Wakacje dla dyrektorów szkół to czas intensywnej rekrutacji. Szukają nauczycieli, kontaktują się z kandydatami, proponują nadgodziny obecnym pracownikom, a gdy to nie wystarcza, próbują przekonać do powrotu osoby, które przeszły już na emeryturę.
Ministerstwo Edukacji wskazuje, że sytuacja kadrowa stopniowo się poprawia. Według resortu liczba etatów nauczycielskich wzrosła z około 628,6 tys. w roku szkolnym 2023/2024 do ponad 636 tys. dwa lata później. Wiosną w kuratoryjnych bankach ofert pracy znajdowało się 3609 wakatów, co – jak podkreśla MEN – było najniższym wynikiem od 2024 r.
Jak wskazuje "GW", kilka miesięcy później obraz wygląda jednak inaczej. W połowie lipca liczba opublikowanych ofert pracy przekroczyła 20 tys., z czego niemal 11 tys. pojawiło się tylko w pierwszej połowie miesiąca.
Morawiecki alarmuje o „dziurze Tuska”. Pada kwota 300 mld zł
Braki łatają nadgodzinami i emerytami
Dyrektorzy zwracają uwagę, że mniejsza liczba wakatów nie zawsze oznacza pozyskanie nowych nauczycieli. Często brakujące godziny przejmują osoby już zatrudnione, które zgadzają się na kolejne nadgodziny, pracę w kilku szkołach lub powrót z emerytury.
Jeżeli mimo rekrutacji nie udaje się znaleźć odpowiednich kandydatów, szkoły – za zgodą kuratorów – coraz częściej zatrudniają osoby bez pełnych kwalifikacji. W 13 województwach złożono ponad 49 tys. wniosków o takie zgody, z czego wydano blisko 38 tys.
Najwięcej ofert pracy publikowanych jest na Mazowszu. W połowie lipca było ich tam ponad 4,2 tys. W Małopolsce liczba ogłoszeń przekraczała 2,4 tys., a na Dolnym Śląsku i Śląsku sięgała odpowiednio około 1,7 tys. i 1,66 tys. - podaje "Gazeta Wyborcza".
Najbardziej brakuje specjalistów
Największe problemy dotyczą nauczycieli współorganizujących kształcenie uczniów z niepełnosprawnościami, wychowania przedszkolnego oraz matematyki. Poszukiwani są także psychologowie, pedagodzy specjalni, nauczyciele języka polskiego i angielskiego, fizyki, edukacji wczesnoszkolnej oraz przedmiotów zawodowych.
Jak wskazuje Marek Pleśniar, dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, jeszcze kilka lat temu największy problem dotyczył nauczycieli przedmiotowych, dziś coraz trudniej znaleźć specjalistów wspierających uczniów z orzeczeniami.
Jego zdaniem problem wynika nie tylko z wynagrodzeń, ale również z braku długofalowej polityki kadrowej i niedostosowania systemu kształcenia nauczycieli do potrzeb szkół.
System działa dzięki improwizacji
Zdaniem dyrektorów obecny model funkcjonowania szkół coraz bardziej opiera się na nadgodzinach. Samorządy chętnie je finansują, ponieważ są tańsze niż tworzenie nowych etatów, a nauczyciele często decydują się na dodatkowe godziny, by zwiększyć swoje dochody.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że takie rozwiązanie ma swoje konsekwencje. Nauczyciele pracują w kilku placówkach, a każda dłuższa nieobecność powoduje problemy z organizacją zajęć i konieczność wprowadzania zastępstw.
Według Marka Pleśniara bez zmian w sposobie planowania kadr, organizacji pracy i finansowania oświaty problem niedoboru nauczycieli będzie się utrwalał, a kolejne lata mogą przynieść jeszcze większe trudności z obsadzeniem wszystkich stanowisk.