Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Tarcza antykryzysowa to niższe pensje. Czasami nawet o połowę

Firmy z problemami będą mogły ucinać pracownikom etaty i wypłacać niższe pensje. Problem może dotknąć co piątego z nas. W niektórych przypadkach trzeba się będzie liczyć z utratą nie 20 proc., ale nawet połowy pensji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Miliony Polaków będą musiały liczyć się z niższymi pensjami (Fot: Jakub Kaminski/East News)

Tarcza antykryzysowa ma bronić przede wszystkim pracodawców, ale pośrednio - również pracowników. Bo jeśli uda się uratować firmy, to Polacy zachowają pracę.

Właśnie ochrona etatów to jedno z największych wyzwań, które w najbliższych miesiącach czeka naszą gospodarkę. Jak zamierza to robić władza? Jednym z rozwiązań jest dopłata do wynagrodzeń, ale przy jednoczesnym ich obniżeniu.

Na razie zarys rządowego pakietu pomocowego znamy z zapowiedzi premiera i ministrów. Mateusz Morawiecki zapowiadał w środę wieczorem w TVP, że na papierze powinniśmy wszystko zobaczyć w piątek, a we wtorek specjalną ustawę miałaby przyjąć Rada Ministrów.

Obejrzyj: Był nauczycielem, dzięki jednej rozmowie został miliarderem

Póki co żyjemy więc w świecie zapowiedzi i braku szczegółów. Minister pracy Marlena Maląg oraz minister rozwoju Jadwiga Emilewicz w środę przedstawiały m.in. model 40-40-20 oraz dofinansowanie wynagrodzenia postojowego. To dwa odrębne programy.

Ucierpi co piąty Polak

Kto skorzysta z programów? Firma, która w miesiąc odczuła spadek obrotu o 25 proc. lub przez dwa miesiące o 15 proc. I jednocześnie zanotowała stratę. W czasach zamkniętych galerii handlowych, punktów usługowych, restauracji, kin, barów czy pubów o takie straty nietrudno.

Nie trzeba być wielkim wizjonerem, by założyć, że na programy pomocowe załapią się niemal cała branża turystyczna, gastronomiczna, rozrywkowa, do tego większość usług (fryzjer, kosmetyczka, siłownie) czy firm transportowych.

W efekcie może się okazać, że na obniżkę pensji musi szykować się wiele milionów Polaków. Rząd zakłada, że dotknie to 3 mln z nas. Czyli prawie co piątego pracującego, bo na rynku pracy mamy w tej chwili około 16 mln osób. Nie da się jednak wykluczyć, że ucierpi znacznie więcej ludzi.

Obniżka może być wyższa

Pierwszy z programów zaproponowanych przez rząd (40-40-20) zakłada obniżenie wymiaru pracy do 0,8 etatu. Tak samo, jak pensji, która wyniesie 80 proc. normalnego wynagrodzenia. Tu mamy te 20 proc., które weźmie na siebie pracownik.

Na pomniejszoną wypłatę mają z kolei zrzucić się pracodawca (wypłaci 40 proc.) i państwo (za pośrednictwem Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). Jest jedno "ale". Premier Morawiecki już zapowiedział, że państwo dorzuci nie więcej niż 40 proc. przeciętnego wynagrodzenia z 2019 roku (4918,17 zł brutto).

GUS pokazał, ile zarabia się w Polsce
Cała prawda o zarobkach w Polsce. Mediana prawie tysiąc złotych niższa niż średnia płaca

To oznacza, że ze strony państwa otrzymamy maksymalnie 1967,27 zł brutto dodatku. Jeśli ktoś zarabia więcej, to FGŚP mu tego nie wyrówna. A jeśli pracodawcy też nie będzie na to stać, to po prostu trzeba się będzie liczyć, że pracownik weźmie na siebie nie 20 proc., ale niekiedy nawet 40 proc. pensji. Tak wynika z dotychczasowych zapowiedzi członków rządu. Być może sytuacja zmieni się, gdy kształtów nabierze ustawa.

Na ten moment jednak najwięcej stracą ci, którzy zarabiają najwięcej. Ten, kto dziś zarabia 6000 zł brutto, według naszych obliczeń w kryzysowym okresie może dostawać niespełna 4,4 tys. zł. A taką pensję inkasuje co miesiąc ponad milion Polaków, o czym informowaliśmy w money.pl.

Natomiast z 10 tys. zł dotychczasowej wypłaty robi się już niespełna 6 tysięcy. To 40 proc. obniżki.

Najmniej tracą ci, którzy mają niskie pensje. Rząd bowiem zapowiedział, że pensja po obniżce nie może być mniejsza niż płaca minimalna, czyli 2600 zł brutto. Polacy pracujący za najniższą krajową strat obawiać się więc nie muszą.

Praca na pół gwizdka

Drugie rozwiązanie dotyczy firm, które walczą z przestojem ekonomicznym, czyli po prostu nie funkcjonują ze względu na sytuację epidemiologiczną. Zatrudnieni w takich przedsiębiorstwach muszą liczyć się ze ścięciem wymiaru pracy do 0,5 etatu.

Za okres kryzysu dostaną wynagrodzenie postojowe, czyli połowę pensji - również przy założeniu, że nie będzie ono niższe niż płaca minimalna. Na to też dorzuci się państwo w wysokości 130 proc. zasiłku dla bezrobotnych (niespełna 1200 zł brutto).

Aktywizacja niepracujących powinna być jednym z priorytetów polityki gospodarczej.
Nie pracuje blisko 45 proc. Polaków. Mimo rekordowo niskiego bezrobocia nie zmieniło się to od dekady

W tym przypadku też największe straty odczują ci lepiej zarabiający, którzy w najlepszym przypadku otrzymają połowę pensji. W zdecydowanej większości będzie to jednak znacznie mniej.

Oba programy mają kosztować w sumie 17 mld zł potrwać maksymalnie przez 3 miesiące. Co, jeśli kryzys potrwa dłużej? Nie wiadomo.

Tak sytuacja wygląda na ten moment. Więcej powinniśmy dowiedzieć się w piątek, gdy tarcza antykryzysowa ma zostać przelana na papier i pojawić się w formie kolejnej specustawy.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-03-2020

mam pensję 6 tyś. bruttopo 40 latach pracy i nie zgadzam się na jej obniżanie bo premierowi zabrakło pieniędzy. Olbrzymie dotacje na konkordat, TVP i inne niepotrzebne nikomu … Czytaj całość

19-03-2020

RRZa 50% mojej pensji to nie opłaca mi się pracować,

20-03-2020

BobA może by tak ratować prace kosztem właścicieli firm, a nie pracowników? Dlaczego mają ludzie pracować za pół darmo? Były czasy prosperity to … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (703)