Koniec świata stabilności? Trump atakuje Fed coraz mocniej [OPINIA]
Niezależność Fed stała się wzorcem dla innych krajów o rozwiniętej gospodarce rynkowej. Kierowane rękami polityków banki centralne nie są w stanie skutecznie walczyć z inflacją, a ich wiarygodność jest niska. Prof. Witold Orłowski w opinii dla money.pl wyjaśnia, czy działania Donalda Trumpa wymierzone w Fed zagrażają stabilności pieniądza.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Prezydent Donald Trump coraz ostrzej atakuje amerykański bank centralny, czyli Fed. Ocenia że prowadzona przez Fed polityka zbyt wysokich stóp procentowych stanowi przeszkodę w rozwoju gospodarki (która, w jego opinii, tak czy owak od momentu przejęcia przez niego władzy jest wspaniała, ale byłaby na pewno jeszcze wspanialsza, gdyby nie szkodliwa działalność Fed).
O błędną politykę oskarża bezpośrednio prezesa Jamesa Powella, którego zresztą sam osiem lat temu mianował na to stanowisko.
Podobno planował już w zeszłym roku go odwołać (choć prawo na to nie pozwala, poza przypadkiem udowodnionego popełnienia przestępstwa) wykorzystując w tym celu pretekst, jakim były nadmiernie wysokie koszty renowacji waszyngtońskiej siedziby banku.
"Najpodlejsze raczysko toczące tę branżę". Restaurator ujawnia poważny problem
Ostatecznie do próby odwołania nie doszło, zwłaszcza że tak czy owak kończy się właśnie czteroletnia kadencja prezesa. Trwa za to próba odwołania, pod jeszcze bardziej błahym pretekstem, jednej z członkiń Rady Gubernatorów Fed, co powszechnie uważane jest za próbę uzyskania większej kontroli prezydenta nad bankiem centralnym.
Czy oznacza to zmianę organizacji świata finansów i zagraża stabilności pieniądza?
Fed jest instytucją kształtującą politykę pieniężną Stanów Zjednoczonych, niezależną od prezydenta i rządu. Nawet więcej – jest wzorcem niezależności banku centralnego. Choć powstał ponad sto lat temu jako instytucja prywatna, obecnie jest traktowany jako agenda państwa. Jej prezesa oraz 7 na 12 członków ciała decydującego o polityce stóp procentowych powołują wprawdzie prezydenci (za zgodą Senatu), ale są oni nieodwoływalni w czasie trwającej aż 14 lat kadencji, a więc zawsze pochodzą z nominacji różnych prezydentów.
Fed wzorcem dla innych krajów
Fed nie zawsze był w pełni niezależny od rządu. W czasie wojny i bezpośrednio po wojnie zajmował się głównie pomocą w finansowaniu amerykańskiego długu publicznego, utrzymując stopy procentowe na bardzo niskim poziomie (około 3 proc., mimo że powojenna inflacja przekraczała w roku 1947 poziom 14 proc.). Wszystko to zmieniło się jednak od czasów porozumienia które zawarły 75 lat temu Fed i Departament Skarbu. Obie strony zgodziły się, że od tej pory rząd nie usiłuje już wpływać na politykę pieniężną, a Fed ma pełną swobodę decyzji w tej dziedzinie – głównie w odniesieniu do kształtowania stóp procentowych.
Niezależność Fed dała dobre rezultaty. Poza trudnym okresem stagflacji lat 70. ubiegłego wieku (i kilkoma krótkotrwałymi momentami zawirowań), w zasadzie panował nad inflacją, utrzymując pozycję dolara jako głównej waluty rezerwowej świata. Jednocześnie, zgodnie ze swoim mandatem, dbał o rozwój gospodarczy, poszukując w polityce stóp procentowych kompromisu między dążeniem do utrzymania niskiej inflacji i niskiego bezrobocia. Niezależność Fed stała się wzorcem dla innych krajów o rozwiniętej gospodarce rynkowej.
Dlaczego powszechnie uznaje się, że bank centralny powinien być niezależny od polityki?
Wyjaśnienie jest dość proste. Każda decyzja dotycząca stóp procentowych ma podwójne działanie: podwyżka ogranicza inflację, ale grozi wzrostem bezrobocia; obniżka działa odwrotnie.
Problem w tym, że mając do wyboru niekorzystne kształtowanie się inflacji i bezrobocia politycy niemal zawsze wybiorą takie działanie, które służy niższemu bezrobociu. Dzieje się tak dlatego, że dobra sytuacja na rynku pracy silniej wpływa na nastroje wyborców, niż podwyższona inflacja. Zresztą, jak wiemy, za wyższą inflację zawsze można oskarżyć kogoś innego: arabskich szejków, Putina czy zachłannych właścicieli sklepów.
W efekcie tego kierowane rękami polityków banki centralne nie są w stanie skutecznie walczyć z inflacją, a ich wiarygodność jest niska. Model działania Fed, w którym rząd pozostawia kształtowanie stóp procentowych bezpartyjnym fachowcom, na długą metę sprawdza się dużo lepiej i pozwala skuteczniej bronić wartości pieniądza.
Ponieważ banki centralne w rozwiniętych gospodarkach rynkowych są obecnie niezależne, niejednokrotnie dochodzi do poważnych napięć na linii rząd-bank. Rządy mają często pretensje o zbyt wysokie stopy procentowe (tak było i w Polsce, kiedy ostry konflikt dzielił NBP pod prezesurą Leszka Balcerowicza i rząd Leszka Millera), choć zazwyczaj kończy się na werbalnej krytyce. Kiedy jednak prezydent Turcji odwołał prezesa i zmusił swój bank do obcięcia stóp procentowych w roku 2021, efektem było załamanie się kursu waluty i gwałtowny wzrost inflacji, z którego skutkami kraj walczy do dzisiaj.
Inflacyjny problem dla całego świata?
Czy krytyka Fed ze strony prezydenta USA i próba zwiększenia jego wpływu na kształtowanie polityki stóp procentowych (oczywiście w stronę obniżki, choć ich obecny poziom 3,75 proc. przy inflacji bliskiej 3 proc. i bezrobociu utrzymującym się w okolicach 4 proc. wcale nie jest uważany za przesadnie wysoki) może zaszkodzić dolarowi?
Jak dotąd, reakcja rynków finansowych jest bardzo umiarkowana: dolar nieco osłabił się wobec euro i jena, giełda nieznacznie osłabła, inflacja nie przyspieszyła. Problemem jest jednak nie to, co się dzieje dziś, ale długookresowy efekt podjętych działań.
Dług publiczny Stanów Zjednoczonych dynamicznie wzrasta, a wiele działań podejmowanych przez rząd Donalda Trumpa ma charakter proinflacyjny. W takiej sytuacji trwałe ograniczenie niezależności Fed i znaczące obniżenie wiarygodności amerykańskiej polityki pieniężnej, której zadaniem jest dbałość o pozycję i siłę dolara, może doprowadzić do wyraźnego osłabienia dolara. Wyższa inflacja w Stanach Zjednoczonych oznaczałaby prawdopodobnie inflacyjny problem dla całego świata, a być może początek nowego okresu globalnej finansowej niestabilności.
Autorem jest prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula