Bliżej do wyższej kwoty wolnej? Trwają negocjacje KO z PSL
Ludowcy namawiają Koalicję Obywatelską do poparcia ich pomysłu stopniowego, corocznego podniesienia kwoty wolnej - o 5 tys., następnie 10 tys. i 15 tys. zł, aż do osiągnięcia kwoty wolnej w wysokości 60 tys. zł. Do rozmów na wysokim szczeblu doszło w tym tygodniu. Politycy PSL przedstawili szczegółową koncepcję w tej sprawie i liczą na odpowiedź koalicjanta w ciągu kilku tygodni.
Obie strony nie chcą zdradzać szczegółów trwających rozmów, choć przyznają, że sprawa wygląda perspektywicznie i będzie dalej analizowana, także pod kątem przygotowań do przyszłorocznej kampanii wyborczej.
Nasza koncepcja spotkała się z zainteresowaniem, także resortu finansów. W KO usłyszeliśmy, że propozycja zostanie zweryfikowana przez analityków rządowych. Mamy nadzieję na jakąś odpowiedź w ciągu dwóch tygodni. Odnieśliśmy wrażenie, że może wręcz pojawić się pokusa, że KO zrobi z tego projekt rządowy. Nawet jeśli tak się stanie, to o ojcostwo nie będziemy się targować
Ważny polityk KO przyznaje, że rozmowy z PSL w sprawie kwoty wolnej są prowadzone i to w "serdecznej atmosferze", choć na razie niczego nie przesądza. - Będziemy się zapoznawać ze szczegółami tej propozycji. To ważne, by rozmawiać w koalicji o projektach wewnętrznie, na pewno to lepsze niż ścieżka twitterowej wojny - komentuje rozmówca z KO, wbijając tym samym szpilkę Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz z Polski 2050, która często promuje swoje pomysły i projekty ustaw w mediach społecznościowych, grając nierzadko na nerwach pozostałym koalicjantom.
Rzucili wyzwanie gigantom. Europa zazdrości nam tej firmy
Szef sejmowej komisji finansów publicznych Janusz Cichoń (KO) z jednej strony przyznaje, że na dziś nie ma miejsca na wypełnienie deklaracji KO związanej z podwojeniem kwoty wolnej. - Ale jeśli znajdziemy przestrzeń, by iść w takim kroczącym trybie, to poparłbym taki kierunek - dodaje.
Lewica z kolei stawia twardy warunek. - Absolutnie się na to nie zgodzimy, dopóki nie naprawimy sytuacji w ochronie zdrowia. To jest priorytet negocjacji budżetowych Lewicy, ale to powinien być priorytet także całego rządu, co pokazują badania robione wśród Polek i Polaków - mówi Łukasz Michnik, rzecznik ugrupowania.
Szczegóły projektu
Co zakłada propozycja ludowców? Jeśli chodzi o cel, jest on tożsamy z tym, co obiecywała w kampanii Koalicja Obywatelska, a czego sama do tej pory nie zrealizowała - czyli podwyższenie kwoty wolnej od podatku z 30 tys. do 60 tys. złotych, co oznacza koszt dla budżetu rzędu 50-60 mld zł.
Różnica polega na metodzie dojścia do tego stanu. KO obiecała skokowy wzrost kwoty wolnej w tej kadencji, ale z uwagi na trudną sytuację budżetową, nie kwapi się do tego. PSL proponuje rozłożenie tego w czasie i w modelu "5-10-15". Koncepcja zakłada, że w wyborczym 2027 r. kwota wolna wzrosłaby do 35 tysięcy złotych. W 2028 r. wzrosłaby o kolejne 10 tys. zł, czyli do kwoty 45 tys. zł. Wreszcie w 2029 r. nastąpiłby wzrost o 15 tys. zł (do 60 tys. zł). Dzięki temu - jak szacuje PSL - w pierwszym roku koszt dla budżetu, zamiast 60 mld zł, wynosiłby ok. 11 mld zł.
Druga strona medalu
Skąd ta różnica? To efekt nie tylko rozłożenia reformy w czasie, ale również "dodatkowych działań kompensacyjnych", ograniczających ubytek dochodów budżetu państwa. Pierwsza kwestia dotyczy likwidacji kosztów uzyskania przychodów w PIT dla etatów i umów cywilnoprawnych. Zdaniem ludowców obecne rozwiązanie premiuje niestandardowe formy zatrudnienia, dlatego likwidacja zasady odliczania tych kosztów zwiększy atrakcyjność zatrudnienia w oparciu o umowy o pracę. Miałoby to również uprościć system podatkowy w Polsce. Druga kwestia to częściowa likwidacja odliczenia zapłaconych składek na ubezpieczenia społeczne od podstawy opodatkowania. Dzisiaj bowiem jest tak, że dopiero po odjęciu obowiązkowych składek na ZUS od naszych dochodów naliczane są PIT i wysokość składki zdrowotnej (a skoro od mniejszej sumy, to te zobowiązania są niższe). Ludowcy więc chcą, by wszystko było procentowo naliczane w tym samym momencie, co te zobowiązania zwiększy. Zmiana ma mieć jednak ograniczony charakter i nie wpływać negatywnie na dochody netto osób osiągających zarobki na umowie o pracę powyżej ok. 12 tys. zł miesięcznie.
Jak wskazują w PSL, likwidacja odliczenia składek od podstawy opodatkowania powoduje, że "logicznym następstwem" powinno być zwolnienie wypłat świadczeń emerytalnych z opodatkowania w PIT (czyli opodatkowywanie środków na "wejściu" do systemu, a nie jak obecnie na "wyjściu"). Takie rozwiązanie - przekonują ludowcy - nie byłoby bardzo kosztowne dla budżetu państwa, gdyż przy kwocie wolnej 60 tys. zł i tak ponad 80 proc. emerytów nie płaciłoby PIT.
Wskutek proponowanych działań kompensacyjnych koszt netto propozycji PSL dla finansów publicznych wynosić ma 3 mld zł w 2027 r., 16 mld zł w 2028 r. oraz 35 mld zł w 2029 r.
Kto zyska, kto straci
Zanim trafiła na szczebel koalicyjny, propozycja PSL była ekspercko konsultowana z Federacją Przedsiębiorców Polskich (FPP). - Parametry zostały określone w ten sposób, by co do zasady nikt zatrudniony w oparciu o stosunek pracy na zmianach nie stracił. Dlatego te działania mają ograniczony charakter, jeśli chodzi o likwidację odliczenia zapłaconych składek na ubezpieczenia społeczne od podstawy opodatkowania. Dla zarabiających poniżej 12 tys. złotych brutto miesięcznie reforma będzie korzystna, a dla zarobków powyżej 12 tys. reforma jest w zasadzie neutralna - tłumaczy Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP.
Jak dodaje, kolejne założenie, czyli likwidacja kosztów uzyskania przychodu w PIT dla etatów i umów cywilnoprawnych, ma na celu ograniczenie kosztów fiskalnych podwyższenia kwoty wolnej i jednocześnie powoduje, że pole gry dla różnych stosunków pracy się wyrównuje. - Tak więc ta zmiana dotycząca kosztów uzyskania przychodów rzeczywiście będzie powodować podwyższenie podstawy opodatkowania dla części pracujących, ale z drugiej strony będą oni jednocześnie korzystać na dużo wyższej kwocie wolnej od podatku - mówi Łukasz Kozłowski.