WAŻNE
TERAZ

FC Barcelona pokonała 2:1 Albacete i jest już w półfinale Pucharu Króla

Surowce zazwyczaj uruchamiają wielkie gospodarcze domino. Ale tym razem może być inaczej [OPINIA]

Wcześniej czy później czeka nas stabilizacja i powrót do nudy na złocie czy miedzi. Nuda ta powinna także pomóc odwrócić uwagę najbardziej spekulacyjnie nastawionych inwestorów, w kierunku innych aktywów, na których akurat będzie coś się działo i gdzie będzie można wykorzystać zmienność do zarabiania pieniędzy - pisze w opinii dla money.pl Dawid Czopek, ekspert ds. rynków.

 Działania Donalda Trumpa to iskra zapalna dla rynków
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Francis Chung, Photocreo Bednarek, SENKI
Dawid Czopek
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Ostatnie tygodnie to szczególnie interesujący okres dla inwestorów zajmujących się rynkami surowcowymi. W związku z tym warto przeanalizować, co wydarzyło się w tym czasie. Piszę o inwestorach z uwagi na to, że to ta grupa szczególnie uważnie śledzi wydarzenia na rynkach, ale dotyczą one tak naprawdę nas wszystkich. Może nie aż tak bezpośrednio, jak w przypadku ropy naftowej, ale np. wzrost cen miedzi może przełożyć się na koszty budowy lub remontu domu czy mieszkania.

Ale zacznijmy od początku.

Klasyczna teoria inwestycyjna mówi o czterech podstawowych kategoriach aktywów. Są to gotówka, obligacje, akcje oraz surowce. Kolejność, w jakiej wymieniam te aktywa, nie jest przypadkowa, ponieważ często konkretna faza ożywienia lub stagnacji gospodarczej sprzyja inwestowaniu w poszczególne kategorie aktywów.

Żeby wygrać wybory, Trump musi wymyślić sposób. Jakąś teorię spiskową?

Iskra dla rynków

Być może zatem za ostatnimi wzrostami na rynku surowców nie stoi nic innego jak cykl fazy inwestycyjnej, mówiącej o tym, że drogie akcje należy zamienić na stosunkowo atrakcyjnie wycenione surowce.

Może oczywiście tak być, ale jak to przy każdym gwałtownym wydarzeniu bywa, oprócz prochu potrzebna jest też iskra. Tutaj również należało ją znaleźć.

Wcale nie było to takie trudne, szczególnie że "iskier" było co najmniej kilka. Pierwszą i najważniejszą była i jest polityka prezydenta USA Donalda Trumpa. Skoro niemal przy każdej okazji podkreśla on, że stopy procentowe są w Stanach zbyt wysokie i należy je obniżać do poziomu zbliżonego do 1 proc., przy inflacji zbliżonej do 3 proc., to amerykański dolar nie może być silny. Dodatkowo zachwianie wiary w amerykańskie przywództwo na świecie również powoduje mniejszą wiarę w dolara, a co za tym idzie jego osłabienie.

I tutaj znów wracamy do kolejnej żelaznej reguły inwestowania. Informatycy zapewne zawarliby ją w formule: "jeżeli". Bo jeżeli "słaby dolar" wtedy "kupuj surowce i rynki wschodzące".

Złoto stało się dla wielu oczywistym wyborem, ale za złotem podążyły kolejne metale szlachetne, przede wszystkim srebro. Zwykle notowane jest jako pewien parytet, czyli współczynnik w stosunku do złota. Uważa się, że wtedy gdy więcej niż 60 uncji srebra trzeba wydać, aby kupić jedną uncję złota, srebro jest tanie. Odpowiednie zmniejszenie tego wskaźnika powoduje, że srebro relatywnie tanieje w stosunku do złota. Średnia z ostatnich 50 lat to właśnie wartość 60.

Oto powód rajdu na srebrze

Co ciekawe, w ubiegłym roku wartość tego współczynnika zbliżała się do 100, a wielokrotnie przekroczyła 80. Można sobie zatem wyobrazić, że rajd na złocie, połączony z dodatkowym obniżeniem parytetu spowodował wzrosty na srebrze, jakich nie widzieliśmy od lat. Tak spektakularny wzrost przykuł także uwagę części najbardziej spekulacyjnie nastawionych inwestorów, którzy dodatkowo zwiększyli zmienność na rynku.

Czy rajd ten miał fundamentalne uzasadnienie? Na pewno tak, ale pozostaje pytanie o jego skalę. Srebro w przeciwieństwie do złota ma dużo praktycznych zastosowań, które pozwalają go klasyfikować jako metal częściowo przemysłowy. Znaczna część jego wydobycia jest zużywana do produkcji np. paneli fotowoltaicznych czy też elektroniki. Oznacza to, że koszty jego wydobycia mają znaczenie dla ceny. W przypadku złota, gdzie roczne wydobycie sięga tylko około 2 proc. tego, co znajduje się w zasobach, a złoto gromadzi się głównie w celu przechowywania majątku, ten wskaźnik jest o wiele mniej istotny.

W dodatku srebro w dużej mierze wydobywa się "przy okazji", czyli wydobywając rudę np. miedzi i znajdując w niej śladowe ilości srebra, które następnie są z niej pozyskiwane. Natomiast nadal głównym celem kopalni jest pozyskanie miedzi. Dokładnie w ten sposób działa KGHM, który jest drugim na świecie producentem srebra i mniej więcej ósmym producentem miedzi, a mimo to nazywany jest miedziowym, a nie srebrnym gigantem.

Są też oczywiście producenci (kopalnie) skupiające się przede wszystkim na wydobyciu srebra, ale przy cenie 30 dolarów za uncje, nie byli oni w stanie pokrywać swoich kosztów.

We wtorek cena za jedną uncję srebra wynosiła blisko 100 dolarów, można za tę cenę nabyć niewiele ponad 50 uncji złota. Zatem srebro nawet w stosunku do złota podrożało blisko dwukrotnie. Parytet zbliżył się do historycznych poziomów, a produkcja srebra nawet bez skojarzenia z innymi metalami, jest opłacalna.

Domino surowcowe

Srebro to tylko jeden z przykładów tego, co dzieje się w ostatnim czasie na rynku surowców. Faza cyklu, połączona ze słabością dolara i wieloletnimi zaniedbaniami inwestycyjnymi sprawiły, że inwestorzy odnaleźli dla siebie fantastyczną okazję do zarobku.

Kilka tygodni temu pisałem artykuł o miedzi i ropie. Każdy z tych surowców ma inne fundamenty. Miedź to metal z dobrymi perspektywami związanymi z zapotrzebowaniem na energię elektryczną i brakiem nowych projektów wydobywczych. Ropa - trochę już odchodzący surowiec, na który mimo wszystko jeszcze rośnie zapotrzebowanie, ale z przygotowanymi projektami wydobywczymi i rewolucją łupkową.

Inne metale przemysłowe, też wydają się mieć dobre perspektywy. Zwraca uwagę aluminium, które częściowo może zastąpić miedź, a którego parytet w stosunku do miedzi wydaje się podobnie atrakcyjny, jak miało to miejsce w przypadku złota i srebra.

W tym miejscu pojawia się pytanie co może odwrócić tendencje, które ostatnio pojawiły się na surowcach. Wspominając teorię inwestycyjną, po surowcach jest już tylko gorzej. Wzrost cen surowców powoduje inflacje, a ta zwykle zmusza banki centralne do podwyżek stóp procentowych i prowadzi do załamania koniunktury.

Czy tym razem może być inaczej? Należy zwrócić uwagę, że najważniejszy z puntu widzenia inflacji surowiec - czyli ropa - pozostaje stabilny, mając nawet tendencje do spadku. Ceny złota i srebra praktycznie nie wpływają na koszyki inflacyjne. Ceny paneli słonecznych, które są obecnie głównym źródłem zapotrzebowania na srebro, spadają od wielu lat z uwagi postęp technologiczny i wzrost cen srebra nie będzie miał wielkiego wpływu na te towary.

Pytanie o metale przemysłowe. Jak wspomniałem, przy okazji remontu domu może się okazać, że wymiana jakiejś rurki albo kabla będzie droższa, bo są one wykonane z miedzi. Ale znów nie są to istotne powody do wzrostu cen naszego całego koszyka zakupowego.

Martwi oczywiście coś, co jest związane z inflacją, czyli ceny energii elektrycznej. Tylko pośrednio za ich wzrost należy obwiniać rosnące ceny metali. Największe znaczenie ma wzrost zapotrzebowania związanego z nowymi zastosowaniami (np. AI) oraz inwestycje związane z powrotem przemysłu do krajów rozwiniętych.

Na koniec warto wrócić do "iskry", która w dużej mierze spowodowała impuls do wzrostu cen surowców. Mianowanie na stanowisko nowego szefa FED Kevina Warsha, to dobra wiadomość dla dolara. Wielu postrzega go jako rozsądnego i odpowiedzialnego człowieka, który zgodnie z mandatem prezesa banku centralnego zadba o stabilność cen oraz zatrudnienia, pamiętając, że oba te zadania są równie ważne.

Biorąc pod uwagę ostatnie pozycjonowanie inwestorów, z których większość zajmowało pozycję przeciw dolarowi, może to oznaczać powolny powrót zaufania do dolara, a to zgodnie z inną regułą może oznaczać gorsze czasy dla surowców i rynków wschodzących.

Wcześniej czy później czeka nas stabilizacja i powrót do nudy na złocie czy miedzi. Nuda ta powinna także pomóc odwrócić uwagę najbardziej spekulacyjnie nastawionych inwestorów, w kierunku innych aktywów, na których akurat będzie coś się działo i gdzie będzie można wykorzystać zmienność do zarabiania pieniędzy.

Pytanie tylko gdzie nastąpi ta stabilizacja. Jedno jest pewne, będą to wyższe poziomy niż przed ostatnim ruchem.

Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ

Wybrane dla Ciebie
Rząd chce zlikwidować gigantyczną szarą strefę. Oto jaki jest plan
Rząd chce zlikwidować gigantyczną szarą strefę. Oto jaki jest plan
Tyle trzeba zarabiać na 5 tys. zł emerytury. Oto wyliczenia
Tyle trzeba zarabiać na 5 tys. zł emerytury. Oto wyliczenia
Sprawdzili koszty ogrzewania domu przez rok. Oto najtańsze rozwiązanie
Sprawdzili koszty ogrzewania domu przez rok. Oto najtańsze rozwiązanie
Kongres zdecydował. Budżet przyjęty. Koniec shutdownu
Kongres zdecydował. Budżet przyjęty. Koniec shutdownu
Oddali mieszkania w zamian za rentę. Tyle dostają co miesiąc
Oddali mieszkania w zamian za rentę. Tyle dostają co miesiąc
Epstein interesował się polskim gigantem. Na akcjach miał zarobić prawie 650 tys. dol.
Epstein interesował się polskim gigantem. Na akcjach miał zarobić prawie 650 tys. dol.
Wycinka drzew na własnej działce. Projekt tkwi w Sejmie. I budzi opory
Wycinka drzew na własnej działce. Projekt tkwi w Sejmie. I budzi opory
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 03.02.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 03.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 03.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 03.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 03.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 03.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 03.02.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 03.02.2026
Wielka emigracja z Niemiec. Blisko 300 tys. osób w rok. Tak to tłumaczą
Wielka emigracja z Niemiec. Blisko 300 tys. osób w rok. Tak to tłumaczą