUS albo po rozstrzygnięciu sądowym. Całość generuje długotrwałe spory, niepewność prawną i realne ryzyko finansowe po stronie przedsiębiorców - dodaje ekspert.
- W tym miejscu należy jednak powiedzieć jasno: brak przedawnienia w zakresie ustalania tytułu do ubezpieczeń społecznych nie jest rozwiązaniem neutralnym ani oczywistym i nie powinien być traktowany jako standard niewymagający krytycznej oceny. O ile przedawnienie należności składkowych po pięciu latach w pewnym stopniu chroni interes finansowy obywatela, o tyle możliwość kwestionowania samego tytułu ubezpieczenia praktycznie bez ograniczeń czasowych prowadzi do głębokiej nierównowagi pomiędzy organem a ubezpieczonym - ocenia Juszczyk.
- W praktyce oznacza to, że obywatel przez wiele lat może działać w zaufaniu do państwa, opłacać składki, nie otrzymywać żadnych sygnałów o nieprawidłowościach, by po kilkunastu latach dowiedzieć się, że jego ubezpieczenie "nie istniało". Taki model trudno uznać za zgodny z zasadą pewności prawa i ochrony zaufania obywatela do państwa, nawet jeśli formalnie znajduje on oparcie w obowiązujących przepisach - dodaje.
Podkreśla też, że problemem nie jest sama kontrolna rola ZUS, lecz brak mechanizmów, które wymuszałyby weryfikację tytułu ubezpieczenia w rozsądnym czasie. - Jeśli organ przez lata przyjmuje składki, a następnie kwestionuje samą podstawę ich opłacania, to ciężar ryzyka systemowego zostaje w całości przerzucony na obywatela. Taka praktyka nie powinna być uznawana za w pełni dopuszczalny standard w państwie prawa - podkreśla doradca podatkowy.
RPO mówi o naruszeniu konstytucji
W sprawie składek ZUS wypowiedział w grudniu 2025 roku Rzecznik Praw Obywatelskich. - Taka konstrukcja jest niedopuszczalna, nie wynika bowiem z decyzji ustawodawcy, lecz jest wytworem praktyki na podstawie aktu stosowania prawa. Prowadzi to do naruszenia Konstytucji RP, gdyż pozbawia uprawnionego oczekiwania opartego na uzasadnionym zaufaniu do prawa - podkreślał rzecznik Marcin Wiącek.
Malwina Gadawa, dziennikarka money.pl