Trump w orędziu o stanie państwa: Gospodarka ma się świetnie, inflacja spada
W swoim orędziu o stanie państwa prezydent Donald Trump wielokrotnie wracał do jednego przekazu: sytuacja gospodarcza jest znakomita. Jak relacjonuje Bloomberg, amerykański przywódca próbuje zaklinać rzeczywistość przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu, mimo że sondaże wskazują na niezadowolenie wyborców z kosztów życia.
Przemawiając do jednego z największych audytoriów w swojej karierze politycznej, w – jak oceniają komentatorzy – być może najtrudniejszym momencie drugiej kadencji, Donald Trump starał się wlać w Amerykanów optymizm. Prezydent USA zdecydował się na strategię "różowych okularów", próbując przykryć obawy dotyczące przystępności cenowej serią statystyk i autopochwał.
Optymistyczna retoryka prezydenta kontrastuje z lutowymi sondażami, które pokazały rozbieżność między deklaracjami Białego Domu a odczuciami obywateli w kwestii realnych kosztów życia. Mimo prezydenckich zapewnień o spadającej inflacji, Amerykanie wciąż odczuwają presję cenową w codziennych zakupach.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Gospodarka według Trumpa
– Inflacja gwałtownie spada. Dochody rosną szybko. Kwitnąca gospodarka ryczy jak nigdy dotąd – chwalił się Trump na początku niemal dwugodzinnego wystąpienia. Bloomberg zauważa jednak, że prezydent nie czuł się w obowiązku przedstawiać nowych, konkretnych pomysłów politycznych mających na celu obniżenie kosztów życia. W momentach, w których przyznawał, że wyborcy mogą mieć pewne obawy co do cen, stosował sprawdzoną taktykę przerzucania winy na oponentów politycznych.
Zwracając się do obecnych na sali Demokratów, Trump stwierdził wprost: – To wy spowodowaliście ten problem. Argumentował przy tym, że przekaz partii opozycyjnej na temat cen jest "brudnym, zgniłym kłamstwem".
Doradcy prezydenta przed przemówieniem sugerowali, że wieczór ten będzie okazją do przedstawienia przyszłościowego programu gospodarczego, który mógłby stanowić nowe otwarcie przed wyborami uzupełniającymi (midterms). Zamiast jednak zaprezentować duże, nowe propozycje dotyczące kosztów życia, Trump skupił się na promowaniu swoich sztandarowych przepisów podatkowych i polityki handlowej. Zdaniem analityków Bloomberga, może to sugerować, że kwestia drożyzny wciąż sprawia Białemu Domowi trudności w znalezieniu skutecznego rozwiązania.
Krytyka i kontekst polityczny
Strategia bagatelizowania problemów cenowych spotkała się z szybką reakcją ekspertów. Frank Luntz, znany ankieter i badacz opinii publicznej, zakwestionował lekceważące podejście Trumpa do słowa "przystępność cenowa" (affordability). – To był błąd – napisał Luntz na platformie X. – Wyśmiewanie słowa "przystępność", gdy Amerykanie wciąż odczuwają presję w sklepie spożywczym, to ten rodzaj momentu, który zostanie źle odebrany.
Przemówienie miało miejsce po trudnym okresie dla prezydenta. Jego administracja zmaga się z falą krytyki dotyczącą przemocy ze strony funkcjonariuszy imigracyjnych oraz konsekwencjami ujawnienia akt Jeffreya Epsteina. Dodatkowo, w ubiegłym tygodniu Sąd Najwyższy USA zadał poważny cios agendzie taryfowej Trumpa.
W sferze propozycji gospodarczych prezydent wezwał Kongres do uchwalenia ustawy zakazującej inwestorom instytucjonalnym kupowania domów jednorodzinnych oraz wspomniał o nowych kontach oszczędnościowych dla dzieci. Wymienił również szereg wskaźników ekonomicznych, w tym spadające oprocentowanie kredytów hipotecznych i niższe ceny benzyny.
Demokraci ocenili wystąpienie jako ubogie w rozwiązania dla wyborców odczuwających ból ekonomiczny. Senator Elizabeth Warren z Massachusetts napisała w mediach społecznościowych: – To zła noc dla amerykańskich rodzin. Trump nie miał nic do powiedzenia na temat swojej obietnicy ograniczenia stóp procentowych kart kredytowych. Nic o uczynieniu opieki nad dziećmi bardziej przystępną cenowo. Nic o zwrotach konsumenckich z jego nielegalnych taryf.
Patriotyzm i napięcia na sali
Oprócz optymistycznego obrazu gospodarki, Trump starał się zmienić nastroje, odwołując się do emocji patriotycznych. Wymienił sukcesy amerykańskiej drużyny hokejowej na Igrzyskach Olimpijskich oraz zapowiedział nadchodzące wielkie wydarzenia: Mistrzostwa Świata, Letnie Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku oraz obchody 250-lecia Ameryki.
Mimo prób jednoczenia wokół symboli narodowych, prezydent nie unikał tematów dzielących społeczeństwo. Wystąpienie zawierało ostre ataki na Demokratów w kwestiach imigracji i polityki dotyczącej osób transpłciowych. W jednym z najbardziej napiętych momentów Trump oskarżył somalijskich migrantów w Minnesocie o oszustwa na miliardy dolarów, co miało uzasadniać jego działania w tym stanie.
Gdy prezydent poprosił kongresmenów o powstanie, jeśli zgadzają się, że "pierwszym obowiązkiem" rządu jest ochrona obywateli USA, a "nie nielegalnych cudzoziemców", reprezentantka Ilhan Omar, Demokratka z Minnesoty, zareagowała krzykiem, oskarżając Trumpa o śmierć Amerykanów. Republikanie z entuzjazmem przyjęli tę konfrontację, uznając ją za pułapkę zastawioną na opozycję.
Czy wyborcy uwierzą?
David Axelrod, strateg Demokratów i były doradca Baracka Obamy, podsumował wystąpienie słowami: – Znajoma mikstura, dobrze podana. Pytanie brzmi, czy ludzie wierzą, że był to "zwrot wszech czasów", jak ogłosił prezydent, i jeśli tak, to czy są zadowoleni z kierunku?
Sojusznicy Trumpa liczą, że nastroje wyborców poprawią się wiosną, gdy otrzymają oni wyższe zwroty podatkowe wynikające z ubiegłorocznej ustawy. Teoria ta pozostaje jednak niesprawdzona, a obecne dane są dla prezydenta niekorzystne. Niedawny sondaż Washington Post-ABC News-Ipsos wykazał, że większość badanych negatywnie ocenia sposób, w jaki Trump radzi sobie z gospodarką, inflacją i taryfami celnymi.
W kwestii cen prezydent zaapelował do Amerykanów, by "po prostu wytrzymali jeszcze chwilę, podczas gdy my to zbijamy". Kluczowym pytaniem pozostaje, czy ten apel dotrze do wyborców spoza jego żelaznego elektoratu.
Optymizm prezydenta w kwestii gospodarczej stoi w wyraźnej sprzeczności z sygnałami płynącymi z rynków i analiz ekonomicznych. Eksperci ostrzegają, że gospodarka słabnie, a inflacja zaczyna ponownie rosnąć, co stawia pod znakiem zapytania narrację o "gospodarczym boomie". Szczególnie kontrowersyjna pozostaje polityka celna administracji – badania Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii pokazały, że to właśnie amerykańscy konsumenci ponoszą główny ciężar ceł, co bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny w sklepach. Napięcia między prezydencką retoryką a rzeczywistością ekonomiczną mogą się dodatkowo pogłębić, zwłaszcza że narastający konflikt z Rezerwą Federalną budzi obawy o niezależność polityki monetarnej, która dotychczas stanowiła fundament stabilności amerykańskiej gospodarki.