Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Rekord deficytu w projekcie budżetu. Dziura wielka jak w całych latach 90.

Rekord deficytu w projekcie budżetu. Dziura wielka jak w całych latach 90.

Nie będzie niższego VAT od przyszłego roku. Tak wynika z projektu budżetu przygotowanego przez Ministerstwo Finansów. Program 500+, przywrócenie wieku emerytalnego i inne nowe wydatki powodują, że rząd nie tylko wycofuje się z cięcia najważniejszego podatku, ale zarazem ogłasza rekordową dziurę budżetową w historii. Trzyprocentowy próg deficytu finansów publicznych mają ratować samorządy.

Aż 59,3 mld zł - taką wartość może mieć dziura budżetowa w 2017 roku, według informacji przekazanych przez Ministerstwo Finansów. Gdyby ustawa przeszła przez parlament, byłby to rekord wszech czasów... zresztą już drugi na liście premier Szydło i ministra Szałamachy. 54,7 mld zł deficytu zaplanowane na rok 2016 też stanowiło historyczny rekord.

Dla porównania słynna „dziura Bauca” z 2001 roku miała tylko 32,4 mld zł, czyli 17 mld zł więcej niż zapisano wtedy w ustawie budżetowej, a minister straszył wówczas, że w 2002 roku deficyt może dojść do poziomu 60 mld zł. Obecnie prawie taka sama kwota w ogóle nie przeraża rządzących, nawet na etapie projektowania budżetu.

Dochody budżetu mają wynieść 324,1 mld zł (+3,3 proc. w porównaniu z budżetem na 2016 r.), a wydatki 383,4 mld zł (+4,0 proc.). Ministerstwo skok deficytu tłumaczy pokryciem z budżetu niedoboru środków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), które w innym przypadku musiałyby być finansowane kredytami. Na oficjalny minus wyjdziemy też na Unii Europejskiej. Budżet środków europejskich zamknie się kwotą minus 9,6 mld zł.

Według rzecznika rządu Rafała Bochenka, we wtorek członkowie Rady Ministrów spotkają się na nieformalnym spotkaniu, by zająć się wstępnym projektem przyszłorocznego budżetu. Jego przyjęcie zaplanowano na specjalnym posiedzeniu Rady Ministrów w czwartek.

Dziura rośnie, bo pieniądz jest tani, a są chętni do pożyczania

Razem w latach 1990-2015 państwo polskie wydało więcej o 565 mld zł, niż otrzymało z podatków. Tempo wzrostu deficytu rośnie przy tym błyskawicznie. Plany na lata 2016-2017 dają aż ponad jedną piątą łącznego deficytu budżetowego od czasu upadku PRL, a deficyt samego tylko 2017 roku będzie bliski dziurze budżetowej całych lat 90. ubiegłego wieku.

Ostatnią nadwyżkę budżetową wykazano 26 lat temu w 1990 roku, lecz nie dlatego, że rząd chciał mieć wtedy zbilansowany budżet, ale po prostu nikt nie chciał Polsce pożyczać pieniędzy i nie było z czego pokryć niedoboru.

Teraz chętnych jest aż za dużo, więc rząd może „zaszaleć”. Oprocentowanie obligacji wielu państw na świecie doszło ostatnio do najniższych poziomów w historii. Pożyczki zrobiły się tanie, a chętnych do pożyczania taniego pieniądza tym więcej, im bardziej banki centralne (EBC, Bank Japonii) za dodrukowane pieniądze skupują obligacje rządowe na rynku.

W ubiegłym tygodniu na przetargu obligacji skarbowych polskie papiery dziesięcioletnie kupowano z średnią rentownością 2,704 proc., najniższą od pierwszej połowy 2015 r., czyli najlepszego czasu dla polskiego długu rządowego w historii.

500+ i wcześniejsze emerytury na kredyt

Rekordowa dziura budżetowa bierze się z planów wydatkowych rządu. Zwiększone wydatki, według informacji „Pulsu Biznesu”, pójdą na świadczenia dla rodzin (łącznie 22,5 mld zł w 2017 roku), a mniejsze o 2 mld zł będą wpływy do FUS, gdy wejdzie w życie ustawa o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego. 1,4 mld zł ma iść na podwyżki w budżetówce. Niższe o 3 mld zł mają być wypłaty z dywidend spółek Skarbu Państwa. Rząd musiał tu ograniczyć apetyty, bo firmy nie mają z czego inwestować. W 2018 roku dojdzie do tego jeszcze wyższa kwota wolna od podatku od osób fizycznych (wyrok Trybunału Konstytucyjnego).

Rząd przy tym nie wydaje więcej, dlatego że pozyskuje fundusze z podatków, ale dlatego że pieniądze pożycza. Musi się jednak trzymać pewnych limitów.

Mamy więc limity konstytucyjne zadłużenia państwa do 60 proc. PKB i zapisany w ustawie o finansach publicznych próg 55 proc. PKB. Po marcu dług był na poziomie 49,9 proc. PKB i wzrósł o aż 0,9 pkt. proc. od grudnia. W tym tempie progi ustawowe osiągniemy już za półtora roku, a konstytucyjne - za trzy lata.

Jest jeszcze wymóg ze strony Unii Europejskiej o nieprzekraczanie deficytu rocznego 3 proc. PKB. Obecnie celem rządu jest właśnie utrzymanie deficytu w tych ramach, co pozwoli uniknąć wędzidła w postaci „Procedury nadmiernego deficytu” ze strony Rady Unii Europejskiej, a i ewentualnych sankcji finansowych, gdyby rząd się nie zastosował do wytycznych Rady.

Ministerstwo Finansów deklaruje, że nie będzie mieć problemów ze sfinansowaniem zarówno Programu 500+, zmian w emeryturach, jednorazowych dodatków pieniężnych dla emerytów i rencistów, wzrostu wydatków na armię czy darmowych leków dla najstarszych. Warunkiem jest chwilowo tylko to, żeby byli chętni na obligacje.

Nie będzie niższych stawek VAT

By spełnić plan utrzymania deficytu w ryzach, a zarazem utrzymać szeroko zakrojony wzrost wydatków, nie dojdzie więc w przyszłym roku do obniżki stawek podatku VAT. Obecne stawki miały zgodnie z ustawą obowiązywać tylko do końca 2016 roku.

Już w kwietniu minister Szałamacha sugerował w mediach, że przywrócenia VAT do poprzednich podatków już od przyszłego roku prawdopodobnie nie będzie, choć jeszcze w dokumentach ministerstwa z czerwca można było takie założenie znaleźć, a zmianę zapowiadał wcześniej przewodniczący komisji finansów publicznych Henryk Kowalczyk.

Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że szykuje się już drugie wydłużenie obowiązywania podwyższonych w 2011 roku stawek, które pierwotnie wprowadzane były „na chwilę”, bo tylko do 2013 roku. Mimo teoretycznie przełomowych zmian na scenie politycznej, w kwestii podatków nic się nie zmieni. Rządom zwiększone wpływy najwyraźniej się spodobały i nie chcą z nich rezygnować. Obecnie swoją energię skupiają na próbie zmniejszania rosnącej po podwyżce podatku czarnej strefy.

Według nowego projektu budżetu dochody z VAT mają wynieść w przyszłym roku 143 mld zł, czyli aż 14 mld zł (11 proc.) więcej, niż zapisano w ustawie na 2016 rok. Dla porównania, w pierwszych siedmiu miesiącach 2016 roku wpływy z VAT wzrosły o 5,2 mld zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. W przyszłym roku zwiększyć ma je m.in. inflacja, która według projektu budżetu wyniesie 1,3 proc.

Gospodarka rozwija się wolniej

Minister Szałamacha po ostatnich danych z gospodarki zmniejszył przy tym oczekiwania i zakłada obecnie 3,6 proc. wzrostu gospodarczego, podczas gdy jeszcze dwa miesiące temu prognozował 3,9 proc. A od tempa rozwoju gospodarki zależy poziom wpływów do budżetu i możliwości sfinansowania wydatków.

