Czarzasty przejmuje stery. Głośna zasada Hołowni do kosza
Włodzimierz Czarzasty, który został właśnie marszałkiem Sejmu, zamierza odejść od zasady przyjętej przez Szymona Hołownię, zgodnie z którą procedowane będą wszystkie projekty, nawet te opozycyjne czy prezydenckie. Co jeszcze czeka izbę pod wodzą lidera Lewicy?
Następcą Szymona Hołowni w fotelu marszałka Sejmu na resztę kadencji został we wtorek lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Jak może funkcjonować Sejm pod rządami nowego marszałka?
Wraca zamrażarka
Najważniejsza kwestia dotyczy tego, że prawdopodobny jest powrót do praktyki, którą próbował przełamać Szymon Hołownia - zamrażarki sejmowej. Tak potocznie mówi się o sytuacji, gdy do Sejmu trafia projekt ustawy (najczęściej chodzi o projekty opozycji, prezydenckie - zwłaszcza, gdy głowa państwa reprezentuje przeciwny obóz polityczny - oraz obywatelskie) i nie jest mu nadawany numer druku sejmowego. Przez to prace nad nim nie mogą być nawet wszczęte.
Z naszych rozmów wynika, że Czarzasty, przywracając praktykę sejmowej zamrażarki, "chce pokazać, kto w tym kraju rządzi, a kto nie". - W tym względzie będzie wysłany jasny sygnał, że to koalicja odpowiada za rządzenie krajem, a nie opozycja czy Karol Nawrocki. Generalnie marszałek nie będzie się lekko obchodził z opozycją - zapowiada rozmówca z Lewicy.
Hołownia rezygnuje z funkcji marszałka. Tak zostanie zapamiętany
Za czasów Szymona Hołowni przyjęto zasadę, że wszystkim projektom, spełniającym kryteria formalne, nadawano bieg, tzn. nadawano numer druku. Widać to po statystykach. W poprzedniej kadencji Sejmu (za czasów PiS) do procedowania skierowano 61 proc. wszystkich skierowanych do Sejmu projektów, podczas gdy w obecnej kadencji to 86 proc.
Widać to także po podziale na projekty ugrupowań rządzących i opozycyjnych. W poprzedniej kadencji numer druku nadano 87 proc. projektów opcji rządzącej i tylko 46 proc. projektów opozycji. W tej kadencji to odpowiednio: 86 proc. i 84 proc. Nierzadko do Hołowni kierowane były pretensje ze strony koalicjantów o to, że zbyt pobłażliwie traktuje projekty opozycji lub wpuszcza na sejmową agendę kontrowersyjne projekty obywatelskie.
Przytaczane statystyki jeszcze nie oznaczają, że zamrażarka za czasów Hołowni nie funkcjonowała w ogóle. - Cały czas problemem jest zamrażarka komisyjna, na którą marszałek nie ma bezpośredniego przełożenia, bo na sejmowej komisji to jej przewodniczący ma decydujący głos. Choć za Hołowni zmieniły się terminy, w których komisja może trzymać w zamrażarce projekty - wskazuje współpracownik dotychczasowego marszałka.
Co z kilometrówkami
Pytanie też, czy i co Włodzimierz Czarzasty zrobi z rozliczaniem poselskich kilometrówek. On sam w tej sprawie nie wysyła klarownych sygnałów. Projekt zarządzenia marszałka Hołowni w tej sprawie jest ponoć gotowy. Ma on zaostrzać reguły rozliczania kosztów służbowych podróży posłów, ale Hołownia albo nie zdążył go wprowadzić, albo został politycznie przyblokowany. Ustępujący marszałek liczył, że projekt przejmie następca, ale właśnie to może być jeden z powodów, dla których sprawa kilometrówek utknie.
- Dla Czarzastego to nie jest wygodne, nie jest fajnie obejmować urząd, gdy ktoś cię z góry próbuje zadaniować - przyznaje współpracownik Hołowni. Choć podtrzymuje, że sprawa kilometrówek w dalszym ciągu wymaga uregulowania na nowo. - Średnio poseł kosztuje podatnika ok. 60 tysięcy złotych miesięcznie. Tu już nie chodzi tylko o jakieś punktowe nieprawidłowości u tego czy innego posła, ale także o to, że dziś system działa tak, że jeśli jesteś posłem z okręgu, który jest dobrze skomunikowany z Warszawą, to masz de facto dodatkową preferencję. Za darmo lecisz lub jedziesz pociągiem jako poseł, a przysługujące limity kilometrówek masz na inne cele, np. na działalność biura poselskiego - podkreśla rozmówca.
