Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Anna Unton
|
aktualizacja

W płucach świata brakuje tlenu. Na miejscu pomagają Polacy

41
Podziel się:

W Peru epidemia koronawirusa uderzyła najmocniej w najbiedniejszy region kraju, który jest praktycznie odcięty od świata. W Iquitos nie ma testów, brakuje leków i tlenu. Na miejscu są Polacy, którzy w skrajnie trudnych warunkach pomagają chorym.

W płucach świata brakuje tlenu. Na miejscu pomagają Polacy.
W płucach świata brakuje tlenu. Na miejscu pomagają Polacy.

Wilgotny i gorący klimat rejonów Peru nie powstrzymał koronawirusa. Epidemia najmocniej uderzyła w Iquitos i okolice, stolicę peruwiańskiej dżungli. W Amazonii, która jest nazywana zielonymi płucami świata, w ostatnim czasie najbardziej deficytowym towarem stał się tlen dla chorych na COVID-19. Sytuację pogarsza fakt, że do półmilionowego Iquitos nie prowadzi żadna droga lądowa. Niezbędny sprzęt oraz leki można dostarczyć jedynie samolotem wojskowym.

W Iquitos nie robi się już testów, bo skończyły się kilkanaście dni temu. Respiratory to luksus i brakuje ich nawet w Limie, stolicy kraju. Wielu osobom może pomóc butla z tlenem. Jednak trudno ją zdobyć, a jeszcze trudniej napełnić. - Maszyny do produkcji tlenu często się psują, a gdy tlen w końcu pojawia się w sprzedaży, kolejki są nieprawdopodobnie długie. Ktoś w nich stoi, a w tym czasie jego bliski czy znajomy może przestać oddychać - mówi Beata Prusinowska, misjonarka pracująca nad rzeką Putumayo, przebywająca obecnie w Iquitos.

– W poprzednią niedzielę zmarła nasza znajoma. Koleżance, która jej towarzyszyła, udało się zdobyć butlę z tlenem, ale po podłączeniu okazało się, że posiada niewłaściwy zawór. W szpitalu szukano klucza francuskiego, by go zmienić… nie udało się – opowiada pani Beata. Zmarła kobieta, która pochodziła z grupy etnicznej Kichwa, miała 35 lat i osierociła pięcioro dzieci.

Zobacz także: Oglądaj też: Lek na koronawirusa. Prof. Simon mówi, czego się spodziewać

Epidemia obnażyła fatalną sytuację służby zdrowia w tej części kraju, gdzie już wcześniej codzienność była bardzo trudna. Iquitos to stolica najbiedniejszego regionu Loreto, który jest mniej więcej wielkości Polski i zajmuje prawie jedną trzecią powierzchni Peru. Jednak mieszka w nim niecały milion osób, czyli 3 proc. populacji całego kraju. Trudna sytuacja materialna wielu rodzin, po wybuchu epidemii stała się tragiczna.

W aptekach w Iquitos skończyły się podstawowe leki jak paracetamol. Przeciwmalaryczny lek hydroksychlorochina, który może być skuteczny także w leczeniu COVID-19, można dostać na czarnym rynku. W marcu jedna tabletka kosztowała 2 sole, teraz jej cena wrosła do 35 soli, czyli około 40 zł. W regionie, w którym większość mieszkańców nie ma stałego zatrudnienia, to towar luksusowy. - Tu jest totalna partyzantka. Ludzie często dzwonią do nas i pytają się o leki albo tlen - mówi pani Beata.

Brakuje dosłownie wszystkiego, co potrzebne do walki z epidemią. Dlatego Polki z wikariatu San Jose del Amazonas organizują zbiórkę. Pieniądze ze zbiórki przeznaczą na butle z tlenem, urządzenia do ich napełniania, leki i środki ochrony dla personelu medycznego. Można je zdobyć w Limie i przetransportować do Iquitos samolotami wojskowymi, które kursują co kilka dni. To walka z czasem, bo koszt niektórych najbardziej poszukiwanych leków czy urządzeń medycznych z dnia na dzień wzrasta. - Jestem tu już dziewięć lat i nigdy nie robiłam publicznej zbiórki, ale teraz sytuacja jest naprawdę dramatyczna – mówi pani Beata. (Link do zbiórki: pomagam.pl/coviddusidzungle).

Zbiórka została objęta patronatem Ambasady RP w Peru, w ramach akcji polskiego MSZ #Polonia4Neighbours. - W Polsce trudno sobie wyobrazić, jak ciężka jest sytuacja w Iquitos. Pracuje tam grupa polskich misjonarek i księży, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Wysłaliśmy im wojskowym samolotem maseczki, rękawiczki i podstawowe leki - to co mogliśmy szybko dostać w Limie - mówi Magdalena Śniadecka-Kotarska, ambasador Polski w Peru.

- Nie wiadomo, ile dokładnie osób jest zarażonych, bo brakuje testów (zarówno szybkich, jak i molekularnych). Oficjalne dane są zaniżone. Wzrost zachorowań w regionie Loreto dodatkowo zwiększył się, kiedy ludzie, którzy stracili pracę w Limie, wrócili w swoje rodzinne strony, mimo zakazu poruszania się po kraju - dodaje. Trzy tygodnie temu stolicę kraju opuściło wielu Peruwiańczyków, którzy stracili pracę i mieszkanie. Jak się potem okazało, wśród nich były również osoby zarażone COVID-19.

Trzynaście przychodni i dwie butle z tlenem

Sytuacja w odległych wioskach w dorzeczach Amazonki jest jeszcze trudniejsza niż w stolicy regionu. Nad rzeką Napo trzynaście przychodni obsługuje ponad sto wiosek. Tylko w trzech z nich pracuje lekarz i tylko dwie mają po jednej butli z tlenem. W okolicy znajduje się też niewielki szpital w Santa Clotilde, w którym pracują dwie lekarki.

- Walczymy o to, żeby nie przypływały tu większe statki i nie przywoziły wirusa. W wioskach brakuje mydła, lekarstw, żywności. W przychodniach potrzebne są butle, koncentratory tlenu i generatory prądu – mówi Gabriela Filonowicz, koordynatorka szpitala i przychodni nad rzeką Napo. - Bez tlenu ludzie po prostu będą umierać. I już umierają.

A w peruwiańskiej Amazonii są wioski, do których nie dociera żadna pomoc medyczna. Niektórym grupom etnicznym grozi wyginięcie. Historia przypomina, że w przeszłości choroby przyniesione z zewnątrz doprowadzały do zdziesiątkowania ludności lub wręcz zabijały całe grupy etniczne. To zresztą problem, przed którym stoi nie tylko Peru, ale cała Amazonia, której największa część leży w Brazylii. Tam sytuacja również jest bardzo ciężka. W Peru, na terenie objętym przez wikariat San Jose del Amazonas, mieszkają Indianie Kichwa, Murui, Secoya, Arabela, Ocaina, Bora, Yagua i Maijuna, a także liczna grupa Metysów.

Specyficzny klimat panujący w lesie tropikalnym sprawia, że jeszcze przed wybuchem epidemii, wielu jego mieszkańców miało problemy z drogami oddechowymi. Może być to jedna z wielu przyczyn, dla których koronawirus zbiera tam tak śmiertelne żniwo. Do 13 maja tylko w regionie Loreto zmarło ponad 800 osób. W Iquitos zarażona jest większość lekarzy i pielęgniarek, co dodatkowo paraliżuje służbę zdrowia w tym regionie.

Iquitos. Kolejka do napełnienia butli. Fot. Felix Sosa.

Ostrzeżenia przed koronawirusem w miejscowość Soplin Vargas nad rzeką Putumayo.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(41)
internetowiec
2 lata temu
paradoksalnie brak respiratorów uratuje ludziom zycie
ot cała pande...
2 lata temu
Nie wiem jak u was ale u mnie w robocie wprowadzili środki ostrożności a pracownicy w ogóle ich nie przestrzegają i żyją! Żyją ich rodziny, znajomi, nikt nie umarł, wszyscy się spotykają ze znajomymi po robocie i każdy żyje! Bez szczepień, bez kwarantanny. Da się? No da się. Nakaz jest noszenia maseczek ale na l4 chodzą tylko ci co je sumiennie noszą. Biorą sobie l4 bo ich gardełko boli bo mają wysuszone od suchego powietrza.
taka prawda
2 lata temu
Napisałem na stronie WYPRANEJ PRAWDY komentarz ktory ukazał się natychmiast z czterdziestominutową luką i z jednym minusem
ass
2 lata temu
szczerze kogo to obchodzi
SAS
2 lata temu
JACY WY LUDZIE JESTESCIE CIEMNI TYLKO SIE SPRZECZACIE O WYBORY A NAS EKONOMIA JUZ ZZERA PANSTWO NIE MA PIENIEDZY ZYJE Z NASZYCHWPLOWOWJAKNIE MA WPLYWOW NIE MA KASY LOGICZNE A PIS MOZE SOBIE OBIECYWAC CO CHCE JUZ POWOLI POLAKA KONCZA SIE PIENIADZE BEDZIEMY ZLOTOWKE OGLADAC W REKU 5 RAZY ZANIM WYDAMY SKONCZY SIE ROZDAWNICTWO POLSKAJUZ JEST NA DNIE A MY TO WSZYSTKO ODCZUJEMY,
...
Następna strona