Trump odetnie Putina od źródła dochodów? Strumień dolarów z ropy na celowniku USA
Donald Trump daje zielone światło dla nowej strategii energetycznej USA, która może uderzyć w Rosję. Kluczem do sukcesu staje się jednak Wenezuela. – To może być problem dla Rosji – mówi w rozmowie z money.pl Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ.
Administracja Donalda Trumpa przygotowuje się do radykalnego zaostrzenia kursu na globalnym rynku surowców. Prezydent Donald Trump poparł projekt ustawy przygotowany przez senatora Lindseya Grahama, który zakłada nałożenie sankcji na kraje ignorujące limity cenowe na rosyjską ropę. Uderzenie to jest wymierzone przede wszystkim w Chiny i Indie, które stały się głównymi odbiorcami surowca z Rosji po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Jest też uzupełnieniem "układanki", którą Stany Zjednoczone tworzą po obaleniu prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.
Taki ruch oznacza nie tylko próbę ostatecznego odcięcia Kremla od dopływu gotówki, ale również konieczność przemodelowania globalnych łańcuchów dostaw. W tym kontekście coraz głośniej mówi się o powrocie do gry Wenezueli, która dysponuje największymi na świecie rezerwami ropy, choć jej wydobycie od lat kuleje z powodów politycznych i technologicznych.
W co inwestować w 2026? Doradca odpowiada
Rosja eksportuje teraz 3-4 mln baryłek dziennie. Zastąpienie tej produkcji na dłuższą metę nie jest łatwe. Ale skoro Trump ma kilkadziesiąt milionów baryłek z wenezuelskich zapasów i może dogada się z innymi krajami, albo uwolni zapasy amerykańskie, to może to być problem dla Rosji - ocenia w rozmowie z money.pl Dawid Czopek.
Nasz rozmówca zauważa, że kluczowa jest reakcja Chin. - Pewne jest to, że najlepsze wyjście to zmuszenie Putina do sprzedaży ropy możliwie tanio. Świat ma sporo surowca, więc nie ma szans na wysokie ceny. Putin na ropie sprzedawanej po - hipotetycznie - 20-30 dol. z pewnością nie zarobi - podkreśla ekspert. W ostatnich dniach - jak podawał we wtorek Bloomberg - rosyjska ropa Urals sprzedawana jest po cenie oscylującej w granicach 35 dolarów za baryłkę.
Strategiczny zwrot w stronę Caracas
Realizacja ambitnych planów Donalda Trumpa, zakładających zwiększenie wydobycia i obniżenie cen energii, wymaga stabilizacji w regionach, które dotychczas uchodziły za problematyczne. Jak wskazuje nasz rozmówca, Wenezuela ze swoimi zasobami ciężkiej ropy wydaje się idealnym uzupełnieniem dla amerykańskiego miksu energetycznego. Jednak powrót wielkiego kapitału do tego kraju nie będzie możliwy bez twardych gwarancji bezpieczeństwa.
– Oczywiście kluczowym warunkiem jest zapewnienie spokoju w Wenezueli. Zakładam, że w jakiejś formie zostanie on zagwarantowany przez amerykańskie siły zbrojne, ponieważ bez wyraźnych rządowych gwarancji trudno będzie liczyć na znaczące inwestycje prywatne w tamtejszy sektor wydobywczy – ocenia Dawid Czopek.
Zwraca również uwagę na aspekt technologiczny i historyczny. Przypomina, że przed kilkunastoma laty największe koncerny naftowe z dużym sceptycyzmem podchodziły do rewolucji łupkowej w USA. Wówczas pole oddano mniejszym podmiotom, które zaryzykowały i odniosły gigantyczny sukces.
– Wyciągając lekcję z tamtych wydarzeń, wielkie firmy tym razem mogą nie chcieć popełnić tego samego błędu. Patrząc na to, jak mocno rozwinęła się technologia i jak dynamicznie rosła produkcja z łupków mimo początkowego niedowierzania, wydaje mi się, że obecny pesymizm towarzyszący ropie wenezuelskiej jest nadmiarowy – dodaje Dawid Czopek.
Miliony dolarów kosztów każdego dnia
Dla Stanów Zjednoczonych przejęcie faktycznej kontroli nad kierunkiem eksportu wenezuelskiej ropy ma wymiar nie tylko ekonomiczny, ale przede wszystkim strategiczny. Pozwala to na uniezależnienie siebie oraz swoich kluczowych sojuszników od nieprzewidywalnych działań Iranu czy Rosji.
Pytaniem otwartym pozostaje stan techniczny wenezuelskiej infrastruktury po latach zaniedbań i obowiązywania restrykcyjnych sankcji. W przeszłości jednak każde, nawet chwilowe, poluzowanie obostrzeń w przeszłości skutkowało niemal natychmiastowym wzrostem wydobycia.
Skala potrzebnych inwestycji, choć liczona w miliardach dolarów, w realiach przemysłu naftowego nie wydaje się zaporowa. Jak tłumaczy Dawid Czopek, przy obecnych cenach surowca (zachodnie gatunki: Brent i WTI kosztują obecnie niecałe 61 i 57 dol. za baryłkę), zwiększenie produkcji o milion baryłek dziennie generuje przychody rzędu 50 mln dolarów każdego dnia. W skali roku daje to kwotę blisko 18 mld dolarów, co sprawia, że nakłady inwestycyjne rzędu kilkunastu miliardów dolarów mogą zwrócić się w niezwykle krótkim czasie.
Wpływy z ropy najniższe od ataku na Ukrainę
Taka perspektywa jest szczególnie istotna w obliczu pogarszającej się sytuacji budżetowej Rosji. Najnowsze dane wskazują, że dochody Kremla z sektora naftowo-gazowego spadły do najniższych poziomów od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a deficyt budżetowy Putina staje się coraz trudniejszy do sfinansowania bez drastycznych cięć lub dalszej dewaluacji rubla.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl