Rząd zapewnia, że paliw w Polsce nie zabraknie, ale uważnie monitoruje sytuację na rynku. Rosnący ruch przy granicy zachodniej, związany z tzw. turystyką paliwową, może skłonić władze do wprowadzenia limitów tankowania dla obcokrajowców.
- Powierzchnie magazynowe mamy wypełnione na odpowiednim poziomie, średnim lub wysokim – powiedział minister energii Miłosz Motyka w programie WP Tłit. Jednocześnie trwają analizy ryzyk związanych z tzw. turystyką paliwową, czyli napływem kierowców z zagranicy, którzy korzystają z niższych cen w Polsce. Różnice cenowe sięgają nawet kilku złotych na litrze, co może zwiększać presję na krajową podaż.
Największe ryzyko obserwowane jest w regionach przygranicznych. - Analizujemy tę sytuację, będziemy wiedzieli więcej po kilku dniach, jak ten ruch się kształtuje – wskazał Motyka. Już teraz w części powiatów ruch na stacjach jest wyraźnie większy, choć nie wszędzie odnotowano istotne zmiany.
Rząd nie wyklucza wprowadzenia ograniczeń w tankowaniu dla obcokrajowców, jeśli napływ klientów z zagranicy znacząco wzrośnie. - Nie wykluczamy, że będą wprowadzone ograniczenia dotyczące limitów tankowania – padło w rozmowie. Takie rozwiązania stosowały już inne państwa regionu, m.in. Słowacja i Węgry.
Decyzje w tej sprawie mają zależeć od dalszego rozwoju sytuacji oraz danych rynkowych, m.in. analizowanych przez resorty i spółki paliwowe.
Jak podkreślił, celem nie jest subsydiowanie zagranicznych gospodarek poprzez niższe ceny paliw w Polsce. - Na pewno nie jest to z tego, żeby dotować gospodarki innych państw tanim paliwem w Polsce – zaznaczono.
Na ten moment rząd monitoruje sytuację i zapowiada, że ewentualne działania będą podejmowane w zależności od skali zjawiska.