Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|

Putin tropi wrogów. Na rosyjskie elity padł blady strach

Podziel się:

W Rosji trwa seria tajemniczych zgonów wśród rosyjskich elit. Ważni decydenci popełniają samobójstwa. Większość z tych osób pełniła funkcje w spółkach z branży energetycznej. Zdaniem ekspertów ich zgony nie są przypadkowe, mogą być elementem walki różnych frakcji na Kremlu. Rosyjskie elity żyją w strachu i zastanawiają się, kto może być następny.

Putin tropi wrogów. Na rosyjskie elity padł blady strach
W przypadku osób z tzw. grupy trzymającej władzę największym obciążeniem jest ich wiedza. – Ich raczej nie wysyła się na emeryturę na Lazurowe Wybrzeże, tylko na tamten świat – mówi nasz rozmówca (GETTY, Contributor)

W ostatnich miesiącach w tajemniczych okolicznościach umierają rosyjscy oligarchowie powiązani z sektorem naftowym i gazowym. Śmierć "dopada" ich zarówno w Rosji, jak i za granicą w luksusowych rezydencjach.

Tajemnicze zgony wśród rosyjskich oligarchów

Czarna seria zgonów zaczęła się jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie. Pod koniec stycznia samobójstwo popełnił Leonid Szulman, który przez lata odpowiadał za bezpieczeństwo w spółce Gazprom Investholding. W liście pożegnalnym oświadczył, że targnął się na życie z powodu bólu złamanej nogi. Kontuzji miał nabawić się po tym, jak został pobity przez nieznanych sprawców.

Dzień po ataku na Ukrainę, w Petersburgu samobójczą śmiercią zginął Aleksander Tiuliakow, były menedżer Gazpromu. Kilka dni później bliscy znaleźli Michaiła Watforda, magnata gazowego ukraińskiego pochodzenia, który miał powiesić się w garażu swojej posiadłości w brytyjskiej miejscowości Surrey.

W marcu w Niżnym Nowogrodzie zmarł z kolei Wasilij Mielnikow, właściciel koncernu Medstom. Biznesmen, jego żona i dwoje nieletnich dzieci mieli zostać zasztyletowani we własnym domu. Jego przypadek w serii tajemniczych śmierci jest wyjątkiem, bo jego firma działała w branży medycznej, ale zarabiała głównie dzięki miliardowym zamówieniom od państwa.

W kwietniu, w małej hiszpańskiej miejscowości, zmarł Siergiej Protasenia, były dyrektor Gazprombanku, który przez wiele lat był głównym księgowym i wiceprezesem gazowego koncernu Novatek. W rezydencji oligarchy policja znalazła ciała jego rodziców i siostry z ranami kłutymi.

W tym samym miesiącu rosyjska policja dokonała podobnego odkrycia w Moskwie, w mieszkaniu rosyjskiego oligarchy Władysława Awajewa, byłego wiceprezesa Gazprombanku. Według jednej ze wstępnych wersji śledztwa 50-letni Awajew mógł zabić swoją żonę Elenę i ich 13-letnią córkę, po czym popełnił samobójstwo.

W kolejny miesiącu zmarł także były dyrektor paliwowego giganta Łukoil Aleksander Subbotin, który – według doniesień mediów – miał problemy z alkoholem i leczył się u szamana z Jakucji. Zabieg miał doprowadzić do nagłego zatrzymania krążenia i zgonu.

W tragiczną serię śmierci wpisał się także Andriej Krukowski, dyrektor centrum narciarskiego Krasnaja Polana w pobliżu Soczi, do którego Władimir Putin zapraszał zagranicznych przyjaciół i gości. Na początku maja Krukowski odpadł od ściany klifu podczas górskiej wędrówki.

To próba zduszenia buntu w zarodku?

Seria zgonów zbiegła się z doniesieniami "Bilda" o nieudanym zamachu na Putina, który miał odbyć się w marcu. Od tego czasu rosyjski prezydent ma obsesyjnie tropić wokół siebie wrogów.

W marcu w ostrym telewizyjnym wystąpieniu zapowiedział, że oczyści Rosję z "szumowin i zdrajców", których oskarżył o tajną pracę dla USA i ich sojuszników. Nazwał ich także piątą kolumną, za pomocą której Zachód chce zniszczyć Rosję.

Czy te słowa mogły być reakcją na możliwy bunt rosyjskich elit, czy może próbą zduszenia go w zarodku?

To raczej drugi wariant, czyli próba zduszenia ewentualnego buntu. Trzeba pamiętać, że każda firma rosyjska jest nasycona służbami bezpieczeństwa, które pełnią dwie funkcje. Po pierwsze, mają specjalne piony szpiegowsko-wywiadowcze. Po drugie, pełnią też funkcję policji politycznej. Zakładam, że osoby, które zginęły, były nośnikami informacji kompromitujących nie tylko Kreml, ale mogły zaszkodzić niektórym elitom na Zachodzie, które współpracowały wcześniej z Rosjanami na zasadach "business as usual" – mówi nam Robert Cheda, ekspert Fundacji im. K. Pułaskiego, były oficer operacyjny i analityk Agencji Wywiadu.

Jego zdaniem jest jeszcze drugi wariant, czysto korupcyjny, związany z wyprowadzaniem pieniędzy z Rosji. Ale nie przez oligarchów, tylko przez ludzi z najbliższego otoczenia Putina, a być może także przez niego samego.

– Wskazuje na to korelacja czasowa. Gdy podjęto decyzję o wojnie z Ukrainą, na pewno zdecydowano się także na działania zabezpieczające. W związku z tym zrobiono prawdopodobnie weryfikację ludzi na najwyższym szczeblu w firmach, którzy byli zaangażowani w korupcyjny proceder i wytypowano osoby, w przypadku których istniało zagrożenie ujawnienia informacji – uważa nasz rozmówca.

Według niego najprawdopodobniej podjęto wówczas decyzje, które mają dziś różne reperkusje. Jedną z nich może być likwidowanie osób, które mogą być nośnikami informacji. – Ma to również służyć ostrzeżeniu innych osób, które były zaangażowane w korupcyjne procesy, a także tych, którzy wyrażali opinie nie do końca zgodne z oczekiwaniami i zagrażali zasadzie "po poniatiam", czyli systemowi niepisanych norm lojalności, którymi kieruje się Kreml – tłumaczy Robert Cheda w rozmowie z money.pl.

Nie wyklucza także innej możliwości – że z osobami z tzw. czarnej listy mogły skontaktować się obce służby i np. odkryto, że były one gotowe do dialogu lub wręcz go prowadziły. – Jednak są to tylko przypuszczenia, które trudno jest udowodnić – zastrzega.

Walka o to, kto będzie bliżej "carskiego ucha"

Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica, również nie ma wątpliwości, że zgony menedżerów wysokiego szczebla i oligarchów nie są przypadkowe.

Branża energetyczna zawsze była zbrojnym ramieniem państwa i nikt tego w Rosji nawet nie ukrywał. Warto też zwrócić uwagę na to, kto stał na czele energetycznych koncernów. To byli w dużej mierze ludzie powiązani ze służbami specjalnymi lub z bliskiego kręgu oligarchów z samego otoczenia Putina – mówi Piekarz.

Według niego można przypuszczać, że na szczycie Kremla toczy się w tej chwili zacięta walka kilku różnych frakcji. Pojawia się pytanie, czy gra toczy się o to, aby Putina zastąpić kimś innym, czy jest to raczej walka o to, kto będzie bliżej "carskiego ucha".

Nasz rozmówca wskazuje, że w przypadku osób z kręgu Putina największym obciążeniem jest ich wiedza. – Tych osób raczej nie wysyła się na emeryturę na Lazurowe Wybrzeże, tylko na tamten świat, co również jest rosyjską specjalnością – mówi wprost Dawid Piekarz.

Nie jest też tajemnicą, że rosyjski sektor energetyczny jest powiązany korupcyjnymi więzami z elitą polityczną na Zachodzie – dodaje.

Prawdopodobnie w tej chwili eliminuje się ludzi, którzy po prostu za dużo wiedzą – uważa Piekarz.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Putin już nie ufa swojemu wywiadowi? "Może to jest tylko przykrywka"

Trwa paniczna ucieczka

Równolegle do serii zgonów wśród oligarchów i decydentów trwa także paniczna ucieczka z kraju ludzi, wśród których są także dawni pupile Putina. Jednym z pierwszych, którzy zdecydowali się na ten krok, był Andriej Panow, zastępca dyrektora generalnego Aerofłotu. W marcu zwolnił się z pracy, a następnie razem z rodziną opuścił Rosję.

W kwietniu na ucieczkę z Rosji zdecydował się także Igor Wołobujew, wiceprezes Gazprombanku. – Jestem Ukraińcem z pochodzenia, nie mogłem obserwować z boku, co Rosja robi z moim krajem – powiedział w rozmowie z rosyjskim serwisem śledczym The Insider.

Wołobujew, zapytany o śmierć Władysława Awajewa, byłego wiceprezesa Gazprombanku powiedział, że nie wierzy w jego samobójstwo. Jego zdaniem samobójstwo Awajewa została "zainscenizowane", bo mógł wiedzieć za dużo.

W marcu z Rosji wyjechał także Anatolij Czubajs, doradca Putina ds. klimatu i zrównoważonego rozwoju, nazywany "ojcem chrzestnym" oligarchów.

Putin jak Stalin, też dyscyplinuje elity

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że rosyjscy decydenci, którzy opuszczają Rosję, nie mogą czuć się bezpieczni poza jej granicami. Atmosfera strachu, która zapanowała wśród rosyjskich elit, zaczyna przypominać klimat z czasów polityki wielkiego terroru i czystek przeprowadzonych w latach 30. XX w. przez Józefa Stalina. Zdaniem Roberta Chedy porównanie ze Stalinem jest tutaj uprawnione.

Pisał o tym już Dmitrij Trienin, rosyjski politolog, wicedyrektor Moskiewskiego Centrum Carnegie. Jego zdaniem Putin po ćwierćwieczu swoich rządów znalazł się w pułapce. W Rosji doszło do stagnacji i zahamowania procesu modernizacji państwa, a w tle tego procesu są egoistycznie nastawione rosyjskie elity, które osiągają zyski głównie w Rosji, ale mieszkają w Europie. Zdaniem Trienina problem Putina może polegać na tym, że jest mu coraz trudniej tych ludzi kontrolować, szczególnie w warunkach kryzysu, jakim jest wojna – wskazuje Cheda.

Podkreśla, że autorytarne systemy zazwyczaj działają sprawnie w stabilnych warunkach, ale w czasie kryzysu pojawiają się problemy. – Dlatego aby utrzymać ten monolit, Putin jest zmuszony przystąpić do przeprowadzenia czystek wśród elit. W efekcie dojdzie także do ich wymiany. Tak to zrobił Stalin. Tego rodzaju proces ma też zmusić do określonych postaw i zarazem zdyscyplinować rosyjskie elity biznesowe – ocenia nasz rozmówca.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

GDZIE SZUKAĆ POMOCY?

Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 116 123 lub 22 484 88 01. Listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz też TUTAJ.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl