Tak Polacy mogą ograniczyć koszty kryzysów paliwowych. "Więcej na krajowym prądzie" [OPINIA]

W pierwszy weekend majowy miliony Polaków wyjechały na odpoczynek. Za paliwo w obie strony zapłacili średnio 400-700 zł. Ja zapłaciłem mniej niż połowę tej kwoty – dzięki wyborowi technologii, która już wcześniej była wsparta środkami unijnymi. To ona pomaga uniezależnić nas od zawirowań w cieśninie Ormuz – pisze w opinii dla money.pl ekonomista Michał Hetmański.

Michał HetmańskiMichał Hetmański, prezes Fundacji Instrat
Źródło zdjęć: © Instrat, PAP | Marcin Bielecki
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Tuż przed długim majowym weekendem naładowałem samochód elektryczny tanim prądem z OZE. Kosztowało mnie to 1,30 zł za kilowatogodzinę na szybkiej ładowarce polskiej produkcji. Takie ceny stają się codziennością w weekendy, gdy świeci słońce, a nadwyżka energii z OZE nie znajduje odbiorców.

Na stacji ładowania praktycznie nie było kolejki. W ten sposób zaoszczędziłem jednorazowo około 100 zł w porównaniu z tym, ile zapłaciłbym, tankując benzynę w cenie 6 zł za litr. W przypadku diesla różnica sięgnęłaby około 150 zł.

Problem w tym, że państwo wciąż wydaje znacznie więcej na reagowanie na kryzysy niż na zapobieganie im.

"Sprzedałem mieszkanie, by włożyć pieniądze w firmę". Przejął szwalnię giganta

Rząd zareagował odważnie, ale to nie wystarczy

Według szacunków Fundacji Instrat konflikt między USA a Iranem będzie kosztował polskich kierowców i firmy ponad 10 mld zł w zaledwie dwa i pół miesiąca (od 1 marca do 15 maja). Pakiet "CPN" pozwolił zmniejszyć te koszty o około 2,5 mld zł – o tyle według Ministerstwa Finansów spadną wpływy z VAT i akcyzy.

Rząd zareagował odważnie – i to zasługuje na uznanie. Minister Domański zapowiedział, że wpływy z podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych powinny przekroczyć 4 mld zł. To dobry kierunek: sektor, który zarabia na wojnie wywołanej przez mocarstwo eksportujące ropę, powinien partycypować w kosztach kryzysu. Sam podatek windfall tax nie wystarczy jednak, by zbudować u nas odporność na kolejne kryzysy.

Widać to w prostym porównaniu. Na dopłaty do samochodów elektrycznych ("Mój Elektryk" i "NaszEauto") NFOŚiGW przeznaczył dotąd nieco ponad 2,5 mld zł, a na rozwój infrastruktury ładowania zaplanowano 1,87 mld zł w kolejnych latach. Łącznie to około 4,4 mld zł na przestrzeni 10 lat.

Tymczasem jeden kryzys paliwowy kosztował gospodarkę ponad dwukrotnie więcej – w ciągu niecałych trzech miesięcy. Sama rekordowa dywidenda Orlenu (4,6 mld zł trafiające do budżetu w tym roku) to kwota większa niż całe dotychczasowe wsparcie dla elektromobilności w Polsce. Te środki powinny wzmacniać naszą odporność – tak jak ma to miejsce np. we Francji.

Elektryk w leasingu. Mamy z czego finansować

Francja od 2024 r. prowadzi program leasingu społecznego: auto elektryczne za 100-150 euro miesięcznie, bez wkładu własnego, wyłącznie modele produkowane w Europie. W 2025 r. skorzystało z niego ponad 41 tys. gospodarstw domowych.

Polska mogłaby wprowadzić podobne rozwiązanie. W naszych warunkach rata mogłaby wynosić około 400-800 zł miesięcznie za małe auta osobowe i 600-1000 zł za niewielkie samochody dostawcze. Mamy z czego go sfinansować – niewykorzystane środki unijne z programów o niskiej absorpcji oraz dochody z systemu ETS, w tym z Funduszu Modernizacyjnego.

Chiny już zrozumiały

To nie jest żadna fanaberia, tylko pragmatyczna tarcza chroniąca najbardziej narażonych: rodziny dojeżdżające do pracy i firmy transportowe, które najmocniej odczuwają wzrost cen diesla. Firma transportowa oszczędziła 0,28 zł na litrze dzięki "CPN", podczas gdy kierowca indywidualny – 1,32 zł za litr. Obniżka VAT (najdroższy element pakietu) niewiele daje firmom z pełnym odliczeniem, bo i tak odzyskują ten podatek.

Dlatego to właśnie transport – kręgosłup polskiej gospodarki najbardziej potrzebuje zelektryfikowanej alternatywy. Niższy VAT na auta elektryczne i ładowanie to kolejny krok wspierający transformację ku bezpieczniejszej energii.

Chiny już to zrozumiały. Dzięki elektryfikacji transportu zmniejszyły zużycie ropy o blisko 10 proc. rocznie. Dlatego obecny kryzys boli ich mniej niż nas. To nie kwestia ideologii, lecz długofalowej strategii zwiększania bezpieczeństwa energetycznego.

Pakiet "CPN" był potrzebny. Ale ponad 10 mld zł wydane na skutek jednego kryzysu to sygnał, że Polska potrzebuje trwałych rozwiązań, a nie tylko działań doraźnych. Mamy ku temu warunki: największą fabrykę baterii w UE pod Wrocławiem, rozwijającą się sieć ładowarek od polskich producentów oraz miliardy euro z Funduszu Modernizacyjnego.

Kolejna majówka powinna być tańsza – nie dlatego, że rząd obniżył podatek, ale dlatego, że więcej osób pojedzie na nią na krajowym prądzie.

Michał Hetmański, ekonomista, prezes Fundacji Instrat, Visiting Senior Fellow na London School of Economics

Wybrane dla Ciebie