Agenda lewicowa
Szczegółowe zamiary Włodzimierz Czarzasty ma przedstawić przy okazji wyboru. W przypadku marszałka trudno mówić o realizacji jakiegoś programu, bo o ustawach decyduje większość. Ale władza marszałka jest spora, zwłaszcza w kontekście decyzji o kierowaniu projektów do rozpatrzenia. Lewica liczy, że samo objęcie tej funkcji przez jej przedstawiciela będzie dla niej bonusem.
- Na pewno ekspozycja jest zawsze większa dla lewicy - ocenia polityk ugrupowania. A inny podkreśla wagę dla formacji.
Dla nas ten wybór jest historycznym wydarzeniem, ostatni raz marszałka mieliśmy ponad 20 lat temu, to ważne tożsamościowo. Sprawowania urzędu powinno lewicę wzmacniać, to budowanie bazy na 2027 r. - podkreśla nasz rozmówca.
Osobną kwestią jest wpływ marszałka na realizację lewicowej agendy. Tu już głosy są mieszane. Na pewno politycy lewicy liczą, że ich pomysły będą miały większą siłę przebicia. - Ale i tak na koniec decyduje większość. Najważniejsze jest, żeby pokazał, że jest sprawnym marszałkiem i to będzie kwestia położenia akcentów na projekty rządowe i strategiczne koalicyjne i pokazania sprawności rządu - podkreśla polityk lewicy.
Jeśli chodzi o lewicową agendę, to wydaje się, że zamkniętą drogę mają pomysły światopoglądowe - ani znacząca liberalizacja prawa aborcyjnego, ani ustawa o związkach partnerskich w wersji rządowej przy tym prezydencie nie są realne. Lewica chce jednak próbować dokonać zmian, takich, jakie są możliwe w tym Sejmie, pokazać lewicowym wyborcom, że próbowała je spełnić, a to inni je blokują. Natomiast w kolejnych dwóch latach lewica może szukać punktów w projektach społeczno-gospodarczych.
W kontekście nadawania tonu pracom Sejmu, to nawet w koalicji pojawiają się obawy, czy preferowanie projektów lewicowych nie będzie się odbywało kosztem projektów forsowanych przez inne ugrupowania koalicyjne. - Dlaczego nie wszyscy lubią Czarzastego? Wystarczy sobie przypomnieć, gdy taki poseł Ćwik (Sławomir Ćwik - przyp red.) z Polski 2050 referował w Sejmie projekt zmian w składce zdrowotnej. PiS i Konfederacja się darły, więc Ćwik się odwrócił do prowadzącego obrady wicemarszałka Czarzastego, by zareagował, ale ten stwierdził, że nic nie może zrobić. Co było pewnie nie bez znaczenia, bo przecież to Lewica nie chciała obniżenia składki dla przedsiębiorców - wskazuje rozmówca z otoczenia Szymona Hołowni.
Budżet pod Nawrockiego
Czarzasty obejmie też stery w Sejmie w toku prac nad przyszłorocznym budżetem państwa. Trafił on do Sejmu w końcówce września, a na biurko prezydenta musi trafić najpóźniej w styczniu. Ważne będzie więc takie skoordynowanie prac, które pozwoli wyrobić się w tym terminie (zgodnie z Konstytucją, jeśli ustawa budżetowa nie trafi do prezydenta w ciągu czterech miesięcy, prezydent może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu).
Będzie to jednocześnie pierwszy budżet, który trafi do podpisu prezydenta Karola Nawrockiego. A ten już wysyła sygnały ostrzegawcze. - Wskazywałem rzeczy, które są ważne dla Polaków i które, mam nadzieję, ostatecznie zostaną uwzględnione w budżecie państwa w skali możliwej do realizacji. Jeśli tak się nie stanie i będzie to budżet, który wzbudzi moje obawy, to jestem gotowy podjąć każdą decyzję - powiedział prezydent Nawrocki w wywiadzie dla "Do Rzeczy".
Kluczowe w tym kontekście będą decyzje obozu rządzącego dotyczące budżetów tzw. świętych krów (instytucji, które same proponują swoje budżety i tylko Sejm może je skorygować - przyp. red.), w tym Kancelarii Prezydenta, Trybunału Konstytucyjnego czy Krajowej Rady Sądownictwa - a więc instytucji, z którym obecnej większości nie po drodze. Ale nie tylko. - Już widzimy, że oszczędności szukane są w naszej "świętej krowie", czyli sądach powszechnych - przyznaje rozmówca z Ministerstwa Sprawiedliwości.
Ale politycy lewicy wskazują, że budżet w większym stopniu jest kwestią całej koalicji i rządu, a nie marszałka. - Prace nad budżetem są zaawansowane. Przed nim drugie czytanie, nie widzę tu jakiegoś problemu z uchwaleniem - podkreśla rozmówca z rządu.
Przypomnijmy: prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. Może za to skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego w celu kontroli zgodności z Konstytucją. W przypadku gdy TK nie dopatrzy się niezgodności, prezydent musi budżet podpisać.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze money.pl