Bezwarunkowy dochód podstawowy w Polsce. Tyle kosztowałoby to nasz budżet
Choć idea bezwarunkowego dochodu podstawowego ma swoich zwolenników, którzy widzą w niej sposób na zmniejszenie nierówności społecznych, w polskich realiach jej wdrożenie byłoby nie tylko niemożliwe, ale i nieracjonalne ekonomicznie - uzasadnia dla money.pl doradca podatkowy Małgorzata Samborska.
Według szacunków resortu finansów wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) w wysokości 1300 zł miesięcznie dla każdego dorosłego obywatela Polski oznaczałoby miesięczny koszt ok. 40 mld zł, czyli blisko 480 mld zł rocznie. To aż 75 proc. wszystkich dochodów budżetu państwa i ponad 12 proc. prognozowanego PKB. Innymi słowy – Polska musiałaby niemal potroić swoje wpływy budżetowe, by móc wypłacać taki dochód wszystkim dorosłym obywatelom.
Astronomiczny koszt dla budżetu
Ministerstwo Finansów jasno stwierdziło, że obecnie nie planuje wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego. Jak podkreślono w piśmie, wdrożenie tak kosztownego programu wymagałoby rezygnacji z innych świadczeń – m.in. 800 plus, dodatków emerytalnych (13. i 14. emerytury) czy zasiłków socjalnych. Dla porównania: łączny koszt wszystkich obecnych świadczeń pieniężnych w Polsce to ok. 200 mld zł rocznie, czyli ponad dwukrotnie mniej niż koszt samego BDP.
Eksperymenty zagraniczne — inspiracja czy przestroga?
Zwolennicy bezwarunkowego dochodu podstawowego często powołują się na przykłady z zagranicy. W rzeczywistości jednak żaden kraj na świecie nie wprowadził pełnego, ogólnokrajowego i bezwarunkowego dochodu podstawowego, który byłby wypłacany wszystkim obywatelom bez względu na dochód, status zatrudnienia, wiek itp.
Król sałaty. Zaczynał na polu pradziadka. Doszedł od miliardów zł
Było co prawda kilka popularnych eksperymentów. W Finlandii w latach 2017 – 2018 - losowo wybranych dwa tysiące bezrobotnych osób otrzymywało 560 euro miesięcznie bez obowiązku poszukiwania pracy i bez zmniejszenia wysokości świadczenia w przypadku podjęcia zatrudnienia. Wyniki pokazały co prawda poprawę samopoczucia i obniżenie poziomu stresu u uczestników, lecz nie zaobserwowano znaczącego wzrostu zatrudnienia. Eksperyment miał charakter ograniczony, a jego efekty trudno przełożyć na realia całego kraju.
Pewną formę gwarantowanego dochodu stosuje od 1982 r. Alaska w USA. Każdy mieszkaniec stanu, w tym dzieci, otrzymuje roczną płatność z Alaska Permanent Fund, który czerpie swoje dochody z dzierżawy złóż ropy naftowej i kopalń. Oznacza to, że płatność ta różni się w zależności od cen ropy, ale zazwyczaj wynosi od 1000 do 2000 dolarów. Nie jest to więc klasyczny dochód podstawowy, lecz forma redystrybucji zysków z zasobów naturalnych – w dodatku na poziomie lokalnym, a nie ogólnokrajowym.
Co ważne z punktu widzenia badaczy, średnio mieszkańcy Alaski pracują w takim samym stopniu jak mieszkańcy porównywalnych stanów, a tzw. współczynnik Giniego, który jest miarą nierówności dochodów jest niższy niż w prawie wszystkich innych stanach (49. miejsce). Sytuacja Alaski jest jednak wyjątkowa z uwagi na poziom posiadanych zasobów naturalnych, które są źródłem finansowania programu, ale też i z uwagi na specyficzne położenie Alaski i trudne warunki życia.
Argumenty przeciw: finanse, inflacja, efektywność
Ministerstwo Finansów słusznie zwraca uwagę, że wprowadzenie BDP na poziomie zapewniającym godne życie oznaczałoby gigantyczne obciążenie finansów publicznych. Finansowanie programu mogłoby wymagać drastycznego zwiększenia podatków i najprawdopodobniej likwidacji większości obecnych świadczeń społecznych.
Kolejnym problemem byłaby inflacja – nagły wzrost popytu spowodowany comiesięcznym dopływem gotówki dla milionów obywateli mógłby doprowadzić do wzrostu cen, niwelując realną wartość świadczenia.
Wątpliwości budzi też efektywność ekonomiczna takiego rozwiązania. Choć badania pokazują, że BDP może poprawić samopoczucie beneficjentów, to brak jest dowodów na długoterminowe korzyści dla całej gospodarki. Eksperymenty prowadzone w małych społecznościach czy wybranych grupach nie dają podstaw do wniosków o skuteczności programu w skali kraju. Największą obawą jest jednak utrata motywacji do podejmowania pracy.
Polska gospodarka nie jest na to gotowa
Polska, mimo dynamicznego rozwoju gospodarczego, ma ograniczone możliwości budżetowe i rekordowy deficyt. Wydatki socjalne już dziś pochłaniają znaczną część budżetu, a dodatkowe 480 mld zł rocznie oznaczałoby konieczność całkowitej przebudowy finansów publicznych.
Co więcej, polski system świadczeń jest mocno zróżnicowany i skierowany do konkretnych grup – rodzin, seniorów, osób niepełnosprawnych. Likwidacja tych programów na rzecz jednego, powszechnego świadczenia mogłaby pogłębić nierówności, zamiast je zmniejszyć.
Bezwarunkowy dochód podstawowy jako panaceum na biedę i nierówności, to w polskich warunkach ekonomiczna utopia. Koszty, ryzyka makroekonomiczne oraz niepewność co do długofalowych skutków sprawiają, że wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce byłoby nie tylko nieuzasadnione, ale i bardzo nieodpowiedzialne.
Małgorzata Samborska, doradca podatkowy