W płucach świata brakuje tlenu. Na miejscu pomagają Polacy

W Peru epidemia koronawirusa uderzyła najmocniej w najbiedniejszy region kraju, który jest praktycznie odcięty od świata. W Iquitos nie ma testów, brakuje leków i tlenu. Na miejscu są Polacy, którzy w skrajnie trudnych warunkach pomagają chorym.

W płucach świata brakuje tlenu. Na miejscu pomagają Polacy.

Wilgotny i gorący klimat rejonów Peru nie powstrzymał koronawirusa. Epidemia najmocniej uderzyła w Iquitos i okolice, stolicę peruwiańskiej dżungli. W Amazonii, która jest nazywana zielonymi płucami świata, w ostatnim czasie najbardziej deficytowym towarem stał się tlen dla chorych na COVID-19. Sytuację pogarsza fakt, że do półmilionowego Iquitos nie prowadzi żadna droga lądowa. Niezbędny sprzęt oraz leki można dostarczyć jedynie samolotem wojskowym.

W Iquitos nie robi się już testów, bo skończyły się kilkanaście dni temu. Respiratory to luksus i brakuje ich nawet w Limie, stolicy kraju. Wielu osobom może pomóc butla z tlenem. Jednak trudno ją zdobyć, a jeszcze trudniej napełnić. - Maszyny do produkcji tlenu często się psują, a gdy tlen w końcu pojawia się w sprzedaży, kolejki są nieprawdopodobnie długie. Ktoś w nich stoi, a w tym czasie jego bliski czy znajomy może przestać oddychać - mówi Beata Prusinowska, misjonarka pracująca nad rzeką Putumayo, przebywająca obecnie w Iquitos.

– W poprzednią niedzielę zmarła nasza znajoma. Koleżance, która jej towarzyszyła, udało się zdobyć butlę z tlenem, ale po podłączeniu okazało się, że posiada niewłaściwy zawór. W szpitalu szukano klucza francuskiego, by go zmienić… nie udało się – opowiada pani Beata. Zmarła kobieta, która pochodziła z grupy etnicznej Kichwa, miała 35 lat i osierociła pięcioro dzieci.

Oglądaj też: Lek na koronawirusa. Prof. Simon mówi, czego się spodziewać

Epidemia obnażyła fatalną sytuację służby zdrowia w tej części kraju, gdzie już wcześniej codzienność była bardzo trudna. Iquitos to stolica najbiedniejszego regionu Loreto, który jest mniej więcej wielkości Polski i zajmuje prawie jedną trzecią powierzchni Peru. Jednak mieszka w nim niecały milion osób, czyli 3 proc. populacji całego kraju. Trudna sytuacja materialna wielu rodzin, po wybuchu epidemii stała się tragiczna.

W aptekach w Iquitos skończyły się podstawowe leki jak paracetamol. Przeciwmalaryczny lek hydroksychlorochina, który może być skuteczny także w leczeniu COVID-19, można dostać na czarnym rynku. W marcu jedna tabletka kosztowała 2 sole, teraz jej cena wrosła do 35 soli, czyli około 40 zł. W regionie, w którym większość mieszkańców nie ma stałego zatrudnienia, to towar luksusowy. - Tu jest totalna partyzantka. Ludzie często dzwonią do nas i pytają się o leki albo tlen - mówi pani Beata.

Brakuje dosłownie wszystkiego, co potrzebne do walki z epidemią. Dlatego Polki z wikariatu San Jose del Amazonas organizują zbiórkę. Pieniądze ze zbiórki przeznaczą na butle z tlenem, urządzenia do ich napełniania, leki i środki ochrony dla personelu medycznego. Można je zdobyć w Limie i przetransportować do Iquitos samolotami wojskowymi, które kursują co kilka dni. To walka z czasem, bo koszt niektórych najbardziej poszukiwanych leków czy urządzeń medycznych z dnia na dzień wzrasta. - Jestem tu już dziewięć lat i nigdy nie robiłam publicznej zbiórki, ale teraz sytuacja jest naprawdę dramatyczna – mówi pani Beata. (Link do zbiórki: pomagam.pl/coviddusidzungle).

Zbiórka została objęta patronatem Ambasady RP w Peru, w ramach akcji polskiego MSZ #Polonia4Neighbours. - W Polsce trudno sobie wyobrazić, jak ciężka jest sytuacja w Iquitos. Pracuje tam grupa polskich misjonarek i księży, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Wysłaliśmy im wojskowym samolotem maseczki, rękawiczki i podstawowe leki - to co mogliśmy szybko dostać w Limie - mówi Magdalena Śniadecka-Kotarska, ambasador Polski w Peru.

- Nie wiadomo, ile dokładnie osób jest zarażonych, bo brakuje testów (zarówno szybkich, jak i molekularnych). Oficjalne dane są zaniżone. Wzrost zachorowań w regionie Loreto dodatkowo zwiększył się, kiedy ludzie, którzy stracili pracę w Limie, wrócili w swoje rodzinne strony, mimo zakazu poruszania się po kraju - dodaje. Trzy tygodnie temu stolicę kraju opuściło wielu Peruwiańczyków, którzy stracili pracę i mieszkanie. Jak się potem okazało, wśród nich były również osoby zarażone COVID-19.

Trzynaście przychodni i dwie butle z tlenem

Sytuacja w odległych wioskach w dorzeczach Amazonki jest jeszcze trudniejsza niż w stolicy regionu. Nad rzeką Napo trzynaście przychodni obsługuje ponad sto wiosek. Tylko w trzech z nich pracuje lekarz i tylko dwie mają po jednej butli z tlenem. W okolicy znajduje się też niewielki szpital w Santa Clotilde, w którym pracują dwie lekarki.

- Walczymy o to, żeby nie przypływały tu większe statki i nie przywoziły wirusa. W wioskach brakuje mydła, lekarstw, żywności. W przychodniach potrzebne są butle, koncentratory tlenu i generatory prądu – mówi Gabriela Filonowicz, koordynatorka szpitala i przychodni nad rzeką Napo. - Bez tlenu ludzie po prostu będą umierać. I już umierają.

A w peruwiańskiej Amazonii są wioski, do których nie dociera żadna pomoc medyczna. Niektórym grupom etnicznym grozi wyginięcie. Historia przypomina, że w przeszłości choroby przyniesione z zewnątrz doprowadzały do zdziesiątkowania ludności lub wręcz zabijały całe grupy etniczne. To zresztą problem, przed którym stoi nie tylko Peru, ale cała Amazonia, której największa część leży w Brazylii. Tam sytuacja również jest bardzo ciężka. W Peru, na terenie objętym przez wikariat San Jose del Amazonas, mieszkają Indianie Kichwa, Murui, Secoya, Arabela, Ocaina, Bora, Yagua i Maijuna, a także liczna grupa Metysów.

Specyficzny klimat panujący w lesie tropikalnym sprawia, że jeszcze przed wybuchem epidemii, wielu jego mieszkańców miało problemy z drogami oddechowymi. Może być to jedna z wielu przyczyn, dla których koronawirus zbiera tam tak śmiertelne żniwo. Do 13 maja tylko w regionie Loreto zmarło ponad 800 osób. W Iquitos zarażona jest większość lekarzy i pielęgniarek, co dodatkowo paraliżuje służbę zdrowia w tym regionie.

Obraz

Iquitos. Kolejka do napełnienia butli. Fot. Felix Sosa.

Obraz
Obraz

Ostrzeżenia przed koronawirusem w miejscowość Soplin Vargas nad rzeką Putumayo.

Obraz

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

Wybrane dla Ciebie
Rośnie napięcie wokół Grenlandii. Sekretarz skarbu USA zabiera głos
Rośnie napięcie wokół Grenlandii. Sekretarz skarbu USA zabiera głos
Boom na chińskie auta w Polsce. MON szykuje ograniczenia
Boom na chińskie auta w Polsce. MON szykuje ograniczenia
Ostrożny reset na linii Pekin-Pjongjang. Chiny odbudowują wpływy, ale ustępują pola Rosji
Ostrożny reset na linii Pekin-Pjongjang. Chiny odbudowują wpływy, ale ustępują pola Rosji
Media: Trump wykorzystał urząd prezydenta, by zarobić co najmniej 1,4 mld dolarów
Media: Trump wykorzystał urząd prezydenta, by zarobić co najmniej 1,4 mld dolarów
O’Leary zwołał pilną konferencję. To odpowiedź na zaczepki Elona Muska
O’Leary zwołał pilną konferencję. To odpowiedź na zaczepki Elona Muska
Odszkodowanie za opóźniony lot. Sąd Unii Europejskiej zdecydował
Odszkodowanie za opóźniony lot. Sąd Unii Europejskiej zdecydował
Polacy palą w starych piecach. Barierą są pieniądze
Polacy palą w starych piecach. Barierą są pieniądze
Kontrowersyjna umowa uratuje europejską branżę motoryzacyjną?
Kontrowersyjna umowa uratuje europejską branżę motoryzacyjną?
Czerwień dominuje na GPW. PGE i Pepco w górę, Allegro i CCC tracą
Czerwień dominuje na GPW. PGE i Pepco w górę, Allegro i CCC tracą
Pompa ciepła miała grzać dom. Dziś siedzą przy kominku i liczą długi
Pompa ciepła miała grzać dom. Dziś siedzą przy kominku i liczą długi
Mały biznes boi się KSeF. "Wyścig z czasem"
Mały biznes boi się KSeF. "Wyścig z czasem"
9,3 tony narkotyków i 24 nielegalnych laboratoriów. Hisotryczna akcja policji
9,3 tony narkotyków i 24 nielegalnych laboratoriów. Hisotryczna akcja policji