W ankiecie przeprowadzonej w czerwcu wśród ekspertów przez NBP środkowa wartość prognoz wzrostu PKB to jednak tylko 3,4 proc., przy czym ankieta nie uwzględnia słabych danych o produkcji przemysłowej z lipca - niższej o 3,4 proc. rok do roku. Te biorą pod uwagę już analitycy BZ WBK, którzy przyszłoroczne tempo wzrostu szacują na zaledwie 2,9 proc.

Taki scenariusz wymusiłby konieczność cięć wydatków lub wzrost zadłużenia, a to ostatnie oznacza ryzyko natknięcia się na progi szybciej niż za trzy lata.

W ocenie cytowanego przez PAP dr. Bartłomieja Bigi z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, założenia do projektu są realne, ale powstają pytania, jeśli chodzi zarówno o stronę dochodową, jak i wydatkową.

- Problem z tymi założeniami jest taki, że rząd zbyt optymistycznie patrzy na dochody budżetowe. Już kilkakrotnie weryfikowali te prognozy po ostatnich danych GUS, ale nadal nie zweryfikowali ich na tyle, żeby to było realne, więc może się okazać, że w budżecie brakuje więcej, niż zakłada się w tym momencie - powiedział Biga.

Jego zdaniem w kwestii dochodów pytania dotyczą m.in. skuteczności ściągania VAT-u i CIT-u, można się więc jeszcze spodziewać zmian w projekcie budżetu, nim zostanie on ostatecznie uchwalony.

- Myślę, że będzie potrzebna korekta założeń, jak GUS ogłosi kolejne dane - powiedział.

Samorządy muszą ograniczyć apetyty

Według wyliczeń BZ WBK zaprezentowane wstępnie dane dają dziurę stanowiącą 3,1 proc. prognozowanego PKB, czyli powyżej unijnego progu. Ministerstwo podaje jednak liczbę 2,9 proc. Skoro ministerstwo pisze, że do FUS będzie dopłacać, to jak wskazują analitycy BZ WBK, nadwyżki trzeba szukać w sektorze samorządowym.

„Piątkowe dane Ministerstwa Finansów pokazały, że po drugim kwartale 2016 r. samorządy miały 16,6 mld zł nadwyżki (wobec 10,5 mld zł w drugim kwartale 2015 r.). Tak duża nadwyżka częściowo wynikała z mocnego ograniczenia planów inwestycyjnych. Naszym zdaniem, oczekiwanie nadwyżki w samorządach może oznaczać dalsze ograniczanie inwestycji w tym sektorze w 2017 r.” - opisują.

"Budżet na przyszły rok będzie napięty i istnieje spore ryzyko przekroczenia limitu 3,0 proc. PKB dla deficytu sektora finansów publicznych", podają analitycy Banku Millennium.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
kanu
2017-07-25 12:31
Jak można pisać coś takiego w portalu ekonomicznym. Przecież to jasne, że deficyt liczy się w stosunku do PKB, a w 2001 wynosiło 190 mld dolarów, czyli po ówczesnym kursie (około 4zł) 760 mld złotych. A to oznacza, że deficyt wynosił około 4,3 % PKB.
Natomiast planowany deficyt na 2017 to 3% PKB, czyli zgodny z unijnymi standardami.
W takim razie ile wynosi deficyt Francji (liczony w kwocie, a nie procencie). Tam dziura jest wielokrotnie większa niż w Polsce. Ale oczywiście, zaraz na pewno pojawi się lampka - oni mają wyższe PKB.
Rezerwista
2017-06-19 20:07
Gadzinowe media jak zwykle łżą
Kamil
2017-04-21 10:30
Moim zdaniem rząd powinien ZNACZĄCO zmniejszyć liczbę urzędasów. Obniżyć wypłaty mundurowym. Załatać wydatki na ogromną masę "pieniędzożernych" polityków. Wtedy to może 500+ miałoby sens.
Pokaż wszystkie komentarze (531)